sobota, 29 listopada 2014
Rozdział czternasty
Chmurne wrota się zamknęły, a my staliśmy po środku mojego pokoju patrząc się na siebie. Jak zwykle panowała cisza.
-Co chcesz wiedzieć?-Spytał Aker po chwili milczenia.
-A jak myślisz? Najlepiej zacznij od początku-odparłam siadając na łóżku.
-Nie jestem aniołem-powiedział i spuścił wzrok-i nigdy nim nie byłem.
-To akurat wiem.
-Rebecka?
Pokiwałam głową.
-Ona zawsze umiała wszystko załatwić-odparł i uśmiechnął się pod nosem.-Nawet zataiła mnie w Aprilfall.
- I już w tym momencie się pogubiłam-odparłam kręcąc głową.
-I tu zaczyna się cała historia. Urodziłem się na ziemi jako zwykły człowiek. Prawie. Rebecka jest moją matką i pół aniołem, czyli w moich żyłach płynie jakiś odsetek anielskich genów, ale to nie wystarczyło bym mógł mieszkać z mamą w Aprilfall-wziął głęboki oddech i zaczął mówić dalej-ale dostałem najlepszego anioła stróża, by mnie chronił, a sam zamieszkałem w domu wujostwa. Nie było za dobrze. Ciągle kłótnie i sprzeczki. Po pewnym czasie przeszło do rękoczynów.-Spuścił głowę i zamilkł na chwilę.
Zamurowało mnie. Aker był bity? W życiu bym się tego nie spodziewała. Ten wspaniały chłopak, którego znałam szesnaście lat miał tak przerąbane dzieciństwo.
Nic nie mówiłam. Nie wiedziałam co. Czekałam aż znowu zacznie mówić.
-Pewnego dnia wujek znowu chciał mnie pobić, ale mój anioł stróż nie pozwolił. Kiedy wujek podniósł już rękę ona się ujawniła.
-Ona?
-Tak. Miała na imię Hope. Uratowała mnie. Kiedy się ujawniła wujka na chwilę zamurowało i mnie zresztą też. Jednak nawet ona nie mogła go powstrzymać. W wujka wstąpiła furia, a Hope zrobiła to czekago nikt się nie spodziewał-w tym momencie przerwał. Było widać, że ta opowieść jest dla niego trudna do opowiadania.-Złapała kuchenny nóż i wbiła go sobie w brzuch.
-Czemu?-Spytałam zdezorientowana.
Spojrzał mi w oczy i chwycił mnie za rękę.
-Jeśli anioł odda za ciebie życie jesteś chroniony do osiemnastego roku życia i nikt nie może cię skrzywdzić. Po tym co się wydarzyło Rebecka ukrywa mnie w Aprilfall, a w akta wpisała, że jestem aniołem. Dała mi też serum, dzięki któremu ludzie mnie nie dostrzegli.
Aker mówił dalej, jednak jego słowa już do mnie nie docierały.
Nagle poczułam silny, pulsujący ból w głowie. Normalność. W domu często mi się to zdarza. Zamknęłam oczy. Ból się nasilał. Zacisnęłam zęby. Z wiekiem można się przyzwyczaić. Chociaż nie. Złapałam się za głowę i przyciągnęła ją do kolan. Spokojnie. To tylko kolejna zapaść.
-Amanda?-Na ramieniu poczułam dłoń Akera.-Wszystko w porządku?
Nie odpowiedziałam. Jego słowa docierały do mnie jak przez mgłe.
-Am?
Powolnymi ruchami wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Aker ruszył za mną.
-Poczekaj-odparłam i wspięłam się na górę do salonu, gdzie zastałam swoich rodziców.
-Znowu-odparłam. Te słowa wystarczyły, aby moi rodzice w mgnieniu oka zerwali się z kanapy i zaczęli się ubierać. Docierały do mnie przytłumione głosy.
-Dzwoń do doktor Preit. Musi wiedzieć.
-Już dzwoniłem. Będzie gotowa.
Moi rodzice zawsze byli lekko przewrażliwieni. Nagle moje powieki powoli opadły, a ja uderzyłam głową o podłogę, czyli już jest niedobrze.
Ocknęłam się dobre dwie godziny po napadzie bólu. Leżałam w wielkiej, białej sali. Pokój 128. To było moje pomieszczenie w Szpitalu Świętej Marianny. Zawsze po zapaści tu trafiałam.
Przed drzwiami do sali zauważyłam rodziców romawiających z doktor Preit. Wysoka, gruba kobieta z lekko siwymi włosami. Prawie zawsze na nosie ma okrągłe okulary. Spojrzała w moją stronę i weszła do sali.
-Witaj Amando. W normalnych okolicznościach spytałabym jak się masz, ale obie wiemy jak się czujesz.
Odwróciłam wzrok w stronę okna i spojrzałam ma drzewa. Miała rację. Czułam się fatalnie.
-Czym spowodowałaś zapaść?-Spytała patrząc na mogą kartę zdrowia.-Ostatnio u nas nie bywałaś.
-Nie wiem-odparłam.
-No cóż-zaczęła dalej patrząc na dokumenty-zatrzymamy cię na krótką obserwację ze względu na twoją chorobę.
Spojrzała na mnie i wyszła z sali.
Nienawidzę tego słowa. Obserwacja. Najgorsze co może spotkać chorą osobę. Zwłaszcza mnie. Po tych badaniach będę mogła usłyszeć, że choroba przestała się posuwać na przód, ale również mogłam się dowiedzieć, że jest coraz gorzej...
Tak jak obiecała doktor Preit, obserwacja potrwała tylko dzień. Kilka prześwietleń, rozmów z innymi lekarzami. Tak jak zwykle. Potem mogłam wrócić do domu. W szpitalu oczywiście nie byłam sama. Cały czas siedzieli przy mnie rodzice, David i Cynthia. W takich miejscach jak szpital nigdy nie jest się samemu.
Zaraz po przekroczeniu progu szpitala rodzice zapakowali moje torby do samochodu. Ja jednak nie chciałam jechać. Wolałam się przejść. Póki jeszcze mogłam.
Droga trochę mi zajęła, jednak ja się nie zmęczyłam. Przed domem zastałam Akera.
-Hej-odparł-co się stało?
-Tylko trochę bolała mnie głowa-odparłam i błagałam, aby więcej nic nie mówił.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu. A łzy coraz bardziej się we mnie zbierały.
-Będzie dobrze.
Po policzku spłynęła mi łza. Takie pocieszenia słyszę już od sześciu lat. Gwałtownie się odwróciłam.
-Nie chrzań! -Wykrzyknęłam.
-Co?-Spytał zdezorientowany.
-Nie chrzań-po policzku spłynęła mi kolejna łza.
Aker położył mi rękę na ramieniu, ale ja ją zrzuciłam.
-Am...
-Przestań-odparłam płacząc.-Nie wiesz jak to jest, gdy każdego dnia umiera cząstka ciebie. Nie wiesz jak to jest słysząc płacz twoich rodziców, którzy chcą pomóc, ale nie mogą. Nie znasz uczucia, gdy wieczorem kładziesz się spać i boisz się, że rano się nie obudzisz.
Już nawet nie panowała nad tym co mówię. Nie widziałam reakcji Akera. Łzy zalały mi całą twarz. W końcu mogłam komuś powiedzieć co czuję.
Aker stał i nic nie mówił, jednak po chwili podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało.
-Na co jesteś chora Am?
Wzięłam głęboki oddech. Muszę mu powiedzieć.
-Mam autoimmunologie. Stąd ten ból głowy. Choroba każdego dnia zabija moje mięśnie.
Aker odsunął się ode mnie.
-Czemu mi nie powiedziałaś?-Spytał kręcąc głową.-I jak chodziłaś do lekarzy, skoro cały czas z tobą byłem jako twój anioł?
Schowałam twarz w dłoniach.
-Pamiętasz kiedy wysyłałam cię do Rebecki? Ona wiedziała, że jestem chora i miała z tobą rozmawiać tak długo, aż nie wrócę od lekarza.
Na ulicy zapanowała cisza. Było słychać tylko szum wiatru. Aker stał i wpatrywał się we mnie. Był smutny, że mu nie powiedziałam, że mu nie zaufałam.
-Przepraszam-dodałam po chwili i weszłam do domu zostawiając Akera samego ma ulicy spowitej w mrok. Nie chciałam go zostawić, ale już się przyzwyczaiłam, że jestem sama. Kiedyś mi to nie pasowało. Teraz? Teraz to jest konieczne, aby nikogo nie skrzywdzić. Zostało mi nie dużo czasu, chociaż nikt nie wie ile. Tej choroby nie da się kontrolować. Mam może dzień? Tydzień? Miesiąc? Rok?
-Am-usłyszałam krzyk mamy z kuchni-zjesz z nami kolację?
-Nie-odkrzyknęłam-położę się już lepiej.
Nie usłyszałam już odpowiedzi, więc poszłam do pokoju i położyłam się spać. Z tym samym uczuciem już od sześciu lat. Byleby się jutro obudzić. To jest mój cel życiowy. To jest to czego zawsze pragnę...
Szalona dziewczyna
--------------------------------------------------------------
Dwie sprawy:
Po 1: Tak, wiem. Rozdział jak zwykle krótki, ale ja nie przepadam za długimi tekstami.Łatwo się pogubić.
Po 2: Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, więc prośba do tych, którzy mnie znają; nie pytajcie się mnie codziennie kiedy nowy rozdział!
sobota, 22 listopada 2014
Prolog do opowiadania ,,Emma''
Wiem, że jesteście ciekawi co z Akerem, ale mam dla was bardzo króciutki początek nowego opowiadania. Mam nadzieję, że się spodoba.
,,Bo życie to wielki, śmierdzący bajzel...I w tym jest piękno"
,,Ważne, by umieć go posprzątać''
Większość ludzi narzeka na swoje życie. Zawsze im czegoś brakuje. Nigdy nie są zadowoleni z tego co dostają od życia. Co ja dostałam od losu? Nic. Czasem życie coś ci odbiera i nie możesz się z tym pogodzić. Ja musiałam.
Opowiem wam kawałek historii mojego życia. Życia, które naprawdę dało w kość. Nie jest to opowieść o miłości bez końca.Jest to historia o ludziach, którzy musieli walczyć o przetrwanie.
I o to, aby nie stać się kimś innym i uciec, ponieważ zasady są proste.
Bądź sobą i ucieknij albo giń...
Nazywam się Emma Cozgrov. Mieszkam w Erplyn. Kraina najbezpieczniejsza po ataku Czarnych Opiekunów. Po ich wojnie kilka stuleci temu świat został podzielony na kilka części. Erplyn, Dastrol i Tympen.
W Tympen żyją ludzi z szarymi oczami. Symbol władzy nad wiatrem.Oni nam nie zagrażają. Natomiast w Dastrol żyją ludzie o niebieskich oczach. Najniebezpieczniejsi dla nas.
Każdy ród ma Radę. Moja rodzina od stuleci jest w tajnym stowarzyszeniu, które zajmuje się takimi osobami jak ja i je chroni.
Na świecie są ludzie, którzy mają zielone oczy. Ja właśnie je mam i posiadam niezwykły dar, a raczej przekleństwo. Z każdego komu spojrzę w oczy zbyt długo, pozostaje nic. Tak, więc muszę się pilnować, jednak to nie zawsze wystarcza...
Ludzie tacy jak ja żyją na ziemi od wieków i twierdzą, że to co potrafimy robić to cud. Ja tak nie uważam.
Czasami nasz dar jest przydatny. Można w łatwy sposób się kogoś pozbyć, na przykład ludzi, którzy chcą naszej śmierci. Wtedy się przydaje.
Jednak ja nie umiem kontrolować swojego ,,daru". Już nie raz się o tym przekonałam. Raz, gdy spojrzę komuś w oczy pozostaje z niego proch. Innym razem kamień, a jeszcze innym mogę go odrzucić kilka metrów do góry.
Ten dar to również przekleństwo. Każdy kto nie opanuje daru do osiemnastego roku życia...znika. Rada się go pozbywa, jeśli wcześniej nie zginiesz w naszych wspaniałych zabawach.
Co roku zostają organizowane gry wojenne. Walka jest prosta. Albo wygrasz, albo zginiesz. Cała akcja toczy się pod ziemią w tunelach. Pozostałości po ataku Czarnych Opiekunów.
Do gry możesz zostać powołany w każdym czasie i w każdym wieku. Żadnych ograniczeń. Moja siostra już brała w nich udział. Zginęła pięć lat temu. W jaki sposób? Tego nie wie nikt. Podczas tamtych gier wojennych z podziemnych tuneli nie wyszedł nikt. Co tam czeka? Wszystko. Wszystko to, czego się boisz.
Tak, więc moje życie to ciągła ostrożność, stach przed zrobieniem krzywdy innym i powołaniem do gry wojennej. Moja historia wcale nie jest taka ciekawa jak mogłoby się wydawać. Jest smutna, dlatego lepiej jej nie czytajcie. Skończcie już teraz nim będzie za późno i nie będziecie już tymi samymi ludźmi. Jeśli ja miałabym taki wybór nie ciągnęłabym tego dalej, ale ja nie miałam tyle szczęścia co wy....I tego żałuję. Po tej historii już nigdy nie byłam tą samą osobą.
Nazywam się Emma Cozgrov i mam zielone oczy.
Zielone oczy, które zabijają.
Które zabiją także mnie...
Nazywam się Emma Cozgrov, a to moja historia...
Szalona dziewczyna
___________________________________
Serdecznie dziękuję wszystkim za komentarze. Zwłaszcza te z uwagami. Te są zawsze najważniejsze. Człowiek uczy się na błędach.
A wy jako moi czytelnicy jesteście wspaniali.
Cieszę się, że tyle osób mnie czyta. Nie spodziewałam się tego.
,,Bo życie to wielki, śmierdzący bajzel...I w tym jest piękno"
,,Ważne, by umieć go posprzątać''
Większość ludzi narzeka na swoje życie. Zawsze im czegoś brakuje. Nigdy nie są zadowoleni z tego co dostają od życia. Co ja dostałam od losu? Nic. Czasem życie coś ci odbiera i nie możesz się z tym pogodzić. Ja musiałam.
Opowiem wam kawałek historii mojego życia. Życia, które naprawdę dało w kość. Nie jest to opowieść o miłości bez końca.Jest to historia o ludziach, którzy musieli walczyć o przetrwanie.
I o to, aby nie stać się kimś innym i uciec, ponieważ zasady są proste.
Bądź sobą i ucieknij albo giń...
Nazywam się Emma Cozgrov. Mieszkam w Erplyn. Kraina najbezpieczniejsza po ataku Czarnych Opiekunów. Po ich wojnie kilka stuleci temu świat został podzielony na kilka części. Erplyn, Dastrol i Tympen.
W Tympen żyją ludzi z szarymi oczami. Symbol władzy nad wiatrem.Oni nam nie zagrażają. Natomiast w Dastrol żyją ludzie o niebieskich oczach. Najniebezpieczniejsi dla nas.
Każdy ród ma Radę. Moja rodzina od stuleci jest w tajnym stowarzyszeniu, które zajmuje się takimi osobami jak ja i je chroni.
Na świecie są ludzie, którzy mają zielone oczy. Ja właśnie je mam i posiadam niezwykły dar, a raczej przekleństwo. Z każdego komu spojrzę w oczy zbyt długo, pozostaje nic. Tak, więc muszę się pilnować, jednak to nie zawsze wystarcza...
Ludzie tacy jak ja żyją na ziemi od wieków i twierdzą, że to co potrafimy robić to cud. Ja tak nie uważam.
Czasami nasz dar jest przydatny. Można w łatwy sposób się kogoś pozbyć, na przykład ludzi, którzy chcą naszej śmierci. Wtedy się przydaje.
Jednak ja nie umiem kontrolować swojego ,,daru". Już nie raz się o tym przekonałam. Raz, gdy spojrzę komuś w oczy pozostaje z niego proch. Innym razem kamień, a jeszcze innym mogę go odrzucić kilka metrów do góry.
Ten dar to również przekleństwo. Każdy kto nie opanuje daru do osiemnastego roku życia...znika. Rada się go pozbywa, jeśli wcześniej nie zginiesz w naszych wspaniałych zabawach.
Co roku zostają organizowane gry wojenne. Walka jest prosta. Albo wygrasz, albo zginiesz. Cała akcja toczy się pod ziemią w tunelach. Pozostałości po ataku Czarnych Opiekunów.
Do gry możesz zostać powołany w każdym czasie i w każdym wieku. Żadnych ograniczeń. Moja siostra już brała w nich udział. Zginęła pięć lat temu. W jaki sposób? Tego nie wie nikt. Podczas tamtych gier wojennych z podziemnych tuneli nie wyszedł nikt. Co tam czeka? Wszystko. Wszystko to, czego się boisz.
Tak, więc moje życie to ciągła ostrożność, stach przed zrobieniem krzywdy innym i powołaniem do gry wojennej. Moja historia wcale nie jest taka ciekawa jak mogłoby się wydawać. Jest smutna, dlatego lepiej jej nie czytajcie. Skończcie już teraz nim będzie za późno i nie będziecie już tymi samymi ludźmi. Jeśli ja miałabym taki wybór nie ciągnęłabym tego dalej, ale ja nie miałam tyle szczęścia co wy....I tego żałuję. Po tej historii już nigdy nie byłam tą samą osobą.
Nazywam się Emma Cozgrov i mam zielone oczy.
Zielone oczy, które zabijają.
Które zabiją także mnie...
Nazywam się Emma Cozgrov, a to moja historia...
Szalona dziewczyna
___________________________________
Serdecznie dziękuję wszystkim za komentarze. Zwłaszcza te z uwagami. Te są zawsze najważniejsze. Człowiek uczy się na błędach.
A wy jako moi czytelnicy jesteście wspaniali.
Cieszę się, że tyle osób mnie czyta. Nie spodziewałam się tego.
poniedziałek, 17 listopada 2014
Rozdział trzynasty
Obudziłam się około siódmej. Wczorajszy dzień strasznie szybko mi minął, nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Na biurku dostrzegłam kartkę papieru zwiniętą w rulon. Plan Rebecki. Zwlekłam się z łóżka i zaczęłam studiować strategię odbicia Akera. Plan wydawał się dość prosty. Cała akcja miała się odbyć dziś wieczorem o dwudziestej. To była ostatnia szansa. Później już nie będzie możliwości. Odłożyłam kartkę papieru na biurko i się ubrałam. To co zwykle. Dyskretnie wyjrzałam zza drzwi. Z salonu dobiegł dźwięk telewizora, czyli rodzice już nie spali. Po cichu zamknęłam drzwi i zaczęłam się wspinać po schodach na górę. Wyjrzałam zza rogu. Rodzice siedzieli na kanapie. Jeśli będę cicho uda mi się przejść za nimi i mnie nie zauważą.
-Witaj Amando-powiedziała mama powracając się do mnie. Jednak nie umiem się skradać.
-Hej-odparłam-coś zjem i zaraz wychodzę.
Mama westchnąła. Czyżby się o mnie martwiła?
-Spędzasz z nami tak mało czasu-powiedział tata obejmując mamę ramieniem.
-Co?-spytałam zdziwiona. Nigdy im to nie przeszkadzało. Zawsze żyliśmy oddzielnie. Każdy w swoim świecie. I to mi odpowiadało. Zero zbędnej gadki każdego dnia.
-Unikasz nas-odparła mama.
-To wy unikacie mnie-powiedziałam spokojnie-zawsze to robiliście.
-Amando wiesz, że cię kochamy.
-Coś wam to słabo idzie-parsknęłam-zawsze faworyzowaliście Cristal. Zawsze musiałam być dokładnie taka jak ona. Nigdy nie byłam dość dobra. Nawet, gdy miała tą cholerą średnią powyżej pięć-jak mamy rozmawiać, to porozmawiajmy.
-Nigdy nie faworyzowaliśmy Cristal. Dlaczego taka się stałaś?-Spytał tata.
-Co?
-Dlatego już z tylu szkół musieli cię wydalić? W tej też jesteś już na granicy. Cztery nagany i sześć rozmów z dyrektorem w ciągu pół roku.
Zaniemówiłam. Skąd wiedzą? Dyrektor do nich miał nie dzwonić, bo za każdym razem obiecywałam poprawę. Widać zrozumiał, że to prawdopodobnie nie nastąpi, ale ja na prawdę chcę się zmienić. Chciałam.
-I co, znowu powiesz, że Cristal jest doskonała?-Spytałam powoli oddalając się do drzwi.
-Amando...
-Tak myślałam.
Odwróciłam się w stronę drzwi, wyszłam na ulicę i ruszyłam przed siebie. Mieli rację. Zmieniłam się, bo wiecznie nie byłam tą dobrą. Zawsze gorsza od Cristal. Więc się zmieniłam. Jak mam być ta gorsza, to niech będzie tak naprawdę. I po tym zaczęły się wszystkie problemy. Wydalenie z kilku szkół za kilka niegroźnych bójek, nagany, wagary i odcięcie się od rodziców. Żadnych rozmów i spotkań w gronie rodziny. Od tamtego czasu oni i ja żyjemy w innych światach. Nie obchodzi mnie to. Teraz skupiłam się na planie Rebecki. Według niej wszystko miało wypalić i Aker miał zostać uratowany. Mniejmy taką nadzieję. Inaczej ani ja, ani Rebecka, ani nikt inny już nigdy nie zobaczy Akera. Przyspieszyłam kroku. Nagle się zatrzymałam. Przecież nie mam dokąd iść.
-Wróć do domu-odparł Tim.
Ten to zawsze taki mądry. Nie odpowiedziałam, ponieważ przechodziła obok mnie jakaś starsza pani. W ogóle nie chciałam odpowiadać. Nie lubiłam za dużo gadać z Timem.
Ruszyłam przed siebie. Po mieście błąkałam się jakieś trzy godziny. Byłam nawet w bibliotece, co zazwyczaj się nie zdaża. Wkrótce wróciłam do domu. Nie zastałam nikogo. Rodzice pewnie pojechali do babci. Szybko zeszłam do swojego pokoju i znowu zaczęłam studiować plan Rebecki. Wszystko musiało być doskonale...
Nadeszła dwudziesta. Zgodnie z planem tym razem do Aprilfall zabrała mnie Rebecka. I znowu marne lądowanie.
-Wiesz co robić?-Spytała Rebecka.
Kiwnęłam głową. Ruszyłyśmy w przeciwne strony. Aker był trzymany w podziemnych pokojach więziennych. Prosta sprawa, żeby się tam dostać, ale może kiedy indziej je zwiedzę. Uśmiechnięłam się pod nosem.
-Tim-powiedziałam i czekałam, aż się pojawi.
-Hej-odparł.
-Zabierzesz mnie do Krampel?
Na chwilę zapanowała cisza.
-Jesteś pewna, że chcesz?-Spytał.
Wzięłam głęboki oddech. Nie chciałam się tam znaleźć, ale muszę.
Kiwnęłam głową i już po chwili otaczała mnie ciemność. Krampel. Królestwo upadłych aniołów, tych które sprzeciwiły się niebieskim zasadom, uciekły z Aprilfall i były złe do szpiku kości. Dookoła nikogo nie było. Gdzieniegdzie mogłam dostrzec fioletowe prześwity. Wzięłam głęboki oddech i powoli ruszyłam przed siebie. Jeszcze jeden głęboki wdech. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej.
Poczułam zimny powiew. Zatrzymałam się i nasłuchiawałam.
-Co my tu mamy?-usłyszałam gdzieś w oddali głos.
Dam radę.
-Przysyła mnie Glidia z Aprilfall-odparła lekko drzącym głosem.
Nagle gdzieś bliżej usłyszałam śmiech.
-Czego tu szukasz?
Głęboki wdech. I kolejny.
Musi się udać.
-Glidia wypowiada wam wojnę. Chce się was pozbyć. Sądzi, że jej zagrażacie.
Kolejny powiew wiatru. Serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Zamknęłam oczy. W Krampel było to czego bałam się najbardziej. Ciemność. Tego bałam się od zawsze. Choć nie bałam się konkretnie jej, tylko tego co kryje. Teraz było tak samo. Gdzieś w tym mroku ukrywały się upadłe anioły, które w każdej chwili mogą od tak mnie zabić.
-Powiadasz, że Glidia wypowiada nam wojnę?-usłyszałam głos tuż przy swoim uchu. Zrobiłam kilka kroków do przodu.
To musi podziałać.
-Będzie tu za kilka minut, chyba że zaatakujecie wcześniej.
-Wcześniej powiadasz?
Przełknęłam ślinę.
-Tak jak wy nie lubię Glidii. Atakujcie wcześniej, a wygracie i staniecie się najpotężniejszymi aniołami.
Głos zniknął, tak samo jak powiew wiatru. Pewności czy to zadziałało nie ma, ale jest jakaś szansa.
-Tim-wykrzyknęłam-do Aprilfall.
Plan był dość prosty. Iść do Krampel i namówić upadłe anioły do wojny z Glidią . Wraz z Rebecką potrzebujemy trochę czasu i zamieszania by uwolnić Akera. Tak, więc upadłe anioły zaatakują Aprilfall , ale za żadne skarby nie dostaną się do środka. Od pewnego czasu wokół całego królestwa aniołów jest bariera, której nie może przekroczyć żadne tak bardzo złe stworzenie jak upadłe anioły. Tym sposobem wszyscy zajmą się ich odpędzaniem, a my zyskamy czas na uratowanie Akera. Plan doskonały. Tylko, czy upadłe anioły dały się na to nabrać?
Ruszyłam za Rebecką w stronę pokoji więziennych, ale nie mogłyśmy się za bardzo zbliżać. Musiałyśmy czekać na atak. Na jakiś sygnał... I nie myliłyśmy się. Już po chwili w całym Aprilfall rozległ się dźwięk wzywający wszystkie anioły do obrony. W mgnieniu oka zapanował chaos. Wszyscy biegali w różne strony, więc i my zaczęłyśmy to robić. Szybko udało nam się wedrzeć do pokoi więziennych. Teraz tylko trzeba odnaleźć Akera. Zaglądałyśmy do każdej celi osobno, ale nigdzie go nie było. Nagle wpadłam na pomysł. Dość ryzykowny.
-Aker-wykrzyknęłam tak głośno, aby każdy mógł mnie usłyszeć.
Nie zawiodłam się. Już po chwili usłyszałam jego głos.
-Szósta cela od końca.
Wraz z Rebecką szybko do niego podbiegłyśmy i otworzyłyśmy wielkie, masywne drzwi.
-Aker-wyszeptałam, gdy go zobaczyłam.
-Rebecka co ty tu robisz?-Spytał zdziwiony. Mnie to się oczywiście spodziewał.
-Nie ma czasu musisz uciekać. Wiesz co będzie jeśli teraz cię złapią. Ukryjesz się przez pewien czas u Amandy.
-Dobrze, ale...
-Nie ma czasu. Ta cała akcja za chwilę, się skończy. Serio chcesz teraz rozmawiać o szczegółach?-Spytała coraz bardziej zdenerwowana Rebecka.-Otwórz chmurne wrota i uciekajcie.
Aker spojrzał na nią pytająco.
-Wiesz, że nie umiem tego zrobić. Tylko anioł może to zrobić, a ja nie jestem nim nawet w połowie, jak ty.
Rebecka szybko się odwróciła i wyczarowała chmurne wrota. I tym razem lądowanie mi nie wyszło, ale mniejsza z tym. Aker był wolny. Aker będzie żył. Wkońcu wszystko wróci do normy, chociaż niekoniecznie. Aker nie jest aniołem i nigdy nim nie był. Coś mi się wydaje, że tej nocy też nie będę mogła spać. Mamy z Akerem dużo do wyjaśnienia.
Szalona dziewczyna
-Witaj Amando-powiedziała mama powracając się do mnie. Jednak nie umiem się skradać.
-Hej-odparłam-coś zjem i zaraz wychodzę.
Mama westchnąła. Czyżby się o mnie martwiła?
-Spędzasz z nami tak mało czasu-powiedział tata obejmując mamę ramieniem.
-Co?-spytałam zdziwiona. Nigdy im to nie przeszkadzało. Zawsze żyliśmy oddzielnie. Każdy w swoim świecie. I to mi odpowiadało. Zero zbędnej gadki każdego dnia.
-Unikasz nas-odparła mama.
-To wy unikacie mnie-powiedziałam spokojnie-zawsze to robiliście.
-Amando wiesz, że cię kochamy.
-Coś wam to słabo idzie-parsknęłam-zawsze faworyzowaliście Cristal. Zawsze musiałam być dokładnie taka jak ona. Nigdy nie byłam dość dobra. Nawet, gdy miała tą cholerą średnią powyżej pięć-jak mamy rozmawiać, to porozmawiajmy.
-Nigdy nie faworyzowaliśmy Cristal. Dlaczego taka się stałaś?-Spytał tata.
-Co?
-Dlatego już z tylu szkół musieli cię wydalić? W tej też jesteś już na granicy. Cztery nagany i sześć rozmów z dyrektorem w ciągu pół roku.
Zaniemówiłam. Skąd wiedzą? Dyrektor do nich miał nie dzwonić, bo za każdym razem obiecywałam poprawę. Widać zrozumiał, że to prawdopodobnie nie nastąpi, ale ja na prawdę chcę się zmienić. Chciałam.
-I co, znowu powiesz, że Cristal jest doskonała?-Spytałam powoli oddalając się do drzwi.
-Amando...
-Tak myślałam.
Odwróciłam się w stronę drzwi, wyszłam na ulicę i ruszyłam przed siebie. Mieli rację. Zmieniłam się, bo wiecznie nie byłam tą dobrą. Zawsze gorsza od Cristal. Więc się zmieniłam. Jak mam być ta gorsza, to niech będzie tak naprawdę. I po tym zaczęły się wszystkie problemy. Wydalenie z kilku szkół za kilka niegroźnych bójek, nagany, wagary i odcięcie się od rodziców. Żadnych rozmów i spotkań w gronie rodziny. Od tamtego czasu oni i ja żyjemy w innych światach. Nie obchodzi mnie to. Teraz skupiłam się na planie Rebecki. Według niej wszystko miało wypalić i Aker miał zostać uratowany. Mniejmy taką nadzieję. Inaczej ani ja, ani Rebecka, ani nikt inny już nigdy nie zobaczy Akera. Przyspieszyłam kroku. Nagle się zatrzymałam. Przecież nie mam dokąd iść.
-Wróć do domu-odparł Tim.
Ten to zawsze taki mądry. Nie odpowiedziałam, ponieważ przechodziła obok mnie jakaś starsza pani. W ogóle nie chciałam odpowiadać. Nie lubiłam za dużo gadać z Timem.
Ruszyłam przed siebie. Po mieście błąkałam się jakieś trzy godziny. Byłam nawet w bibliotece, co zazwyczaj się nie zdaża. Wkrótce wróciłam do domu. Nie zastałam nikogo. Rodzice pewnie pojechali do babci. Szybko zeszłam do swojego pokoju i znowu zaczęłam studiować plan Rebecki. Wszystko musiało być doskonale...
Nadeszła dwudziesta. Zgodnie z planem tym razem do Aprilfall zabrała mnie Rebecka. I znowu marne lądowanie.
-Wiesz co robić?-Spytała Rebecka.
Kiwnęłam głową. Ruszyłyśmy w przeciwne strony. Aker był trzymany w podziemnych pokojach więziennych. Prosta sprawa, żeby się tam dostać, ale może kiedy indziej je zwiedzę. Uśmiechnięłam się pod nosem.
-Tim-powiedziałam i czekałam, aż się pojawi.
-Hej-odparł.
-Zabierzesz mnie do Krampel?
Na chwilę zapanowała cisza.
-Jesteś pewna, że chcesz?-Spytał.
Wzięłam głęboki oddech. Nie chciałam się tam znaleźć, ale muszę.
Kiwnęłam głową i już po chwili otaczała mnie ciemność. Krampel. Królestwo upadłych aniołów, tych które sprzeciwiły się niebieskim zasadom, uciekły z Aprilfall i były złe do szpiku kości. Dookoła nikogo nie było. Gdzieniegdzie mogłam dostrzec fioletowe prześwity. Wzięłam głęboki oddech i powoli ruszyłam przed siebie. Jeszcze jeden głęboki wdech. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej.
Poczułam zimny powiew. Zatrzymałam się i nasłuchiawałam.
-Co my tu mamy?-usłyszałam gdzieś w oddali głos.
Dam radę.
-Przysyła mnie Glidia z Aprilfall-odparła lekko drzącym głosem.
Nagle gdzieś bliżej usłyszałam śmiech.
-Czego tu szukasz?
Głęboki wdech. I kolejny.
Musi się udać.
-Glidia wypowiada wam wojnę. Chce się was pozbyć. Sądzi, że jej zagrażacie.
Kolejny powiew wiatru. Serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Zamknęłam oczy. W Krampel było to czego bałam się najbardziej. Ciemność. Tego bałam się od zawsze. Choć nie bałam się konkretnie jej, tylko tego co kryje. Teraz było tak samo. Gdzieś w tym mroku ukrywały się upadłe anioły, które w każdej chwili mogą od tak mnie zabić.
-Powiadasz, że Glidia wypowiada nam wojnę?-usłyszałam głos tuż przy swoim uchu. Zrobiłam kilka kroków do przodu.
To musi podziałać.
-Będzie tu za kilka minut, chyba że zaatakujecie wcześniej.
-Wcześniej powiadasz?
Przełknęłam ślinę.
-Tak jak wy nie lubię Glidii. Atakujcie wcześniej, a wygracie i staniecie się najpotężniejszymi aniołami.
Głos zniknął, tak samo jak powiew wiatru. Pewności czy to zadziałało nie ma, ale jest jakaś szansa.
-Tim-wykrzyknęłam-do Aprilfall.
Plan był dość prosty. Iść do Krampel i namówić upadłe anioły do wojny z Glidią . Wraz z Rebecką potrzebujemy trochę czasu i zamieszania by uwolnić Akera. Tak, więc upadłe anioły zaatakują Aprilfall , ale za żadne skarby nie dostaną się do środka. Od pewnego czasu wokół całego królestwa aniołów jest bariera, której nie może przekroczyć żadne tak bardzo złe stworzenie jak upadłe anioły. Tym sposobem wszyscy zajmą się ich odpędzaniem, a my zyskamy czas na uratowanie Akera. Plan doskonały. Tylko, czy upadłe anioły dały się na to nabrać?
Ruszyłam za Rebecką w stronę pokoji więziennych, ale nie mogłyśmy się za bardzo zbliżać. Musiałyśmy czekać na atak. Na jakiś sygnał... I nie myliłyśmy się. Już po chwili w całym Aprilfall rozległ się dźwięk wzywający wszystkie anioły do obrony. W mgnieniu oka zapanował chaos. Wszyscy biegali w różne strony, więc i my zaczęłyśmy to robić. Szybko udało nam się wedrzeć do pokoi więziennych. Teraz tylko trzeba odnaleźć Akera. Zaglądałyśmy do każdej celi osobno, ale nigdzie go nie było. Nagle wpadłam na pomysł. Dość ryzykowny.
-Aker-wykrzyknęłam tak głośno, aby każdy mógł mnie usłyszeć.
Nie zawiodłam się. Już po chwili usłyszałam jego głos.
-Szósta cela od końca.
Wraz z Rebecką szybko do niego podbiegłyśmy i otworzyłyśmy wielkie, masywne drzwi.
-Aker-wyszeptałam, gdy go zobaczyłam.
-Rebecka co ty tu robisz?-Spytał zdziwiony. Mnie to się oczywiście spodziewał.
-Nie ma czasu musisz uciekać. Wiesz co będzie jeśli teraz cię złapią. Ukryjesz się przez pewien czas u Amandy.
-Dobrze, ale...
-Nie ma czasu. Ta cała akcja za chwilę, się skończy. Serio chcesz teraz rozmawiać o szczegółach?-Spytała coraz bardziej zdenerwowana Rebecka.-Otwórz chmurne wrota i uciekajcie.
Aker spojrzał na nią pytająco.
-Wiesz, że nie umiem tego zrobić. Tylko anioł może to zrobić, a ja nie jestem nim nawet w połowie, jak ty.
Rebecka szybko się odwróciła i wyczarowała chmurne wrota. I tym razem lądowanie mi nie wyszło, ale mniejsza z tym. Aker był wolny. Aker będzie żył. Wkońcu wszystko wróci do normy, chociaż niekoniecznie. Aker nie jest aniołem i nigdy nim nie był. Coś mi się wydaje, że tej nocy też nie będę mogła spać. Mamy z Akerem dużo do wyjaśnienia.
Szalona dziewczyna
piątek, 7 listopada 2014
Rozdział dwunasty
Ten rozdział dedykuję mojej przyjaciółce, która ma dziś urodziny.
Sto lat Marcysiu <3
Rozdział dwunasty
O szóstej obudził mnie dźwięk budzika. Wczoraj zapomniałam go wyłączyć, bo dziś nie był mi potrzebny. W końcu jest sobota.
Chętnie bym pospała dłużej, ale musiałam odwiedzić Rebecke. Dziś w końcu poznam odpowiedzi na wszystkie pytania związane z moim aniołem stróżem, który nie jest aniołem. Paranoja.
Powolnymi ruchami zwlekłam się z łóżka i podeszłam do szafy, z której wyjęłam czarne spodnie i czerwoną bluzkę. Może być. Uczesałam włosy i dyskretnie wyjrzałam zza drzwi. Brak rodziców. Szybko weszłam na górę i popędziłam do kuchni. Od wczoraj nic nie jadłam. Wyjęłam z lodówki masło orzechowe, posmarowałam nim kromki chleba i usiadłam przy kuchennym stole.
Nagle moje zadowolenie znikło. Muszę przecież przygotować projekt z biologii z Brajanem. Spojrzałam na zegarek. Szósta trzydzieści. Gdybym już teraz poszłam do Aprilfall zdążyłabym porozmawiać z Rebecką. Pokręciłam głową. Nie. Na to potrzeba więcej czasu. Znowu popatrzyłam na zegarek wiszący na ścianie. O której w ogóle miałam się z nim spotkać?
Chyba o dziesiątej. Wzruszyłam ramionami. Chyba. Powoli skończyłam swoje śniadanie i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i nagle usłyszałam głos.
-Tak.
Podniosłam głowę, by zobaczyć co się dzieje. Na krześle przy moim biurku siedział Tim.
Szerzej otworzyłam oczy.
-Z Brajanem masz spotkać się o dziesiątej.
-Skąd wiesz?-Spytałam. Przecież kiedy rozmawiałam z Brajanem nigdzie w pobliżu nie widziałam Tima.
-Jestem twoim aniołem stróżem.
A to nowość. Opuściłam głowę na poduszkę. Przez najbliższe godziny nie mam co robić, więc w krótkim czasie zasnęłam.
Obudziłam się kilka minut po dziewiątej. Wyciągnęłam torbę spod biurka i spakowałam zeszyt, długopis i słuchawki.
Na miejscu byłam kilka minut przed umówioną godziną. Przed budynkiem nikogo nie było, więc postanowiłam wejść do środka. Otwierając drzwi uderzyła mnie masa ciepłego powietrza. Poprawiłam torbę na ramieniu i dokładnie się rozejrzałam. W bibliotece nie było dużo ludzi. Kilka pojedynczych osób siedziało przy stolikach, inne poszukiwały książek pomiędzy regałami, ale nigdzie nie było Brajana. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Dziesiątą. Weszłam w głąb biblioteki i znalazłam wolny stolik, przy którym usiadłam. Nie lubiłam tu przychodzić. Cisza, która tu panowała zawsze mnie przerażała.
Minęło piętnaście minut, a Brajana nadal nie było. W bibliotece zostałam już tylko ja i bibliotekarka.
Złapałam swoją torbę i wyszłam z budynku. Nie mam zamiaru na niego tyle czekać. Jeszcze raz rozejrzałam się dookoła i ruszyłam do domu.
Gdy tylko byłam już w swoim pokoju poprosiłam Tima, by zabrał mnie do Aprilfall. Tym razem lądowanie trochę mi nie wyszło. No cóż. Mówi się trudno. Szybkim krokiem ruszyłam na spotkanie z Rebecką. Zatrzymałam się przed jej gabinetem i zapukałam. Gdy usłyszałam jej głos weszłam do środka.
-Hej-odparłam, gdy tylko zobaczyłam ją za biurkiem.
-Witaj-jak zwykle przywitała mnie uśmiechem.
-Sądzę, że musimy porozmawiać-powiedziałam siadając na krześle przed nią. -Nie jesteś aniołem, prawda?
Rebecka potrząsnęła głową.
-Jestem aniołem tylko w połowie. Zupełnie inaczej niż Glidia. Ona jest stuprocentowym aniołem.
Dobra. To już jest jasne. Dalej.
-Glidia wie, że Aker jest twoim synem?
-Nie. Gdyby się dowiedziała kazałaby stracić Akera jako człowieka-powiedziała i spuściła wzrok.
-Anioły przecież nie mogą wydać na stracenie człowieka-powiedziałam.
-My nie, ale upadłe anioły tak.
-Hahahahha-zaczęłam się śmiać-przecież upadłe anioły to mit. Historia do straszenia ludzi.
Rebecka spojrzała na mnie. W pomieszczeniu zapanowała cisza.
Odezwała się dopiero po kilku minutach.
-Aker ci o tym mówił.
Pokiwałam głową. Aker często opowiadał mi różnorodne historię związane z Aprilfall.
-Czyli to prawda? Upadłe anioły mogą sądzić ludzi?
-Tak, dlatego musimy uratować Akera przed jego egzekucją. Jeśli dowiedzą się, że jest człowiekiem...Wtedy nie będzie już ratunku. Upadli się nim zajmą.A my nie mamy wstępu do ich królestwa.
Na chwilę powietrze przestało napływać do moich płuc. Zostało nam naprawdę nie wiele czasu.
-Jaki mamy plan?-Spytałam nie odrywając wzroku od Rebecki. Dopiero teraz zorientowałam się, że jej oczy pełne są łez.
-Musisz dać mi trochę więcej czasu-powiedziała składając ręce-przyjdę dziś do ciebie.
-Dobrze-odparłam wstając z krzesła-muszę już iść.
Pożegnałam się z Rebecką i ruszyłam w stronę chmurnych wrót. Co kilka kroków obracałam głowę do tylu. Już dawno nie spotkałam Glidii i to mnie lekko nie pokoiło. Zawsze, gdy tu byłam ona mnie obserwowała. Czyżby teraz to się zmieniło? Niespokojnym krokiem dotarłam do chmurnych wrót przy których stał Tim.
-Możemy wracać.
Kiwnął głową i znowu byłam w swoim pokoju. Zdążyłam tylko otrzepać spodnie i nagle usłyszałam głos mojej mamy dobiegający z góry.
-Amanda! Kolega przyszedł.
Zmarszczyłam brwi. Kolega? David? Nie. On by od razu zszedł na dół.
Niechętnie ruszyłam po schodach na górę. W przedpokoju czekała na mnie mama i...Brajan.
-Hej-odparł, gdy tylko mnie zobaczył.
-Hej. Co ty tu robisz?-Spytałam i oboje wyszliśmy na zewnątrz.
-Przepraszam, że dziś nie spotkaliśmy się w bibliotece. Nie mogłem-odparł i spuścił wzrok.
Na początku byłam na niego wściekła, ale przecież ją również wiele razy wystawiałam masę ludzi.
-Nic się nie stało.
Zawiał silny wiatr i kilka liści wplątało mi się we włosy.
-Zrób połowę i wyslij mi, a ja to dokończę.
-Dobra-odparłam i wróciłam do domu. Szybko zbiegłam po schodach do mojego pokoju. Gdy tylko otworzyłam drzwi przy biurku dostrzegłam Rebeckę.
-Masz plan?-Spytałam od razu.
-Tak-odparła i podała mi zwiniętą kartkę papieru.-Nie mogę zostać dłużej. Glidia będzie mnie szukać.
Pokiwałam głową i Rebecka znikła zostawiając mnie z jej planem.
Usiadłam na łóżku i pierwszy raz od kilku dni zaczęłam się zastanawiać, czy jest w o ogóle jakiś sens ratowania Akera. To wszystko było straszne. Wszystko co wiedziałam na temat aniołów i Aprilfall było nie prawdą.
Wszystko jest czymś innym niż się wydaje...
Trzeba uważać komu się ufa...
Szalona dziewczyna
Sto lat Marcysiu <3
Rozdział dwunasty
O szóstej obudził mnie dźwięk budzika. Wczoraj zapomniałam go wyłączyć, bo dziś nie był mi potrzebny. W końcu jest sobota.
Chętnie bym pospała dłużej, ale musiałam odwiedzić Rebecke. Dziś w końcu poznam odpowiedzi na wszystkie pytania związane z moim aniołem stróżem, który nie jest aniołem. Paranoja.
Powolnymi ruchami zwlekłam się z łóżka i podeszłam do szafy, z której wyjęłam czarne spodnie i czerwoną bluzkę. Może być. Uczesałam włosy i dyskretnie wyjrzałam zza drzwi. Brak rodziców. Szybko weszłam na górę i popędziłam do kuchni. Od wczoraj nic nie jadłam. Wyjęłam z lodówki masło orzechowe, posmarowałam nim kromki chleba i usiadłam przy kuchennym stole.
Nagle moje zadowolenie znikło. Muszę przecież przygotować projekt z biologii z Brajanem. Spojrzałam na zegarek. Szósta trzydzieści. Gdybym już teraz poszłam do Aprilfall zdążyłabym porozmawiać z Rebecką. Pokręciłam głową. Nie. Na to potrzeba więcej czasu. Znowu popatrzyłam na zegarek wiszący na ścianie. O której w ogóle miałam się z nim spotkać?
Chyba o dziesiątej. Wzruszyłam ramionami. Chyba. Powoli skończyłam swoje śniadanie i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i nagle usłyszałam głos.
-Tak.
Podniosłam głowę, by zobaczyć co się dzieje. Na krześle przy moim biurku siedział Tim.
Szerzej otworzyłam oczy.
-Z Brajanem masz spotkać się o dziesiątej.
-Skąd wiesz?-Spytałam. Przecież kiedy rozmawiałam z Brajanem nigdzie w pobliżu nie widziałam Tima.
-Jestem twoim aniołem stróżem.
A to nowość. Opuściłam głowę na poduszkę. Przez najbliższe godziny nie mam co robić, więc w krótkim czasie zasnęłam.
Obudziłam się kilka minut po dziewiątej. Wyciągnęłam torbę spod biurka i spakowałam zeszyt, długopis i słuchawki.
Na miejscu byłam kilka minut przed umówioną godziną. Przed budynkiem nikogo nie było, więc postanowiłam wejść do środka. Otwierając drzwi uderzyła mnie masa ciepłego powietrza. Poprawiłam torbę na ramieniu i dokładnie się rozejrzałam. W bibliotece nie było dużo ludzi. Kilka pojedynczych osób siedziało przy stolikach, inne poszukiwały książek pomiędzy regałami, ale nigdzie nie było Brajana. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Dziesiątą. Weszłam w głąb biblioteki i znalazłam wolny stolik, przy którym usiadłam. Nie lubiłam tu przychodzić. Cisza, która tu panowała zawsze mnie przerażała.
Minęło piętnaście minut, a Brajana nadal nie było. W bibliotece zostałam już tylko ja i bibliotekarka.
Złapałam swoją torbę i wyszłam z budynku. Nie mam zamiaru na niego tyle czekać. Jeszcze raz rozejrzałam się dookoła i ruszyłam do domu.
Gdy tylko byłam już w swoim pokoju poprosiłam Tima, by zabrał mnie do Aprilfall. Tym razem lądowanie trochę mi nie wyszło. No cóż. Mówi się trudno. Szybkim krokiem ruszyłam na spotkanie z Rebecką. Zatrzymałam się przed jej gabinetem i zapukałam. Gdy usłyszałam jej głos weszłam do środka.
-Hej-odparłam, gdy tylko zobaczyłam ją za biurkiem.
-Witaj-jak zwykle przywitała mnie uśmiechem.
-Sądzę, że musimy porozmawiać-powiedziałam siadając na krześle przed nią. -Nie jesteś aniołem, prawda?
Rebecka potrząsnęła głową.
-Jestem aniołem tylko w połowie. Zupełnie inaczej niż Glidia. Ona jest stuprocentowym aniołem.
Dobra. To już jest jasne. Dalej.
-Glidia wie, że Aker jest twoim synem?
-Nie. Gdyby się dowiedziała kazałaby stracić Akera jako człowieka-powiedziała i spuściła wzrok.
-Anioły przecież nie mogą wydać na stracenie człowieka-powiedziałam.
-My nie, ale upadłe anioły tak.
-Hahahahha-zaczęłam się śmiać-przecież upadłe anioły to mit. Historia do straszenia ludzi.
Rebecka spojrzała na mnie. W pomieszczeniu zapanowała cisza.
Odezwała się dopiero po kilku minutach.
-Aker ci o tym mówił.
Pokiwałam głową. Aker często opowiadał mi różnorodne historię związane z Aprilfall.
-Czyli to prawda? Upadłe anioły mogą sądzić ludzi?
-Tak, dlatego musimy uratować Akera przed jego egzekucją. Jeśli dowiedzą się, że jest człowiekiem...Wtedy nie będzie już ratunku. Upadli się nim zajmą.A my nie mamy wstępu do ich królestwa.
Na chwilę powietrze przestało napływać do moich płuc. Zostało nam naprawdę nie wiele czasu.
-Jaki mamy plan?-Spytałam nie odrywając wzroku od Rebecki. Dopiero teraz zorientowałam się, że jej oczy pełne są łez.
-Musisz dać mi trochę więcej czasu-powiedziała składając ręce-przyjdę dziś do ciebie.
-Dobrze-odparłam wstając z krzesła-muszę już iść.
Pożegnałam się z Rebecką i ruszyłam w stronę chmurnych wrót. Co kilka kroków obracałam głowę do tylu. Już dawno nie spotkałam Glidii i to mnie lekko nie pokoiło. Zawsze, gdy tu byłam ona mnie obserwowała. Czyżby teraz to się zmieniło? Niespokojnym krokiem dotarłam do chmurnych wrót przy których stał Tim.
-Możemy wracać.
Kiwnął głową i znowu byłam w swoim pokoju. Zdążyłam tylko otrzepać spodnie i nagle usłyszałam głos mojej mamy dobiegający z góry.
-Amanda! Kolega przyszedł.
Zmarszczyłam brwi. Kolega? David? Nie. On by od razu zszedł na dół.
Niechętnie ruszyłam po schodach na górę. W przedpokoju czekała na mnie mama i...Brajan.
-Hej-odparł, gdy tylko mnie zobaczył.
-Hej. Co ty tu robisz?-Spytałam i oboje wyszliśmy na zewnątrz.
-Przepraszam, że dziś nie spotkaliśmy się w bibliotece. Nie mogłem-odparł i spuścił wzrok.
Na początku byłam na niego wściekła, ale przecież ją również wiele razy wystawiałam masę ludzi.
-Nic się nie stało.
Zawiał silny wiatr i kilka liści wplątało mi się we włosy.
-Zrób połowę i wyslij mi, a ja to dokończę.
-Dobra-odparłam i wróciłam do domu. Szybko zbiegłam po schodach do mojego pokoju. Gdy tylko otworzyłam drzwi przy biurku dostrzegłam Rebeckę.
-Masz plan?-Spytałam od razu.
-Tak-odparła i podała mi zwiniętą kartkę papieru.-Nie mogę zostać dłużej. Glidia będzie mnie szukać.
Pokiwałam głową i Rebecka znikła zostawiając mnie z jej planem.
Usiadłam na łóżku i pierwszy raz od kilku dni zaczęłam się zastanawiać, czy jest w o ogóle jakiś sens ratowania Akera. To wszystko było straszne. Wszystko co wiedziałam na temat aniołów i Aprilfall było nie prawdą.
Wszystko jest czymś innym niż się wydaje...
Trzeba uważać komu się ufa...
Szalona dziewczyna
sobota, 1 listopada 2014
Rozdział jedenasty
-Co właściwie będziesz robić w Aprilfall?-Spytał Tim, gdy tylko chmurne wrota się zamknęły.
-Chciałabym spotkać się z aniołem Cristal-odparłam nie odwracając się do niego-to zajmie mi chwilę. Poczekaj, a ja zaraz wrócę.
Ruszyłam przed siebie, chociaż nie miałam bladego pojęcia, gdzie znajdę Akera. Może być wszędzie. A co jeśli nie ma go w Aprilfall? Mogli go zabrać do tej mega tajnej bazy w Pirenejach, o której ja oczywiście nie powinnam wiedzieć. Przeszłam kilka korytarzy spoglądając na napisy na drzwiach. "Biblioteka" , "Marzenia podopiecznych" - to mogłoby być ciekawe, ale nie po to tu przyszłam. Szłam dalej i w końcu znalazłam to czego szukałam. Drzwi z napisem "Wstęp wzbroniony". Tu na pewno coś znajdę. W takich pomieszczeniach zawsze znajduje się to czego się szuka. Nacisnęłam klamkę. Zamknięte. Kto by się spodziewał. I w takich momentach żałuję, że nie używam wsuwek.
Myśl Amando, myśl. Wiem!
Zapukałam. Drzwi otworzyły się błyskawicznie, a z nich wyłonił się jakiś starszy anioł. Nie przyglądałam mu się zbytnio. Nie mam na to czasu.
-Tak?-Odparł i popatrzył na mnie.
-Przysłała mnie Glidia-odparłam dumnie podnosząc głowę.
-Po co?-Spytał z niedowierzaniem.
-Jak to po co? Mam nadzorować wyroki i waszą pracę-anioł już chciał mi przerwać, ale ja oddałam-nie mów, że chcesz się sprzeciwić Glidii.
Anioł zaniemówił. Ale za moment zrobił mi przejście w drzwiach. Udało się. Nie wiedziałam, że to jedno imię ma taką moc, i że anioły są tak naiwne.
Gdy tylko przeszłam drzwi, anioł je zamknął i ruszył przede mną. Tutaj nie było już tak biało i jasno jak w innych częściach Aprilfall. Tutaj panował mrok, dlatego kilka razy się o coś podknęłam. Nawet nie chcę wiedzieć co to było.
-Uważaj na schody-odparł anioł.
Teraz schodziliśmy po metalowych schodach. Spojrzałam w dół i dostrzegłam jakieś światło. Chętnie bym spytała co to, ale nie mogę się zdradzić. Muszę być choć trochę wiarygodna.
Schodziliśmy dość długo. W końcu dotarliśmy do źródła światła.
Była to duża sala. W środkowej ścianie były drzwi. To tam odbywają się wyroki. Anioł podszedł do drzwi i je otworzył. Moim oczom ukazała się olbrzymia sala przypominająca rzymski amfiteatr. Większość miejsc na trybunach było już zajętych. Anioł poprowadził mnie na samą górę. Idealny widok na to co miało się wydarzyć na dole. Do oczu zaczęły mi napływać łzy.
-Dziś będzie tylko jedna sprawa-odparł anioł i usiadł w fotelu.
Spojrzałam na niego.
-Kto będzie sądzony?-Spytałam chociaż dobrze wiedziałam.
Anioł pokręcił głową i wzruszył ramionami na znak, że nie ma pojęcia. Nagle wszystkie głosy ucichły. Na sali zapanowała cisza. Usiadłam obok anioła, który mnie tu przyprowadził i w tym samym czasie ozwał się donośny głos.
-Dziś zostanie osądzony anioł, który złamał nasze wszelkie zasady i sprzeciwił się Glidiii.
Rozglądałam się dookoła, jednak nie mogłam dostrzec tego kto wypowiedział te słowa. Spojrzałam w dół. Drzwi się otworzyły i do sali weszło trzech aniołów. Dwaj trzymali jednego. Na początku nie mogłam poznać Akera. Był jeszcze bladszy niż zwykle. Na jego ciele dostrzegłam kilka siniaków. Posadzili do na krześle przed trybunami i sędzią, którego nie mogłam dostrzec.
-Oto oskarżony-ozwał się ten sam głos co na początku-zarzucamy mu złamanie Błękitnych Zasad. Najważniejszych w całym naszym świecie. Czy oskarżony ma na swoją obronę?
Na sali panowała cisza. Było słychać tylko oddechy wszystkich aniołów i szybkie bicie mojego serca. Aker nic nie mówił. Siedział że spuszczoną głową.
-W takim razie uznaje oskarżonego winnym i skazuje na stracenie, które odbędzie się za dwa dni.
Dwóch aniołów podeszło do krzesła, na którym siedział Aker i wyprowadzili go z sali. Zaraz po nich wszyscy inni również zaczęli wychodzić. Także i ja. Co ja sobie wyobrażałam. Że wpadnę tu tak nagle i od razu uratuje Akera. To na nic. Za dwa dni zostanie stracony.
Anioł otworzył przede mną drzwi i znów byłam a Aprilfall.
Szybko ruszyłam do chmurnych wrót.
-Gdzie się tak śpieszysz?-Usłyszałam za swoimi plecami głos Rebecki, siostry Glidii. Odwróciłam się i moim oczom ukazała się znajoma postać. Mojego wzrostu, rudowłosa kobieta z drobnymi piegami na policzkach.
-Hej- odparłam. Rebecka w przeciwieństwie do jej siostry była bardzo przyjazna i mnie lubiła.
-Muszę ci coś powiedzieć-odparła z bardzo poważną miną. Już chciałam zaprotestować, ale ona dodała-chodzi o Akera.
Pokiwałam głową. Rebecka ruszyła przed siebie, a ja za nią. Zatrzymałyśmy się przed pokojem, na którego drzwiach nie było tabliczki. Jak później się okazało był to dawny gabinet Glidii. Teraz zostało tu tylko biurko i dwa obrazy. Nie przyglądałam się. Nie miałam czasu.
-Co wiesz na temat Akera?-Spytałam, gdy tylko Rebecka zamknęła drzwi.
-Jak wiesz dziś został wydany wyrok na niego za to co uczynił.
Pokiwałam głową. Dobrze to wiedziałam.
-Zostanie stracony za dwa dni-dodałam z trudem przełykając ślinę.
Rebecka uśmiechnęła się pod nosem. Jak ona może w takiej chwili się śmiać.
-Nic mu nie będzie-odparła ze śmiechem i usiadła za biurkiem, a ja stałam nic nie rozumiejąc. Rebecka to zauważyła i natychmiast przystąpiła do wyjaśnień.
-Wyrok został wydany na anioła. Prawda?
Przytaknęłam rozumiejąc coraz mniej.
-Natomiast Aker nie jest aniołem.
-Co?-Spytałam otwierając szerzej oczy-przecież...Ale...Co?
-Tak-odparła i położyła jakieś papiery na biurku-i nigdy nim nie był.
Pokręciłam głową.
-Nie rozumiem-powiedziałam i podeszłam bliżej biurka-jak to nie jest aniołem i nigdy nim nie był.
Rebecka nie odpowiedziała tylko zaczęła kartktować papiery, które wcześniej położyła na biurku.
-Weź-odparła i podała mi część dokumentów-tu znajdziesz odpowiedzi.
-Dziękuję-odpowiedziałam trzymając w rękach zapisane kartki papieru.
Rebecka wstała od biurka i otworzyła mi drzwi mówiąc, że powinnam już iść. Ja też tak myślałam. Powinnam już wracać.
Wychodząc z pokoju zawałałam Tima, byśmy mogli już wracać.
-I znowu w domu-odparłam lądując w swoim pokoju. Wszystko wyglądało tak jak zwykle. Tylko na biurku coś się zmieniło. Dostrzegłam tam małą karteczkę.
"Kolacja w lodówce. Pojechaliśmy do babci. Bardzo cię kochamy. Rodzice". Zgniotłam ją i wyrzuciłam do kosza. W końcu zaczęli się o mnie troszczyć? To dopiero nowość. Ale co do kolacji mieli rację. Byłam głodna, ale najpierw muszę przeczytać dokumenty, które dostałam od Rebecki. Zaburczało mi w brzuchu. Jakoś dam radę. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać papiery. Całe dzieciństwo Akera. To akurat mnie nie interesuje, więc tą część dołożyłam na bok. Rebecka miała rację w tych dokumentach było wszystko.
-Muszę to powiedzieć Davidowi-odparłam łapiąc za komórkę. Po chwili odebrał i obiecał, że będzie najszybciej jak się da. Nie kłamał. Po dziesięciu minutach siedział już u mnie w pokoju przeglądając papiery na temat życia Akera.
-To niemożliwe-odparł.
-Też nie mogłam w to uwierzyć- odparłam będąc cały czas w szoku.
-Ale stąd wynika, że jest wszystkim tylko nie aniołem. Więc jak mógł być twoim aniołem stróżem? Jak w ogóle dostał się Aprilfall?
Pokręciłam głową. To wszystko staje się jeszcze bardziej zakręcone niż wcześniej.
-Jutro znowu porozmawiam z Rebecką.
-Dobra-odparł dalej kartkując dokumenty, a ja położyłam się na łóżku. Po tym czego się dowiedziałam nie miałam już siły na myślenie.
Miałam anioła stróża, który nie jest aniołem. Jak to się w ogóle stało, ze wszyscy w Aprilfall myślą, że on jest aniołem? To już jest całkowicie nienormalne. Muszę poznać wszelkie odpowiedzi. Coś mi się wydaje, że jutro od Rebecki dowiem się. Ona na pewno będzie je znała. A czemu?
W końcu w tych dokumentach jest wpisana jako jego matka.
Szalona dziewczyna
wtorek, 28 października 2014
Rozdział dziesiąty
Tak jak powiedział Aker w ciągu tygodnia otrzymałam nowego anioła stróża. Tim był bardzo niski i miał blond włosy. Ze swoimi dużymi uszami przypominał elfa. Jego oczy były brązowe, a jego cera jak u każdego anioła była blada. Kto by się spodziewał.
Dogadywaliśmy się całkiem nieźle, lecz to nie było to samo co z Akerem. Już nigdy nie będzie tak samo. Dni bez niego były do niczego. Do szkoły chodziłam, ale za dużo nie myślałam. Chociaż nie. Ja zawsze mało myślałam. W ciągu tygodnia kilka razy spotkałam się z Cyntią i Davidem, jednak nawet oni nie potrafili poprawić mi humoru. Nikt nie potrafił. Wszystko powoli się zawaliło. Jedne co robiłam poprawnie było oddychanie. To wychodziło mi bez większych problemów. Jak na razie. Jednak ja czułam, że już niedługo nastąpią problemy.
-Amando?-Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej nauczycielki od biologii. Clara Prier. Wysoka, szczupla jak nikt, mająca obsesję na punkcie przyrody. Wszyscy w szkole wołają na nią Pijawka. Pijawka wypijąjąca życie z każdego ucznia. Każdą lekcję rozpoczynała kartkówką. Jakżeby inaczej.
-Słucham-odparłam zupełnie nie wiedząc ci się dzieje na lekcji.
Nauczycielka spojrzała na mnie. Jakby dziwił ją fakt, że nie uważam na lekcji. Przecież zawsze to robiłam i będę robić. Taka już moja natura, która się nie zmieni.
-Pytałam, czy przygotujesz na następną lekcje projekt z Brajanem?
Otworzyłam szerzej oczy. Ona mówi poważnie? Nigdy nic tego typu nie robiłam, a co dopiero z kimś.
Spojrzałam w stronę Brajana. On również spojrzał w moją stronę. Chłopak miał czarne włosy i zielone oczy. Był wyższy ode mnie o pół głowy. Nigdy z nim nie gadałam, ale go znałam. Każdy go znał. Przewodniczący Parlamentu Szkolnego. Chłopak z bogatego domu. Rodzice ważne osobistości. Przeniosłam wzrok z powrotem na nauczycielkę.
-Pani żartuje?-Spytałam jak to zwykle bywa na każdej lekcji.
Nauczycielka podniosła wzrok znad dziennika i poprawiła okulary, które już miały spaść.
-Nie-odparła spokojnie-czemu tak sądzisz?
Pokręciłam głową. Ludzie...Pomocy. Czy ona na prawdę myśli, że to zrobię? Projekt. Z biologii.
-Nie no. Serio? Nigdy nie robiłam żadnego projektu, więc czemu mam zacząć? Każdy nauczyciel w tej szkole wie, jak bardzo jestem nieodpowiedzialna.
Nauczycielka opuściła wzrok na dziennik i zaczęła coś pisać. Kolejna uwaga? Niedługo i z tej szkoły mnie wywalą. Walnęłam głową o ławkę.
-To dobrze ci zrobi-już chciałam jej przerwać i zaprotestować, jednak ona dodała-projekt widzę za dwa tygodnie.
W tym samym czasie zadzwonił dzwonek. Szybko zebrałam swoje rzeczy i wyszłam z sali. Dzień doskonały. Lepiej być nie może. Gdy tylko znalazłam się na dziedzińcu usłyszałam za sobą krzyk Brajana.
-Amanda!
O matko. A ten czego chce?
Powoli się odwróciłam. Na szkolnym dziedzińcu aż roiło się od uczniów i rowerów.
-Tak?-Spytałam, gdy tylko Brajan znalazł się obok mnie.
-To kiedy się spotkamy by zrobić projekt?-Spytał poprawiając torbę na ramieniu.
Obejrzałam się dookoła i spojrzałam w kierunku przystanku autobusoqego. Autobusu jeszcze nie było.
-Kiedy ci pasuje?-Spytałam, choć nie miałam zamiaru robić żadnego projektu i spotykać się z Brajanem.
-Dziś-odparł bez zastanowienia.
-Ty tak serio?
-Jak mamy to zrobić, to zróbmy to jak najszybciej.
Jeszcze tylko tego mi brakowało. Robić po lekcjach jakiś projekt z chłopakiem, który jak cała reszta mnie nie lubi. Spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami.
-Nie myśl, że chce to robić-odparł widząc moje zdziwienie-ale chce to mieć już za sobą.
Niech mu będzie.
-Dobra. Sobota o jedenastej w...-zatrzymałam się myśląc o miejscu-biblioteka.
Spojrzałam na przystanek autobusowy. Autobus już był. Tak, więc powolnym krokiem ruszyłam w jego stronę, nie dając chłopakowi ani chwili na zastanowienie się nad moją propozycją co do projektu. Nawet się z nim pożegnałam. Nie było po co.
Gdy wróciłam do domu w salonie czekała na mnie moja kuzynka.
-Hej-odparłam, gdy wyszłam do pokoju. Cristal po wypadku nie wyglądała bardzo źle. Miała kilka bandaży, ale to nie wyglądało na nic poważnego. Nawet się ucieszyłam, gdy ją zobaczyłam. Za jej plecami stał oczywiście Tod.
-Hej-odpowiedziała i wróciła do rozmowy z moimi rodzicami. Jak zwykle niezauwarzona poszłam do swojego pokoju. Nigdy nikogo nie obchodziłam. Zawsze byłam sama.
Rzuciłam plecak na podłogę i położyłam się na łóżku. Chwilę później dostałam wiadomość od Davida. Jego treść lekko mnie przeraziła.
"Spotkajmy się w centrum. Chodzi o anioły."
Szybko wstałam z łóżku, wzięłam czarny sweter i wybiegłam z domu.
Po piętnastu minutach drogi przez miasto byłam na miejscu. Vatagra nie było za dużym miastem. Jedna biblioteka, kino, kilka starych kamieniczek i małych kawiarni, a dookoła lasy. Nic specjalnego.
-Am-usłyszałam krzyk Davida już z drugiego końca ulicy. Szybko do niego podbiegłam.
-Hej-odparłam-co się stało? Co się dzieje z aniołami?
-Glidia i Aker.
Te dwa imiona wystarczyły, by mogły mną wstrząsnąć.
-Mów-odparłam zastanawiając się czy naprawdę chce wiedzieć co się dzieje.
-Glidia ukarze Akera za to co zrobił ze mną i tobą. Dla nas złamał wszelkie zasady.
Przełknęłam ślinę, co przyszło mi z trudem.
-Co go czeka?-Spytałam i poczułam, że do oczu napływają mi łzy. David to zauważył i zwlekał z odpowiedzią.
-Co go czeka?-Spytałam jeszcze raz, mocniej naciskając na każde słowo.
-Zostanie stracony.
-Nie...
Tylko nie to...
Wszystko, tylko nie to...
Poczułam jak łza spływa mi po policzku.
Cały mój świat się zawalił.
Moje serce przestało bić. Przestałam oddychać.
Wszystko przestało mieć znaczenie.
Wszystko...oprócz jednego...
Teraz liczy się tylko jedno...
Muszę pomóc Akerowi.
-Muszę dostać się do Aprilfall-odparłam rozglądając się dookoła, czy nikt mnie nie widzi-Tim.
Anioł pojawił się błyskawicznie, nie to co Aker. Spojrzał na mnie pytająco.
-Musisz zabrać mnie do Aprilfall-odparłam nie tracąc ani chwili.
Nagle poczułam mocny ucisk na ramieniu. Odwróciłam się.
-Nie możesz tego zrobić-odparł David przez zaciśnięte zęby.
Uwolniłam się z uścisku.
-Mogę i zrobię-powiedziałam, a potem zwróciłam się do anioła stróża-idziemy.
W mgnieniu oka znalazłam się po drugiej stronie chmurnych wrót. Tym razem nie upadłam. Robię postępy. Już niedługo, a zacznę je robić i w szkole. Może.
Szalona dziewczyna
niedziela, 26 października 2014
Rozdział dziewiąty
Aker nie wracał już dobre pół godziny. Jak na razie jego plan działał chyba bez kłopotów. Nikt mnie nie widział, czyli wszystko pod kontrolą. Przynajmniej mam taką nadzieję. Dyskretnie wyjrzałam zza rogu. Ani śladu mojego anioła stróża i Davida.
-Co ty tu robisz?-Usłyszałam za swoimi plecami czyjś głos. Odwrócić się, czy uciekać?
Wzięłam głęboki oddech i powoli zaczęłam się odwracać. Teraz stałam twarzą twarz z jakimś aniołem. Była nim dziewczyna mniej więcej w moim wieku i mojego wzrostu. Jej cera była bardzo blada. Jak każdego anioła. Jej włosy były bardzo długie i miały złocisty kolor. Wyglądał przepięknie. Anioł.
-Co ty tu robisz?-Powtórzyła pytanie i zmrużyła swe zielone oczy.
-Ja...no...ten...-Kurczę, co tu wymyśleć. Nagle pod ścianą zauważyłam zmiotkę. Nie wiedziałam, że anioły zamiatają podłogę, ale nie będę się teraz nad tym zastanawiać.-Ja tu sprzątam.
Dziewczyna spojrzała na mnie z ukosa, a potem wzruszyła ramionami i ruszyła przed siebie.
Odetchnęłam z ulgą. Jak widać zakamarek, który Aker uznał za świetną kryjówkę, wcale taką nie była. Znowu dyskretnie wyrażałam zza rogu. Nic. Przykucnęłam obok ściany, czekając na mojego anioła stróża i przyjaciela. Czas strasznie mi się dłużył.
-Zginiesz....-Usłyszałam nagle czyjś głos. Poczułam zimny powiew. Szybko zerwałam się na równe nogi i zaczęłam się rozglądać. Gdzie nikogo nie mogłam dostrzec. Pomyślałam, że się przesłyszałam, więc znowu usiadłam pod ścianą.
-Zginiesz....-Znowu ten sam głos. Rorzejrzałam się powoli dookoła. Powoli wstałam.
-Wiem co cię wykończy...
Poczułam zimny powiew. W Aprilfall nigdy nie wieje. Zaczęłam się bać.
-Ała!-Wykrzyknęłam nagle łapiąc się za głowę i upadając na podłogę. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Ten głos był w mojej głowie-ała!
-Przestań mieszać się w nie swoje sprawy....
Głos był przerażający i zaczął rozsadzać mi głowę.
-Czego chcesz?-Udało mi się spytać.
Głos nie odpowiedział tylko dalej atakował moją głowę.To tak jakbym w głowie miała bombę, która zaraz ma wybuchnąć. Już dużej nie wytrzymam. Muszę to przerwać.
-Aker!-Wykrzyknęłam zataczając się z bólu na podłodze-pomocy! Pomocy...
W tej samej chwili zza rogu wyjawił się Aker...z Davidem.
-Am!-Krzyknął David, gdy zobaczył mnie leżącą na podłodze. Szybo do mnie podbiegł i upadł na kolana tuż obok mnie.
-David-odparłam powoli wracając do życia. Głos zniknął.
-Musimy uciekać-odparł Aker.
Miał rację. Szybko zerwałam się na równe nogi i ruszyliśmy biegiem na chmurnych wrót. Aker oczywiście prowadził, a my trzymaliśmy się tuż za nim.
-Stójcie!-Usłyszałam za naszymi plecami. Chciałam się obejrzeć, jednak David chwycił mnie za rękę, bym biegła szybciej.
Jeszcze tylko kawałek.
Kroki ludzi, którzy nas gonili były coraz bliżej. Dzieliło nas kilka metrów.
-Szybciej!-Krzyknął Aker odwracając się i patrząc czy za nim nadążamy.
Nasze biegnące kroki rozchodziły się echem po całym Aprilfall.
Minęliśmy zakręt. Anioły, które nas goniły były już daleko za nami.
-Aker stój! Będziesz musiał za to dostąpić do sądu!-Dobiegł mnie głos z daleka.
Te słowa mnie zamurowały. Wiedziałam, że dużo ryzykujemy próbując uwolnić Davida, ale nie sądziłam, że aż tak. Zwolniłam kroku, aż w końcu się zatrzymałam. Aker nie może ponieść za to konsekwencji. To był mój pomysł. Jeżeli ktoś za to zapłaci to tylko ja. Dziewczyna, która od zawsze sprawiała kłopoty. Sobie samej i innym.
-Amanda! Co ty robisz!-Krzyknął mój anioł stróż stojący kilka metrów ode mnie. Był kompletnie rozkojarzony.
-Idź-odparłam machając ręką by biegł-zatrzymam ich.
Aker chwilę stał i się nie ruszał. W jego błękitnych oczach dostrzegłam błysk. Odwróciłam się.
Kroki były coraz bliżej.
Wzięłam głęboki oddech. W końcu zrobię to co właściwe.
W tym momencie zza zakrętu pojawiło się kilka aniołów.
-Cholera z zasadami-odparł Aker i podbiegł do mnie.
-Uciekaj z Davidem-odparłam, ale zanim się zorientowałam Aker niósł mnie na rękach. Mój anioł stróż niósł mnie na rękach! Szybko dogoniliśmy Davida i zanim się zorientowałam, byliśmy w moim pokoju. David siedział na łóżku, a Aker nadal trzymał mnie na rękach. Pachniał świerzym powietrzem. Chciałabym, by jeszcze mnie potrzymał w swoich objęciach, jednak on postawił mnie na ziemi. Mówi się trudno, jednak nie to było teraz najważniejsze.
-Dzięki-odparłam poprawiając swoje ciemne włosy-teraz to mi się oberwie. Nie?
-Pogadamy o tym jutro. Dziś porozmawiaj ze swoim przyjacielem, dzięki któremu mieliśmy takie problemy-odparł i rozpłynął się w powietrzu. Wypuściłam powietrze przez usta i odwróciłam się w stronę Davida, siedzącego na moim łóżku.
-Jak dostałeś się do Aprilfall?
Spuscił wzrok.Nie odpowiedział. No to może spróbujemy inaczej.
-Widzisz anioły tak jak ja?
Pokręcił głową.
-Od dawna?
-Po co w ogóle te pytania?-Odparł podnosząc swoje piwne oczy.-Znasz przepowiednie o Złotym Dziecku?
Pokręciłam głową. Wiedziałam dużo rzeczy związanych z Aprilfall, ale nigdy nie słyszałam o jakieś przepowiedni. Nawet nie wiedziałam, że jakies są.
-Ta przepowiednia narodziła się na samym początku powstania królestwa aniołów. Ich wyrocznia-Danna-zapowiedziała narodziny dziecka, które wszystko odmieni i od niego będzie zależeć to, czy anioły przetrwają, czy nie.
-I...?-Spytałam zdziwiona. Co ta przepowiednia ma do tego wszystkiego. Przecież to nie trzyma się wszystkiego.
-Dziecko będzie miało do końca swego życia kontakt z wyrocznią. Jak je rozpoznać? Dziecko w czasie narodzin otrzyma niebieską bliznę na nadgarstku, w kształcie skrzydeł.
W tym momencie zdjął czarną bandamkę, którą nosił zawsze na tej samej ręce. Moim oczom ukazało się niebieski znamie. Tak jak powiedział.
-Skąd wiesz o tej przepowiedni?-Spytałam o to, bo tylko to przyszło mi do głowy.
-Od babci-odparł-była taka jak ty.
Czyli nie jestem sama? Są ludzie, którzy widzą to co ja?
-Czemu nie powiedziałeś mi wcześniej?-Spytałam. Poczułam się urażona. Ja mówię mu o wszystkim, a on nie powiedział mi o sprawach, które dotyczą także mnie.
Spojrzał mi prosto w oczy.
-Nie wiem-odpowiedział i wzruszył ramionami -pójdę już. Jesteś chyba zmęczona. Powinnaś odpocząć.
Miał rację. To było za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Potrzebowałam odpoczynku, zwłaszcza, że nie przespałam tez kilku nocy. Sen był mi potrzebny.
-Pa-odparłam, gdy David stał już w drzwiach.
-Pa-powiedział i pomachał mi na pożegnanie.
Tuż po jego wyjściu zasnęłam. To była pierwsza noc, której mogłam spokojnie spać. Przynajmniej tak mi się wydawało. Około północy znów poczułam zimny powiew i usłyszałam ten przerażający głos.
-Za bardzo się mieszasz w nasze sprawy...
Szybko usiadłam na łóżku, łapiąc się za głowę.
-Czego chcecie?-Wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-Przestań...Albo komuś stanie się coś złego...sen to kuzyn śmierci...
-Co?
Głos coraz mocniej błądził w mojej głowie, aż po chwili zniknął. Szybko zapaliłam lampkę stojącą na podłodze. Dokładnie się rozejrzałam.
-Aker-wyszeptałam.
Pojawił się błyskawicznie. Miał rozczochrane włosy, co jeszcze bardziej dodawalo mu uroku.
-Hej-wyszeptałam.
-Hej-odparł.-Co u ciebie?
-Nic ciekawego, tylko nie mogę spać. Pomyślałam, że możemy pogadać.
Na chwilę zapanowała cisza. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć, jednak ja po chwili musiałam zadać pytanie, które trochę mnie męczył.
-Jak to możliwe, że mogłeś mnie dotknąć?
Odparł bez chwili wahania.
-Po prostu. Prawda jest taka, że anioły mogą dotykać ludzi, ale zasady na to nie pozwalają. Musimy trzymać się od was z daleka.
Czyli ta sprawa już wyjaśniona.
-A...-zaczęłam niepewnie-a to co mi powiedziałeś jak mnie zostawiłeś w tym zakamarku?
-Amanda...ja...-Zaczął.
Moje serce na chwilę się zatrzymało. Tak jakby czas również się zatrzymał.
-Jestem twoim aniołem od szesnastu lat. Prawda?
Przytaknęłam.
-Dość długo-odparł i uśmiechnął się pod nosem-sądzę, że powinnaś zmienić anioła stróża. Tak będzie lepiej.
-Co!?-Wykrzyknęłam i podbiegłam do niego.
-Ja już nie mogę się tobą opiekować-odparł i zniknął.
Nie, nie, nie. Inny anioł stróż? To nie wchodzi w grę. Wszystko tylko nie to.
Kolejna nieprzespana noc.
Następnego dnia nie poszłam do szkoły .Rodzice stwierdzili, że żle wyglądam. Mieli rację. Wiele nieprzespanych nocy dały się we znaki. Miałam strasznie podkrążone oczy i mało co myślałam. Następne dni wcale nie wyglądały lepiej. Kiedy Aker powiedział, że już nie będzie się mną opiekował, przestałam jeść. Byłam rozpaczona. Anioł, którego znałam szesnaście lat, tak po prostu mnie zostawił. Przecież tak się nie robi. Nie można porzucić człowieka, którego zna się tak długo, i którego się prawdopodobnie kocha...
Szalona dziewczyna
Subskrybuj:
Posty (Atom)