Leżałam z rękami wzdłuż ciała. Nic nie czułam. Nic nie widziałam. Oddychałam bardzo powoli.
Spod zamkniętych powiek do moich oczu docierało ostre światło. Otworzyłam oczy. Teraz już nie leżałam, ale stałam. Stałam po środku niczego. Dookoła mnie rozpościerała się biała przestrzeń. Obróciłam się kilka razy. Nigdzie nikogo nie było. Czy tak własnie niebo?
Nagle usłyszałam szelest za swoimi plecami. Teraz przede mną stał anioł. Była nim kobieta w średnim wieku. Jej włosy były brązowe i lekko kręcone, a oczy zielone. Miała na sobie długą, dość skromna, błękitną sukienkę i była tym aniołem, którego widziałam dopiero trzeci raz. Kobieta, która przede mną wylądowała miała skrzydła. Duże, szeroko rozpostarte. Były naprawdę piękne.
Trochę minęło zanim się ozwała.
-Witaj. Czy już wybrałaś?
-Wybrałam, co?
-Czy chcesz żyć czy umrzeć-odparła-tutaj jeszcze możesz wybrać. To miejsce jest nazywane Krawędzią, a ja jestem Panatyka i pomagam dokonać wyboru. Odpowiedniego wyboru.
-Chcę umrzeć-odparłam od razu.
-Jesteś pewna?
-Tak. Od dawna tego chcę. Tam na ziemi nie jestem nikomu do niczego potrzebna. Cały czas stwarzam tylko problemy.
-Spójrz-odparła Panatyka i wyczarowała coś w rodzaju lustra. Zobaczyłam siebie samą leżącą na łóżku. Widziałam ludzi biegających wokół mnie, próbujących mnie ratować. Widziałam Akera cały czas trzymającego mnie za rękę. Potem obraz się zmienił zobaczyłam swoich rodziców rozmawiających z policją. No tak. Wyszłam jednego dnia do szkoły i do tej pory nie wróciłam. Mama płakała, a tata obejmował ją ramieniem. Potem zobaczyłam Cynthie rozwieszającą plakaty z moim zdjęciem i napisem "ZAGINIONA". Obraz znowu się zmienił. Teraz zobaczyłam Davida. Davida! On żyje, wiedziałam. On podobnie jak Cynthia rozwieszała plakaty i rozdawał ulotki związane ze mną. Łzy napłynęły mi do oczy. Jedna pociekła po policzku.
-Przestań!-Wykrzyknęłam.-Przestań.
-Jesteś dla ludzi ważna-odparła Panatyka-ludzie cię kochają.
-Daj mi umrzeć. Czemu mi nie pozwalasz?
-Masz potencjał i nie dla ciebie taka śmierć. Jedna z dwóch umrzeć musi, ale nie ta co już tam była.
-Co? Jedna z dwóch? Chodzi o proroctwo?
-W naszym świeci są dwa proroctwa, które spełnienia czekają już od dwóch tysięcy lat. Jedno to tylko wskazówka, zmyłka dla innych. Dla ludzi pragnących twojej śmierci.
-Czekaj...Co? Ludzie...Co?
-Jeśli jesteś wybraną, wkrótce się dowiesz. Losy tej przepowiedziano od początku do końca.
-Nie mam z tym nic wspólnego. Chcę po prostu umrzeć-odparłam.
-Śmierć nie jest zbawianiem. Myślisz, że jesteś bohaterką, bo ratujesz innych przed samą sobą, bo nie będziesz sprawiać im problemów. Myślisz, że to trudne, bo ich zostawiasz samych sobie. Myślisz, że umieranie jest trudne? Nie jest. To życie jest trudne. Zaciśnij pięści i walcz. Walcz o to co ważne i piękne.
-Życie nie jest piękne-odparłam dokładnie myśląc nad tym co przed chwilą powiedziała Panatyka. Miała rację. Od zawsze sądziłam, że śmierć jest trudna, bo to zmiana, bo trzeba zostawić wszystko co się do tej pory znało. Ale to nie prawda. To co powiedziała Panatyka było prawdą. Trzeba zacisnąć pięści i walczyć. Będę żyć. Poznam piękno świata.
-Jak mogę to przerwać?-Spytałam.-To znaczy, jak mogę się obudzić?
Panatyka się uśmiechnęła.
-Wszystko zależy od ciebie. Musisz tego bardzo chcieć. Musisz obudzić w sobie siłę walki.
Tylko jak? Odwróciłam się tyłem do Panatyki i przeczesałam ręką włosy.
"Obudź się. Obudź się. Obudź się"
Nic. Nadal stałam na Krawędzi.
-Jak mam to zrobić?-Spytałam nie odwracając się.
-Przypomnij sobie to co jest ważne. To co przeżyłaś.
Dobra. Spróbujmy.
Przez moją głowę przebiegała masa obrazów. Wygłupy z Davidem, nocne rozmowy z Akerem, wizyty w Aprilfall. W sumie nie miałam wielu miłych wspomnień. Byłam raczej z tych osób, które maja więcej tych złych i własnie z nimi są kojarzone. Całe swoje życie spędziłam na uprzykrzaniu życia innym. Nauczycielom, rodzicom, a nawet aniołom.
Moje życie od samego początku było skazane na porażkę. Dziewczyna, która widzi anioły, ma tylko dwójkę przyjaciół, a własna matka porzuciła ją w Domu Dziecka.
-Nie umiem-odparłam po chwili-nie dam rady.
-Dasz. Nie ważne co daje nam wszechświat. Ważne co ty mu ofiarujesz.
Spojrzałam na Panatyke. Czemu anioły zawsze muszą być takie radosne?
Nie ważne co daje nam wszechświat. Ważne co ja mu ofiaruję.
Tylko, że ja nic mu nie dałam. No bo co mogę mu ofiarować?
-Dobrze pomyśl.
Nie mam już nad czym myśleć.
-Boże. Daj mi szansę. Pozwól mi wrócić-wyszeptałam podnosząc oczy.
Nagle dookoła zapanowała ciemność.
-Panatyka! Co się dzieje?!
-Przechodzisz.
-Gdzie!
-Na druga stronę, ale nie wiem czy wracasz do żywych!
-Panatyka!
Nie odpowiedziała mi już. Dookoła panował mrok. Nagle do moich uszu dotarło pikanie jakiejs maszyny i krzyki osób.
-Wraca!
-Niemożliwe! Jeszcze przed chwilą była martwa!
-Musiała wybierać na Krawędzi!
-Nie możliwe, żeby wróciła!
Wróciłam. Poczułam, że ktoś trzyma mnie za rękę. Uścisnęłam ją. Muszę otworzyć oczy.
-Amanda-odparł Aker, gdy tylko otworzyła oczy. Jedna równie szybko musiałam je zamknąć, ponieważ oślepiło mnie słup światła.-Dziękuję.
-Proroctwo się spełnia-usłyszałam, gdzieś w oddali sali szepty innych aniołów.
-Nie ściemniaj. To, że wróciła to czysty fart.
Przypomniałam sobie słowa Panatyki "Jedna z dwóch umrzeć musi, ale nie ta co już tam była".
-Jaki fart?! Dobrze wiesz, że nie wszyscy wracają-dalej kłóciły się dwa anioły.
Czyli Panatyka miała rację. Jestem jedną z proroctwa. Jedną. Czyli jest ktoś jeszcze? Jedna z dwóch.
I znając zasadę proroctw zgaduję, że to ja muszę odnaleźć tą drugą.
Ciekawe tyko jak.
-Mamy ją!-Nagle ktoś wbiegł do sali, w której leżałam.
-Niemożliwe. Dopiero co znaleźliśmy jedną-odparł ktoś z zebranych w sali przy moim łóżku.
-Jest w naszej głównej siedzibie w Pirenejach. Beno Prait ją znalazł.
-Ale jak?-Dalej dopytywały anioły.
-Hmm...-odparła anioł trochę zniecierpliwionym tonem-Może ona tez widzi anioły, a jak wszyscy wiemy nie ma dużo takich osób.
-To nie wiedzieliście o tym wcześniej?
-Nie. Za dobrze to ukrywała. Beno powiedział żeby do Pireneji poleciała Rebecka.
Z sali ktoś wyszedł, a ja usnęłam. Byłam zbyt zmęczona. A teraz musiałam być gotowa na to co mnie czekało w związku z proroctwem i jego wypełnieniem.
Szalona dziewczyna
______________________________________
Jej! Jednak udało mi się napisać to jeszcze przed świętami :)
I mam świetny pomysł.
Chciałabym zacząć pisać niektóre rozdziały jako Aker, a nie Amanda.
Co wy na to?
Jeszcze raz Wesołych Świąt!
wtorek, 23 grudnia 2014
piątek, 12 grudnia 2014
Rozdział szesnasty
Wzięłam głęboki oddech. Zimne powietrze. Powoli otworzyłam oczy.
Obudziłam się z głową na zimnej i mokrej posadzce. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Auł-wyszeptałam dotykając miejsca, gdzie zostałam uderzona. Miała guza na karku.
Rorzejrzałam się dookoła i powoli podniosłam się z podłogi. Wszędzie panował mrok. Nigdzie nie dostrzegłam nawet jednego blasku światła. Zmrużyłam oczy.
-Nie no-odparłam podchodząc do krat, które w ciemności ledwo dostrzegłam. Zamknęli mnie w celi. Tak jakbym była seryjnym mordercą. Ta cała historia zaczyna się robić coraz ciekawsza.
-Czego chcecie?!-Wykrzyknęłam i kopnęłam kraty. Czemu zawsze mi przytrafia się coś takiego?
Nikt i nic mi nie odpowiedziało. Tak jakbym była tu sama, bo prawdo podobnie tak właśnie było.
-Jesteś naszym zagrożeniem-odparł nagle jakiś głos, gdzieś dosyć blisko.
Rozłożyłam ręce i spojrzałam do góry.
-Ja zagrożeniem? Nie no. Jestem zwykłą dziewczyną chorą na autoimmunologie. Uważasz, że jestem niebezpieczna?-Spytałam i usiadłam po turecku, krzyżując ręce na piersi.
Nie chcę tu być. Nie mam po co tu być. W ogóle nie chce mieć nic wspólnego z tym miejscem tak samo jak z Aprilfall. Chcę, żeby moje życie było normalne. Chcę być normalną nastolatką.
-Nie znasz proroctwa?-Spytał głos w ciemności. Czy w tych światach są same proroctwa, które nic nie mówią? Mam tego dość!
-O tym Dziecku, które posiada znamię? Tak znam i to nie ja-odparłam.-Mogę teraz iść do domu?
Głos się zaśmiał.
-To dziecko już nie żyje.
Czas się zatrzymał. Serce przestało bić. Krew w moich żyłach przestała krążyć. To co powiedział upadły nie może być prawdą. David musi żyć. Przecież cały czas był z nim Aker. Nie. To jest kłamstwo. Chcą mnie złamać. Nie. Tak łatwo im nie pójdzie. Nikomu jeszcze się to nie udało.
-O jakie proroctwo w takim razie chodzi?-Spytałam.
Odpowiedział mi podmuch wiatru. Znikąd nie dobiegał żaden głos. I to jest najlepsze rozwiązanie. Odejść nie wiadomo gdzie. Położyłam się na podłodze, bo co innego mogę robić?
Leżałam tak kilka godzin, gdy w oddali dostrzegłam jakąś postać. Powoli wstałam i podeszłam do krat. Postać była wysoka, z kapturem na głowie i workiem w ręce. Twarzy niestety nie mogłam dostrzec. Postać była coraz bliżej, gdy nagle się zatrzymała.
-Kim jesteś?-Spytałam coraz bardziej przerażona.
-To Łapacz Snów-odparł ten sam głos, z którym rozmawiałam wcześniej.
-I co w związku ze mną?-Spojrzałam na mroczną postać.
-Jeśli dasz nam to czego chcemy nie zrobi ci krzywdy.
Przełknęłam ślinę.
-Czego chcecie?
Usłyszałam drugi głos. Bardziej piskliwy niż poprzedni.
-Jedno wspomnienie.
Nie. Niech wezmą wszystko tylko nie wspomnienia. Już wiem do czego dążą. Chcą mnie zabić w jeden z najprostszych sposobów.
-Nie!-Wykrzyknęłam i gwałtownie się cofnęłam.
-Dlaczego?-Spytałam oba głosy na raz.
-Wiem jakie chcecie wspomnienie-odparłam-chcecie mi zabrać dzień, w którym się urodziłam. Wtedy nie będę już zagrożeniem. Nigdy!
Nagle poczułam zimną dłoń na moim policzku. Głowa gwałtownie przekrzywiła się w bok. Szybko złapałam się w miejsce, w które zostałam uderzona i szerzej otworzyłam oczy. Spojrzałam na rękę, którą przyłożyłam do twarzy. Była na niej krew.
Zapanowała cisza. Spojrzałam na Łapacza Snów. Nadal się nie ruszył.
-Jesteś głupia-odparł głos ze złością.-Oddasz wspomnienie, albo umrzesz.
Ponownie zostałam uderzona ciężkim przedmiotem w kark.
Ocknęłam się dobre kilka godzin później. Znowu miałam ogromnego guza, a cała moja twarz była obolała i prawdo podobnie sina.
Po moim policzku spłynęła łza.
-Oddaj wspomnienie-odparł głos, gdzieś bardzo blisko.
-Nigdy go nie oddam!-Wykrzyknęłam nadal leżąc na podłodze.-Nie znam nawet proroctwa!
-Oddaj wspomnienie.
Teraz to do mnie dotarło. Czemu upadli sami nie mogą zabrać jednego mojego wspomnienie? Czemu sama "dobrowolnie" muszę je im oddać?
-Nigdy go nie dostaniecie!
W tym momencie znowu zostałam uderzona w twarz. Tym razem w drugi policzek. Popłynęła z niego krew.
-Nigdy-wyszeptałam i moja głowa ponownie upadła na posadzkę.
Czy wszystkie dni, które będę musiała spędzi w tym przeklętym Krampel będą wyglądały tak samo? Wstaję, krótka rozmowa, dostaję w twarz i znowu wszystko od początku?
I o jakie proroctwo chodzi. Tego również muszę się dowiedzieć. Chcę wiedzieć kim lub czym jestem.
-Powiedz jakie proroctwo! Powiedzcie mi to, albo...
-Albo co zrobisz?-Odpowiedział mi głos w ciemności.
-Albo sama się zabije!
Z ciemności dobiegł śmiech.
-Jak niby to zrobisz? Jesteś w ciemnej celi bez żadnych narzędzi.
-Niedługo i tak umrę.
-I o to właśnie chodzi.
Poczułam podmuch wiatru. Zupełnie tak jak podczas dnia, kiedy szłam do szkoły i zostałam porwana. Po policzku spłynęła mi łza. Nie chcę tu być. Nie chcę tego cholernego daru. Nigdy go nie chciałam. Niech to wszystko się skończy! Jeśli oddam im tylko to jedno wspomnienie moje życie dobiegnie końca. Skończą się wszystkie problemy.
-Zgoda!-Wykrzyknęłam.-Weźcie je! Weźcie wszystkie.
W tym.samym momencie znowu pojawił się Łapacz Snów.
Zakapturzona postać podchodziła coraz bliżej, a ja coraz bardziej się cofałam.
Łapacz Snów wyjął z worka szklaną kulę. Domyśliłam się, że to na moje wspomnienie. Nagle z kuli wydobył się szary wir, który porwał mnie kilka centymetrów nad ziemię. Powoli czułam jak jakaś cząsteczka opuszcza moje ciało. Powoli oczy zaczęły mi się zamykać. Powoli uchodziło ze mnie życie. Nagle wir wrócił do szklanej kuli, a ja upadłam na podłogę. Nie mogłam się poruszać, ostatnie co widziałam to Łapacz Snów odchodzący z moim wspomnieniem, a ostatnie co słyszałam to śmiech upadłych.
Potem moje oczy się zamknęły, a oddech coraz bardziej spowalniał.
Leżałam na podłoże kilka godzin, jak nie dłużej. Byłam pewna, że już nie żyłam, jednak nagle usłyszałam swoje imię. Dochodziło do mnie z daleka. Bardzo daleka.
-Amanda-pomiędzy palcami poczułam ciepło. Zupełnie tak jakbym trzymała kogoś za rękę.
-Wróć. Proszę.-Teraz bez problemu rozpoznałam ten głos. Aker.-Otwórz oczy Am.
Nie chcę. Nie chcę wracać. Nienawidzę tego świata. Tego daru. Nie chcę.
Mój oddech powrócił do normy. Słaby ten Łapacz Snów, skoro nie może zabić dziewczyny chorej na autoimmunologie.
-Amanda. Otwórz oczy. Proszę...Proszę.
Spróbowałam podnieść powieki. Nie dam rady. Są zbyt ciężkie, a ja zbyt słaba. Zbyt słaba by żyć. Oddech znowu zaczął słabnąć.
-Rebecka!-Usłyszałam krzyk Akera-przestaje oddychać!
Nagle do pokoju wbiegło kilka osób. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Ktoś podszedł do urządzenia, do którego byłam podłączona i zaczął coś wpisywać.
Czemu nikt nie chce mi pozwolić umrzeć?
-Wszystko w porządku-odparła Rebecka-stan jest w normie.
-Dzięki-odparł Aker i znowu chwycił mnie za rękę. On jest nie normalny. Najpierw mówi, że ma mnie dość, teraz trzyma mnie za rękę i nie pozwala mi umrzeć.
Nagle poczułam ciepły dotyk na swoich ustach. Aker mnie pocałował. Nienawidzę go. Nienawidzę. Pod powiekami zgromadziły mi się łzy. Boże czemu ja nie mogę umrzeć!?
Teraz. Proszę.
-Am-odparł Aker-przepraszam. Przepraszam za to co wtedy powiedziałem. Nie chciałem. Byłem zły.
Znowu spróbowałam podnieść powieki. Delikatnie oślepiło mnie światło panujące w pomieszczeniu. Z powrotem je zamknęłam. Druga próba. To na nic. Nagle poczułam kolejny pocałunek. Po moim ciele rozeszło sie przyjemne ciepło. On mnie kocha, ale czy ja kocham jego?
Nie obchodzi mnie to. Przez tyle lat spędzonych w Domu Dziecka nauczyłam się, że nie ma czegoś takiego jak miłość. Miłość nie istnieje. Miłość to coś pochopnego, coś co szybko przemija.
-Am, proszę-usłyszałam znowu głos Akera.
Nie. Nie chcę. Skończmy to raz na zawsze.
Mój oddech ponownie zwolnił. Usłyszałam krzyk i pikanie aparatu, do którego byłam podłączona. Udało się. Jestem wolna. Nagle ujrzałam światło. Udało się. Wszystkie problemy dobiegły końca.
Szalona dziewczyna
-----------------------------------------------------
Wesołych Świąt!!!
Wiem trochę wcześnie, ale nie wiem, czy uda mi się wstawić następny rozdział przed świętami.
Tak, więc życzę wam dużo książek do czytania, dużo zdrowia, odwagi, oraz abyście byli dobrymi obserwatorami, ponieważ anioły są wszędzie(ja już kilku spotkałam) i szukajcie Amandy. Ona też jest całkiem blisko.
Wesołych Świąt!!!
sobota, 6 grudnia 2014
Rozdział piętnasty
Powoli otworzyłam oczy. Szósta trzydzieści. Dziś muszę iść do szkoły. Jej, czyli moje życie wraca do normy. Wyszłam spod ciepłej kołdry i w piżamach ruszyłam do kuchni.
Wyjęłam kilka kromek chleba, masło z lodówki i nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie. Aker nie wszedł wczoraj do mojego pokoju. Czyli gdzie poszedł? Szybko zjadłam drobne śniadanie, ubrałam się i ruszyłam do Aprilfall. Szkoła poczeka. Szybko wezwałam Tima. Nie gadam z nim. Nie mam o czym. Nawet nie mówimy sobie cześć.
Zaraz po lądowaniu ruszyłam do gabinetu Rebecki. Szłam szybko i nie zwracałam uwagi na otaczające mnie anioły. Jednak nagle jeden wpadł mi w oko. Wysoki, ciemny blondyn, ale nie to zwróciło moją uwagę. On miał skrzydła. Do tej pory widywałam tylko anioły bez skrzydeł i byłam przekona, że wszystkie tak wyglądają. Nie zatrzymując się dłużej ruszyłam przed siebie. Rebecka napewno mi to wyjaśni. Otworzyłam drzwi do jej gabinetu i mnie zamurowało.
-ŁoŁoŁo-odparłam widząc Rebecke. Ona też miała skrzydła.
-Witaj Am-odparła podnosząc wzrok znad biórka.
-Ty masz skrzydła?
Rebecka spojrzała na swoje skrzydła i wzruszyła ramionami.
-Jak? Przecież wy... Nigdy nie widziałam...Jak?-Wydukałam.
Rebecka nie zwróciła na mnie uwagi.
-Możemy je schować, tak by nik nie widział, ale czasem to męczące.
-Czemu wcześniej nic nie widziałam?-Spytałam stojąc po środku jej gabinetu.
-Może się nie przeglądałaś.
Dobra. Mniejsza z tym. Muszę znaleźć Akera.
-Wiesz może gdzie jest Aker?
Zamknęłam oczy. Nagle poczułam ból w udzie. Dam radę. Jestem silna.
-Nic ci nie jest?-Spytała podchodząc do mnie.
-Nie-odparłam. Ból powoli ustępował.-Wiesz, gdzie jest Aker?
-Nie-odparła czule na mnie patrząc-ale zaraz to sprawdzę.
Po tych słowach wyszła z gabinetu. Wróciła dokładnie po dwóch minutach.
-Jest u tego twojego przyjaciela, Davida.
-Dziękuję-odparłam i dodałam po chwili-za wszystko.
Pożegnałam się z Rebecką i poprosiłam Tima by zabrał mnie do Davida. Nad lądowaniem muszę cały czas pracować. Pokój Davida to istne pobojowisko. Wszystko wala się na łóżku, podłodze lub biurku, wyglądając jak czarna fala. Rzeczy Davida podobnie jak moje w większości mają ciemny kolor, z wyjątkiem ścian. U mnie są niebieskie, a u niego żółte. Wierzcie mi. David w pokoju tego koloru wygląda zabawnie.
-Hej-odparłam, gdy tylko podniosłam się z ziemi po lądowaniu. David siedział przy biurku i pewnie miał słuchawki, bo mnie nie słyszał. Szybko do niego podeszłam i je wyciągnęłam.
-Hej Am-odparł, gdy mnie zobaczył-co u ciebie?
-Dobrze-powiedziałam rozglądając się po całym pokoju.-Słyszałam, że jest u ciebie Aker.
-Jest na dole w kuchni.
-Co!?- Wykrzyknęłam zaskoczona.
-Spoko Am-odparł wystając z krzesła.-Rodziców nie ma.
W tym momencie otworzyły się drzwi i do pokoju wszedł mój anioł stróż. Nigdy nie przestanę tak o nim mówić. Aker zawsze nim będzie. Zawsze będzie mój.
-Skąd wiedziałaś gdzie mnie znaleźć?-Spytał, gdy mnie zobaczył.
Super powitanie. Nie ma co.
-Tak bardzo sięcieszysz , co?
Przewrócił oczami i podniósł głowę do góry. Wypuścił powietrze przez usta.
-Mam cię dość.
Gwałtownie mrugnęłam oczami.
-Co?
Życie na ziemi mu szkodzi. Już zaczął gadać brednie.
-Kiedyś taka nie byłaś-odparł nadal stojąc w drzwiach.
-Czyli jaka?
-Taka jak teraz.
-Dobrze wiesz czemu taka jestem-odparłam-wiesz o mnie wszystko. Znamy się od szesnastu lat.
-To może ja wyjdę-odparł David powoli wstając z krzesła.
-Siadaj-syknęłam i pokazałam palcem krzesło.
-Kiedyś byłaś inna-odparł Aker.-Lepsza.
-Życie to nie bajka. I ja dobrze o tym wiem. Trochę spędziłam w Domu Dziecka.
-Am...-Zaczął, ale było już za późno.
-Nie pamiętasz?-Spytałam pełną złości.-Zaadoptowali mnie tylko dlatego, że miałam wpisane w akta, że nie jestem chora, chociaż miałam już autoimmunologie cztery lata. Tylko dlatego teraz mam "rodzinę".
-A ja miałem lekko?
I znowu się zaczyna. Życie bitego chłopaka, którego mama jest aniołem. Ale w sumie to prawda. Oboje w życiu nie mieliśmy łatwo. Ja dziesięć lat spędziłam w Domu Dziecka, a on był napastowany przez wuja. Obydwoje zawsze byliśmy skazani na samych siebie. Tylko, że Aker dużo lepiej sobie radził. To co go spotkało nie wpłynęło na jego życie aż tak bardzo, jak moje dzieciństwo na mnie. Po tym co mnie spotkało nie umiem żyć z "rodziną". Ja nawet nie umiem kochać. Stałam się odporna na to uczucie. Nie wiem nawet co czuję do Akera. Nie wiem czy to jest miłość, bo nigdy jej nie doświadczyłam, ale jestem odporna na ból. Do określonego bólu można się przyzwyczaić.
-O co my się w ogóle kłócimy?- Spytałam, bo naprawdę już nie pamiętałam o co poszło.
-O nic-odparł Aker siadając na łóżku.
-Chyba już pójdę-odparłam odwracając się.
Nikt nic nie odpowiedział. Aker siedział na łóżku, a David na krześle, z którego nadal się nie ruszał.
Tym razem nie wezwałam Tima. Wyszłam z domu przez drzwi wejściowe i ruszyłam przed siebie. Dom Davida stał na obrzeżach miasta, więc trochę mi zajęło zanim dotarłam do centrum naszego małego miasteczka. Na ulicach dostrzegłam kilka ludzi z psami i gromadę biegających dzieci.
-Am!-Usłyszałam, gdzieś za swoimi plecami. Powoli się odwróciłam. Cynthia.
-Hej!-Odparłam, gdy moja przyjaciółka była już przy mnie.
-Co u ciebie?
Oprócz tego, że pokłóciłam się że swoim aniołem, to myślę, że...
-Dobrze-odparłam-a co u ciebie?
-Nie jest źle.
Nagle zadzwonił jej telefon. Rozmowa była dość krótka i raczej dość ważna, bo Cynthia zaraz się ze mną pożegnała i pobiegła w innym kierunku niż ja szłam. Szkoda, bo naprawdę chciałam z nią porozmawiać.
Po piętnastu minutach doszłam do niewielkiego rynku, w którym znajdowało się kilka sklepów i dwie, może trzy zabytkowe kamieniczki. Chodziłam po mieście przez pół godziny, więc zdecydowałam się wrócić do domu. Ponieważ mój dom również stał na obrzeżach miasta wezwałam Tima i w mgnieniu oka znalazłam się u siebie w pokoju i teraz powróciłam myślami do mojej rozmowy, a raczej kłótni z Akerem.
Jak mógł powiedzieć, że ma mnie dość, i że jestem inna. Dobrze wie czemu się zmieniłam, ale może ma rację? Może czas znowu się zmienić? Tym razem na lepsze? Dobra. Wstałam z łóżka, chwyciłam telefon i zaczęłam przeglądać swoją książkę kontaktową, aby zadzwonić do kogoś po lekcje. Oczywiście. Żadnej osoby z klasy. Miałam w sumie numer do Brajana, ale go usunęłam. No cóż. Mówi się trudno. Sparowałam plecak na jutro do szkoły, poszłam się umyć i położyłam się spać.
Budzik zadzwonił o szóstej trzydzieści. Powoli wstałam, założyłam czarne spodnie, czerwoną bluzę i poszłam zjeść śniadanie. Tym razem nie sprawdzałam, czy rodzice już nie śpią. Po prostu wyszłam z pokoju.
Rodzice jednak jeszcze spali. Ruszyłam więc do kuchni, zjadłam płatki z mlekiem i wróciłam się do mojego pokoju po plecak i telefon.
Wyszłam z domu o siódmej. Postanowiłam, że dziś nie pojadę autobusem, tylko pójdę pieszo. Idąc tak wspominałam jak to kiedyś jeździłam z Akerem i doszło do mnie jak moje życie się zmieniło. Aker nie był moim aniołem, ciągle wizyty w Aprilfall, tajemnica Rebecki, moja zmiana. Wszystko wydarzyło się tak nagle. Już nic nie będzie takie jak kiedyś.
Nagle powiał zimny wiatr. Cóż w końcu to już jesień.
Zapięłam kurtkę i ruszyłam dalej. Szłam dość powoli, więc postanowiłam, że pójdę skrótem. Skręciłam w boczną uliczkę. Nagle przede mną wylądował anioł. Cofnęła się kilka kroków.
Upadły anioł.
Czarny jak noc i zły jak sam diabeł.
-Czego chcesz?-Spytałam przerażona.
Anioł się uśmiechnął. Moje serce zabiło mocniej. Krew zaczęła pulsować.
-Pozwól, że zabiorę cię na wycieczkę-odparł i porwał mnie w otchłań.
Wylądowaliśmy gdzieś po środku ciemnej sali.Pierwsza myśl. Królestwo upadłych aniołów. Krampel. Dookoła było słychać śmiechy upadłych.
-Czego chcecie?!-Spytałam.
-Twojej śmierci-no tego nie chciałam usłyszeć.
-Co wam zrobiłam?
-Jesteś zagrożeniem-odparł głos, który był coraz bliżej.
-Co?-To były moje ostatnie słowa. Zemdlałam. Ktoś uderzył mnie zimnym przedmiotem. Upadłam po środku mrocznego krolestwa. Upadłam po środku królestwa upadłych aniołów.
Szalona dziewczyna
Wyjęłam kilka kromek chleba, masło z lodówki i nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie. Aker nie wszedł wczoraj do mojego pokoju. Czyli gdzie poszedł? Szybko zjadłam drobne śniadanie, ubrałam się i ruszyłam do Aprilfall. Szkoła poczeka. Szybko wezwałam Tima. Nie gadam z nim. Nie mam o czym. Nawet nie mówimy sobie cześć.
Zaraz po lądowaniu ruszyłam do gabinetu Rebecki. Szłam szybko i nie zwracałam uwagi na otaczające mnie anioły. Jednak nagle jeden wpadł mi w oko. Wysoki, ciemny blondyn, ale nie to zwróciło moją uwagę. On miał skrzydła. Do tej pory widywałam tylko anioły bez skrzydeł i byłam przekona, że wszystkie tak wyglądają. Nie zatrzymując się dłużej ruszyłam przed siebie. Rebecka napewno mi to wyjaśni. Otworzyłam drzwi do jej gabinetu i mnie zamurowało.
-ŁoŁoŁo-odparłam widząc Rebecke. Ona też miała skrzydła.
-Witaj Am-odparła podnosząc wzrok znad biórka.
-Ty masz skrzydła?
Rebecka spojrzała na swoje skrzydła i wzruszyła ramionami.
-Jak? Przecież wy... Nigdy nie widziałam...Jak?-Wydukałam.
Rebecka nie zwróciła na mnie uwagi.
-Możemy je schować, tak by nik nie widział, ale czasem to męczące.
-Czemu wcześniej nic nie widziałam?-Spytałam stojąc po środku jej gabinetu.
-Może się nie przeglądałaś.
Dobra. Mniejsza z tym. Muszę znaleźć Akera.
-Wiesz może gdzie jest Aker?
Zamknęłam oczy. Nagle poczułam ból w udzie. Dam radę. Jestem silna.
-Nic ci nie jest?-Spytała podchodząc do mnie.
-Nie-odparłam. Ból powoli ustępował.-Wiesz, gdzie jest Aker?
-Nie-odparła czule na mnie patrząc-ale zaraz to sprawdzę.
Po tych słowach wyszła z gabinetu. Wróciła dokładnie po dwóch minutach.
-Jest u tego twojego przyjaciela, Davida.
-Dziękuję-odparłam i dodałam po chwili-za wszystko.
Pożegnałam się z Rebecką i poprosiłam Tima by zabrał mnie do Davida. Nad lądowaniem muszę cały czas pracować. Pokój Davida to istne pobojowisko. Wszystko wala się na łóżku, podłodze lub biurku, wyglądając jak czarna fala. Rzeczy Davida podobnie jak moje w większości mają ciemny kolor, z wyjątkiem ścian. U mnie są niebieskie, a u niego żółte. Wierzcie mi. David w pokoju tego koloru wygląda zabawnie.
-Hej-odparłam, gdy tylko podniosłam się z ziemi po lądowaniu. David siedział przy biurku i pewnie miał słuchawki, bo mnie nie słyszał. Szybko do niego podeszłam i je wyciągnęłam.
-Hej Am-odparł, gdy mnie zobaczył-co u ciebie?
-Dobrze-powiedziałam rozglądając się po całym pokoju.-Słyszałam, że jest u ciebie Aker.
-Jest na dole w kuchni.
-Co!?- Wykrzyknęłam zaskoczona.
-Spoko Am-odparł wystając z krzesła.-Rodziców nie ma.
W tym momencie otworzyły się drzwi i do pokoju wszedł mój anioł stróż. Nigdy nie przestanę tak o nim mówić. Aker zawsze nim będzie. Zawsze będzie mój.
-Skąd wiedziałaś gdzie mnie znaleźć?-Spytał, gdy mnie zobaczył.
Super powitanie. Nie ma co.
-Tak bardzo sięcieszysz , co?
Przewrócił oczami i podniósł głowę do góry. Wypuścił powietrze przez usta.
-Mam cię dość.
Gwałtownie mrugnęłam oczami.
-Co?
Życie na ziemi mu szkodzi. Już zaczął gadać brednie.
-Kiedyś taka nie byłaś-odparł nadal stojąc w drzwiach.
-Czyli jaka?
-Taka jak teraz.
-Dobrze wiesz czemu taka jestem-odparłam-wiesz o mnie wszystko. Znamy się od szesnastu lat.
-To może ja wyjdę-odparł David powoli wstając z krzesła.
-Siadaj-syknęłam i pokazałam palcem krzesło.
-Kiedyś byłaś inna-odparł Aker.-Lepsza.
-Życie to nie bajka. I ja dobrze o tym wiem. Trochę spędziłam w Domu Dziecka.
-Am...-Zaczął, ale było już za późno.
-Nie pamiętasz?-Spytałam pełną złości.-Zaadoptowali mnie tylko dlatego, że miałam wpisane w akta, że nie jestem chora, chociaż miałam już autoimmunologie cztery lata. Tylko dlatego teraz mam "rodzinę".
-A ja miałem lekko?
I znowu się zaczyna. Życie bitego chłopaka, którego mama jest aniołem. Ale w sumie to prawda. Oboje w życiu nie mieliśmy łatwo. Ja dziesięć lat spędziłam w Domu Dziecka, a on był napastowany przez wuja. Obydwoje zawsze byliśmy skazani na samych siebie. Tylko, że Aker dużo lepiej sobie radził. To co go spotkało nie wpłynęło na jego życie aż tak bardzo, jak moje dzieciństwo na mnie. Po tym co mnie spotkało nie umiem żyć z "rodziną". Ja nawet nie umiem kochać. Stałam się odporna na to uczucie. Nie wiem nawet co czuję do Akera. Nie wiem czy to jest miłość, bo nigdy jej nie doświadczyłam, ale jestem odporna na ból. Do określonego bólu można się przyzwyczaić.
-O co my się w ogóle kłócimy?- Spytałam, bo naprawdę już nie pamiętałam o co poszło.
-O nic-odparł Aker siadając na łóżku.
-Chyba już pójdę-odparłam odwracając się.
Nikt nic nie odpowiedział. Aker siedział na łóżku, a David na krześle, z którego nadal się nie ruszał.
Tym razem nie wezwałam Tima. Wyszłam z domu przez drzwi wejściowe i ruszyłam przed siebie. Dom Davida stał na obrzeżach miasta, więc trochę mi zajęło zanim dotarłam do centrum naszego małego miasteczka. Na ulicach dostrzegłam kilka ludzi z psami i gromadę biegających dzieci.
-Am!-Usłyszałam, gdzieś za swoimi plecami. Powoli się odwróciłam. Cynthia.
-Hej!-Odparłam, gdy moja przyjaciółka była już przy mnie.
-Co u ciebie?
Oprócz tego, że pokłóciłam się że swoim aniołem, to myślę, że...
-Dobrze-odparłam-a co u ciebie?
-Nie jest źle.
Nagle zadzwonił jej telefon. Rozmowa była dość krótka i raczej dość ważna, bo Cynthia zaraz się ze mną pożegnała i pobiegła w innym kierunku niż ja szłam. Szkoda, bo naprawdę chciałam z nią porozmawiać.
Po piętnastu minutach doszłam do niewielkiego rynku, w którym znajdowało się kilka sklepów i dwie, może trzy zabytkowe kamieniczki. Chodziłam po mieście przez pół godziny, więc zdecydowałam się wrócić do domu. Ponieważ mój dom również stał na obrzeżach miasta wezwałam Tima i w mgnieniu oka znalazłam się u siebie w pokoju i teraz powróciłam myślami do mojej rozmowy, a raczej kłótni z Akerem.
Jak mógł powiedzieć, że ma mnie dość, i że jestem inna. Dobrze wie czemu się zmieniłam, ale może ma rację? Może czas znowu się zmienić? Tym razem na lepsze? Dobra. Wstałam z łóżka, chwyciłam telefon i zaczęłam przeglądać swoją książkę kontaktową, aby zadzwonić do kogoś po lekcje. Oczywiście. Żadnej osoby z klasy. Miałam w sumie numer do Brajana, ale go usunęłam. No cóż. Mówi się trudno. Sparowałam plecak na jutro do szkoły, poszłam się umyć i położyłam się spać.
Budzik zadzwonił o szóstej trzydzieści. Powoli wstałam, założyłam czarne spodnie, czerwoną bluzę i poszłam zjeść śniadanie. Tym razem nie sprawdzałam, czy rodzice już nie śpią. Po prostu wyszłam z pokoju.
Rodzice jednak jeszcze spali. Ruszyłam więc do kuchni, zjadłam płatki z mlekiem i wróciłam się do mojego pokoju po plecak i telefon.
Wyszłam z domu o siódmej. Postanowiłam, że dziś nie pojadę autobusem, tylko pójdę pieszo. Idąc tak wspominałam jak to kiedyś jeździłam z Akerem i doszło do mnie jak moje życie się zmieniło. Aker nie był moim aniołem, ciągle wizyty w Aprilfall, tajemnica Rebecki, moja zmiana. Wszystko wydarzyło się tak nagle. Już nic nie będzie takie jak kiedyś.
Nagle powiał zimny wiatr. Cóż w końcu to już jesień.
Zapięłam kurtkę i ruszyłam dalej. Szłam dość powoli, więc postanowiłam, że pójdę skrótem. Skręciłam w boczną uliczkę. Nagle przede mną wylądował anioł. Cofnęła się kilka kroków.
Upadły anioł.
Czarny jak noc i zły jak sam diabeł.
-Czego chcesz?-Spytałam przerażona.
Anioł się uśmiechnął. Moje serce zabiło mocniej. Krew zaczęła pulsować.
-Pozwól, że zabiorę cię na wycieczkę-odparł i porwał mnie w otchłań.
Wylądowaliśmy gdzieś po środku ciemnej sali.Pierwsza myśl. Królestwo upadłych aniołów. Krampel. Dookoła było słychać śmiechy upadłych.
-Czego chcecie?!-Spytałam.
-Twojej śmierci-no tego nie chciałam usłyszeć.
-Co wam zrobiłam?
-Jesteś zagrożeniem-odparł głos, który był coraz bliżej.
-Co?-To były moje ostatnie słowa. Zemdlałam. Ktoś uderzył mnie zimnym przedmiotem. Upadłam po środku mrocznego krolestwa. Upadłam po środku królestwa upadłych aniołów.
Szalona dziewczyna
sobota, 29 listopada 2014
Rozdział czternasty
Chmurne wrota się zamknęły, a my staliśmy po środku mojego pokoju patrząc się na siebie. Jak zwykle panowała cisza.
-Co chcesz wiedzieć?-Spytał Aker po chwili milczenia.
-A jak myślisz? Najlepiej zacznij od początku-odparłam siadając na łóżku.
-Nie jestem aniołem-powiedział i spuścił wzrok-i nigdy nim nie byłem.
-To akurat wiem.
-Rebecka?
Pokiwałam głową.
-Ona zawsze umiała wszystko załatwić-odparł i uśmiechnął się pod nosem.-Nawet zataiła mnie w Aprilfall.
- I już w tym momencie się pogubiłam-odparłam kręcąc głową.
-I tu zaczyna się cała historia. Urodziłem się na ziemi jako zwykły człowiek. Prawie. Rebecka jest moją matką i pół aniołem, czyli w moich żyłach płynie jakiś odsetek anielskich genów, ale to nie wystarczyło bym mógł mieszkać z mamą w Aprilfall-wziął głęboki oddech i zaczął mówić dalej-ale dostałem najlepszego anioła stróża, by mnie chronił, a sam zamieszkałem w domu wujostwa. Nie było za dobrze. Ciągle kłótnie i sprzeczki. Po pewnym czasie przeszło do rękoczynów.-Spuścił głowę i zamilkł na chwilę.
Zamurowało mnie. Aker był bity? W życiu bym się tego nie spodziewała. Ten wspaniały chłopak, którego znałam szesnaście lat miał tak przerąbane dzieciństwo.
Nic nie mówiłam. Nie wiedziałam co. Czekałam aż znowu zacznie mówić.
-Pewnego dnia wujek znowu chciał mnie pobić, ale mój anioł stróż nie pozwolił. Kiedy wujek podniósł już rękę ona się ujawniła.
-Ona?
-Tak. Miała na imię Hope. Uratowała mnie. Kiedy się ujawniła wujka na chwilę zamurowało i mnie zresztą też. Jednak nawet ona nie mogła go powstrzymać. W wujka wstąpiła furia, a Hope zrobiła to czekago nikt się nie spodziewał-w tym momencie przerwał. Było widać, że ta opowieść jest dla niego trudna do opowiadania.-Złapała kuchenny nóż i wbiła go sobie w brzuch.
-Czemu?-Spytałam zdezorientowana.
Spojrzał mi w oczy i chwycił mnie za rękę.
-Jeśli anioł odda za ciebie życie jesteś chroniony do osiemnastego roku życia i nikt nie może cię skrzywdzić. Po tym co się wydarzyło Rebecka ukrywa mnie w Aprilfall, a w akta wpisała, że jestem aniołem. Dała mi też serum, dzięki któremu ludzie mnie nie dostrzegli.
Aker mówił dalej, jednak jego słowa już do mnie nie docierały.
Nagle poczułam silny, pulsujący ból w głowie. Normalność. W domu często mi się to zdarza. Zamknęłam oczy. Ból się nasilał. Zacisnęłam zęby. Z wiekiem można się przyzwyczaić. Chociaż nie. Złapałam się za głowę i przyciągnęła ją do kolan. Spokojnie. To tylko kolejna zapaść.
-Amanda?-Na ramieniu poczułam dłoń Akera.-Wszystko w porządku?
Nie odpowiedziałam. Jego słowa docierały do mnie jak przez mgłe.
-Am?
Powolnymi ruchami wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Aker ruszył za mną.
-Poczekaj-odparłam i wspięłam się na górę do salonu, gdzie zastałam swoich rodziców.
-Znowu-odparłam. Te słowa wystarczyły, aby moi rodzice w mgnieniu oka zerwali się z kanapy i zaczęli się ubierać. Docierały do mnie przytłumione głosy.
-Dzwoń do doktor Preit. Musi wiedzieć.
-Już dzwoniłem. Będzie gotowa.
Moi rodzice zawsze byli lekko przewrażliwieni. Nagle moje powieki powoli opadły, a ja uderzyłam głową o podłogę, czyli już jest niedobrze.
Ocknęłam się dobre dwie godziny po napadzie bólu. Leżałam w wielkiej, białej sali. Pokój 128. To było moje pomieszczenie w Szpitalu Świętej Marianny. Zawsze po zapaści tu trafiałam.
Przed drzwiami do sali zauważyłam rodziców romawiających z doktor Preit. Wysoka, gruba kobieta z lekko siwymi włosami. Prawie zawsze na nosie ma okrągłe okulary. Spojrzała w moją stronę i weszła do sali.
-Witaj Amando. W normalnych okolicznościach spytałabym jak się masz, ale obie wiemy jak się czujesz.
Odwróciłam wzrok w stronę okna i spojrzałam ma drzewa. Miała rację. Czułam się fatalnie.
-Czym spowodowałaś zapaść?-Spytała patrząc na mogą kartę zdrowia.-Ostatnio u nas nie bywałaś.
-Nie wiem-odparłam.
-No cóż-zaczęła dalej patrząc na dokumenty-zatrzymamy cię na krótką obserwację ze względu na twoją chorobę.
Spojrzała na mnie i wyszła z sali.
Nienawidzę tego słowa. Obserwacja. Najgorsze co może spotkać chorą osobę. Zwłaszcza mnie. Po tych badaniach będę mogła usłyszeć, że choroba przestała się posuwać na przód, ale również mogłam się dowiedzieć, że jest coraz gorzej...
Tak jak obiecała doktor Preit, obserwacja potrwała tylko dzień. Kilka prześwietleń, rozmów z innymi lekarzami. Tak jak zwykle. Potem mogłam wrócić do domu. W szpitalu oczywiście nie byłam sama. Cały czas siedzieli przy mnie rodzice, David i Cynthia. W takich miejscach jak szpital nigdy nie jest się samemu.
Zaraz po przekroczeniu progu szpitala rodzice zapakowali moje torby do samochodu. Ja jednak nie chciałam jechać. Wolałam się przejść. Póki jeszcze mogłam.
Droga trochę mi zajęła, jednak ja się nie zmęczyłam. Przed domem zastałam Akera.
-Hej-odparł-co się stało?
-Tylko trochę bolała mnie głowa-odparłam i błagałam, aby więcej nic nie mówił.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu. A łzy coraz bardziej się we mnie zbierały.
-Będzie dobrze.
Po policzku spłynęła mi łza. Takie pocieszenia słyszę już od sześciu lat. Gwałtownie się odwróciłam.
-Nie chrzań! -Wykrzyknęłam.
-Co?-Spytał zdezorientowany.
-Nie chrzań-po policzku spłynęła mi kolejna łza.
Aker położył mi rękę na ramieniu, ale ja ją zrzuciłam.
-Am...
-Przestań-odparłam płacząc.-Nie wiesz jak to jest, gdy każdego dnia umiera cząstka ciebie. Nie wiesz jak to jest słysząc płacz twoich rodziców, którzy chcą pomóc, ale nie mogą. Nie znasz uczucia, gdy wieczorem kładziesz się spać i boisz się, że rano się nie obudzisz.
Już nawet nie panowała nad tym co mówię. Nie widziałam reakcji Akera. Łzy zalały mi całą twarz. W końcu mogłam komuś powiedzieć co czuję.
Aker stał i nic nie mówił, jednak po chwili podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało.
-Na co jesteś chora Am?
Wzięłam głęboki oddech. Muszę mu powiedzieć.
-Mam autoimmunologie. Stąd ten ból głowy. Choroba każdego dnia zabija moje mięśnie.
Aker odsunął się ode mnie.
-Czemu mi nie powiedziałaś?-Spytał kręcąc głową.-I jak chodziłaś do lekarzy, skoro cały czas z tobą byłem jako twój anioł?
Schowałam twarz w dłoniach.
-Pamiętasz kiedy wysyłałam cię do Rebecki? Ona wiedziała, że jestem chora i miała z tobą rozmawiać tak długo, aż nie wrócę od lekarza.
Na ulicy zapanowała cisza. Było słychać tylko szum wiatru. Aker stał i wpatrywał się we mnie. Był smutny, że mu nie powiedziałam, że mu nie zaufałam.
-Przepraszam-dodałam po chwili i weszłam do domu zostawiając Akera samego ma ulicy spowitej w mrok. Nie chciałam go zostawić, ale już się przyzwyczaiłam, że jestem sama. Kiedyś mi to nie pasowało. Teraz? Teraz to jest konieczne, aby nikogo nie skrzywdzić. Zostało mi nie dużo czasu, chociaż nikt nie wie ile. Tej choroby nie da się kontrolować. Mam może dzień? Tydzień? Miesiąc? Rok?
-Am-usłyszałam krzyk mamy z kuchni-zjesz z nami kolację?
-Nie-odkrzyknęłam-położę się już lepiej.
Nie usłyszałam już odpowiedzi, więc poszłam do pokoju i położyłam się spać. Z tym samym uczuciem już od sześciu lat. Byleby się jutro obudzić. To jest mój cel życiowy. To jest to czego zawsze pragnę...
Szalona dziewczyna
--------------------------------------------------------------
Dwie sprawy:
Po 1: Tak, wiem. Rozdział jak zwykle krótki, ale ja nie przepadam za długimi tekstami.Łatwo się pogubić.
Po 2: Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, więc prośba do tych, którzy mnie znają; nie pytajcie się mnie codziennie kiedy nowy rozdział!
sobota, 22 listopada 2014
Prolog do opowiadania ,,Emma''
Wiem, że jesteście ciekawi co z Akerem, ale mam dla was bardzo króciutki początek nowego opowiadania. Mam nadzieję, że się spodoba.
,,Bo życie to wielki, śmierdzący bajzel...I w tym jest piękno"
,,Ważne, by umieć go posprzątać''
Większość ludzi narzeka na swoje życie. Zawsze im czegoś brakuje. Nigdy nie są zadowoleni z tego co dostają od życia. Co ja dostałam od losu? Nic. Czasem życie coś ci odbiera i nie możesz się z tym pogodzić. Ja musiałam.
Opowiem wam kawałek historii mojego życia. Życia, które naprawdę dało w kość. Nie jest to opowieść o miłości bez końca.Jest to historia o ludziach, którzy musieli walczyć o przetrwanie.
I o to, aby nie stać się kimś innym i uciec, ponieważ zasady są proste.
Bądź sobą i ucieknij albo giń...
Nazywam się Emma Cozgrov. Mieszkam w Erplyn. Kraina najbezpieczniejsza po ataku Czarnych Opiekunów. Po ich wojnie kilka stuleci temu świat został podzielony na kilka części. Erplyn, Dastrol i Tympen.
W Tympen żyją ludzi z szarymi oczami. Symbol władzy nad wiatrem.Oni nam nie zagrażają. Natomiast w Dastrol żyją ludzie o niebieskich oczach. Najniebezpieczniejsi dla nas.
Każdy ród ma Radę. Moja rodzina od stuleci jest w tajnym stowarzyszeniu, które zajmuje się takimi osobami jak ja i je chroni.
Na świecie są ludzie, którzy mają zielone oczy. Ja właśnie je mam i posiadam niezwykły dar, a raczej przekleństwo. Z każdego komu spojrzę w oczy zbyt długo, pozostaje nic. Tak, więc muszę się pilnować, jednak to nie zawsze wystarcza...
Ludzie tacy jak ja żyją na ziemi od wieków i twierdzą, że to co potrafimy robić to cud. Ja tak nie uważam.
Czasami nasz dar jest przydatny. Można w łatwy sposób się kogoś pozbyć, na przykład ludzi, którzy chcą naszej śmierci. Wtedy się przydaje.
Jednak ja nie umiem kontrolować swojego ,,daru". Już nie raz się o tym przekonałam. Raz, gdy spojrzę komuś w oczy pozostaje z niego proch. Innym razem kamień, a jeszcze innym mogę go odrzucić kilka metrów do góry.
Ten dar to również przekleństwo. Każdy kto nie opanuje daru do osiemnastego roku życia...znika. Rada się go pozbywa, jeśli wcześniej nie zginiesz w naszych wspaniałych zabawach.
Co roku zostają organizowane gry wojenne. Walka jest prosta. Albo wygrasz, albo zginiesz. Cała akcja toczy się pod ziemią w tunelach. Pozostałości po ataku Czarnych Opiekunów.
Do gry możesz zostać powołany w każdym czasie i w każdym wieku. Żadnych ograniczeń. Moja siostra już brała w nich udział. Zginęła pięć lat temu. W jaki sposób? Tego nie wie nikt. Podczas tamtych gier wojennych z podziemnych tuneli nie wyszedł nikt. Co tam czeka? Wszystko. Wszystko to, czego się boisz.
Tak, więc moje życie to ciągła ostrożność, stach przed zrobieniem krzywdy innym i powołaniem do gry wojennej. Moja historia wcale nie jest taka ciekawa jak mogłoby się wydawać. Jest smutna, dlatego lepiej jej nie czytajcie. Skończcie już teraz nim będzie za późno i nie będziecie już tymi samymi ludźmi. Jeśli ja miałabym taki wybór nie ciągnęłabym tego dalej, ale ja nie miałam tyle szczęścia co wy....I tego żałuję. Po tej historii już nigdy nie byłam tą samą osobą.
Nazywam się Emma Cozgrov i mam zielone oczy.
Zielone oczy, które zabijają.
Które zabiją także mnie...
Nazywam się Emma Cozgrov, a to moja historia...
Szalona dziewczyna
___________________________________
Serdecznie dziękuję wszystkim za komentarze. Zwłaszcza te z uwagami. Te są zawsze najważniejsze. Człowiek uczy się na błędach.
A wy jako moi czytelnicy jesteście wspaniali.
Cieszę się, że tyle osób mnie czyta. Nie spodziewałam się tego.
,,Bo życie to wielki, śmierdzący bajzel...I w tym jest piękno"
,,Ważne, by umieć go posprzątać''
Większość ludzi narzeka na swoje życie. Zawsze im czegoś brakuje. Nigdy nie są zadowoleni z tego co dostają od życia. Co ja dostałam od losu? Nic. Czasem życie coś ci odbiera i nie możesz się z tym pogodzić. Ja musiałam.
Opowiem wam kawałek historii mojego życia. Życia, które naprawdę dało w kość. Nie jest to opowieść o miłości bez końca.Jest to historia o ludziach, którzy musieli walczyć o przetrwanie.
I o to, aby nie stać się kimś innym i uciec, ponieważ zasady są proste.
Bądź sobą i ucieknij albo giń...
Nazywam się Emma Cozgrov. Mieszkam w Erplyn. Kraina najbezpieczniejsza po ataku Czarnych Opiekunów. Po ich wojnie kilka stuleci temu świat został podzielony na kilka części. Erplyn, Dastrol i Tympen.
W Tympen żyją ludzi z szarymi oczami. Symbol władzy nad wiatrem.Oni nam nie zagrażają. Natomiast w Dastrol żyją ludzie o niebieskich oczach. Najniebezpieczniejsi dla nas.
Każdy ród ma Radę. Moja rodzina od stuleci jest w tajnym stowarzyszeniu, które zajmuje się takimi osobami jak ja i je chroni.
Na świecie są ludzie, którzy mają zielone oczy. Ja właśnie je mam i posiadam niezwykły dar, a raczej przekleństwo. Z każdego komu spojrzę w oczy zbyt długo, pozostaje nic. Tak, więc muszę się pilnować, jednak to nie zawsze wystarcza...
Ludzie tacy jak ja żyją na ziemi od wieków i twierdzą, że to co potrafimy robić to cud. Ja tak nie uważam.
Czasami nasz dar jest przydatny. Można w łatwy sposób się kogoś pozbyć, na przykład ludzi, którzy chcą naszej śmierci. Wtedy się przydaje.
Jednak ja nie umiem kontrolować swojego ,,daru". Już nie raz się o tym przekonałam. Raz, gdy spojrzę komuś w oczy pozostaje z niego proch. Innym razem kamień, a jeszcze innym mogę go odrzucić kilka metrów do góry.
Ten dar to również przekleństwo. Każdy kto nie opanuje daru do osiemnastego roku życia...znika. Rada się go pozbywa, jeśli wcześniej nie zginiesz w naszych wspaniałych zabawach.
Co roku zostają organizowane gry wojenne. Walka jest prosta. Albo wygrasz, albo zginiesz. Cała akcja toczy się pod ziemią w tunelach. Pozostałości po ataku Czarnych Opiekunów.
Do gry możesz zostać powołany w każdym czasie i w każdym wieku. Żadnych ograniczeń. Moja siostra już brała w nich udział. Zginęła pięć lat temu. W jaki sposób? Tego nie wie nikt. Podczas tamtych gier wojennych z podziemnych tuneli nie wyszedł nikt. Co tam czeka? Wszystko. Wszystko to, czego się boisz.
Tak, więc moje życie to ciągła ostrożność, stach przed zrobieniem krzywdy innym i powołaniem do gry wojennej. Moja historia wcale nie jest taka ciekawa jak mogłoby się wydawać. Jest smutna, dlatego lepiej jej nie czytajcie. Skończcie już teraz nim będzie za późno i nie będziecie już tymi samymi ludźmi. Jeśli ja miałabym taki wybór nie ciągnęłabym tego dalej, ale ja nie miałam tyle szczęścia co wy....I tego żałuję. Po tej historii już nigdy nie byłam tą samą osobą.
Nazywam się Emma Cozgrov i mam zielone oczy.
Zielone oczy, które zabijają.
Które zabiją także mnie...
Nazywam się Emma Cozgrov, a to moja historia...
Szalona dziewczyna
___________________________________
Serdecznie dziękuję wszystkim za komentarze. Zwłaszcza te z uwagami. Te są zawsze najważniejsze. Człowiek uczy się na błędach.
A wy jako moi czytelnicy jesteście wspaniali.
Cieszę się, że tyle osób mnie czyta. Nie spodziewałam się tego.
poniedziałek, 17 listopada 2014
Rozdział trzynasty
Obudziłam się około siódmej. Wczorajszy dzień strasznie szybko mi minął, nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Na biurku dostrzegłam kartkę papieru zwiniętą w rulon. Plan Rebecki. Zwlekłam się z łóżka i zaczęłam studiować strategię odbicia Akera. Plan wydawał się dość prosty. Cała akcja miała się odbyć dziś wieczorem o dwudziestej. To była ostatnia szansa. Później już nie będzie możliwości. Odłożyłam kartkę papieru na biurko i się ubrałam. To co zwykle. Dyskretnie wyjrzałam zza drzwi. Z salonu dobiegł dźwięk telewizora, czyli rodzice już nie spali. Po cichu zamknęłam drzwi i zaczęłam się wspinać po schodach na górę. Wyjrzałam zza rogu. Rodzice siedzieli na kanapie. Jeśli będę cicho uda mi się przejść za nimi i mnie nie zauważą.
-Witaj Amando-powiedziała mama powracając się do mnie. Jednak nie umiem się skradać.
-Hej-odparłam-coś zjem i zaraz wychodzę.
Mama westchnąła. Czyżby się o mnie martwiła?
-Spędzasz z nami tak mało czasu-powiedział tata obejmując mamę ramieniem.
-Co?-spytałam zdziwiona. Nigdy im to nie przeszkadzało. Zawsze żyliśmy oddzielnie. Każdy w swoim świecie. I to mi odpowiadało. Zero zbędnej gadki każdego dnia.
-Unikasz nas-odparła mama.
-To wy unikacie mnie-powiedziałam spokojnie-zawsze to robiliście.
-Amando wiesz, że cię kochamy.
-Coś wam to słabo idzie-parsknęłam-zawsze faworyzowaliście Cristal. Zawsze musiałam być dokładnie taka jak ona. Nigdy nie byłam dość dobra. Nawet, gdy miała tą cholerą średnią powyżej pięć-jak mamy rozmawiać, to porozmawiajmy.
-Nigdy nie faworyzowaliśmy Cristal. Dlaczego taka się stałaś?-Spytał tata.
-Co?
-Dlatego już z tylu szkół musieli cię wydalić? W tej też jesteś już na granicy. Cztery nagany i sześć rozmów z dyrektorem w ciągu pół roku.
Zaniemówiłam. Skąd wiedzą? Dyrektor do nich miał nie dzwonić, bo za każdym razem obiecywałam poprawę. Widać zrozumiał, że to prawdopodobnie nie nastąpi, ale ja na prawdę chcę się zmienić. Chciałam.
-I co, znowu powiesz, że Cristal jest doskonała?-Spytałam powoli oddalając się do drzwi.
-Amando...
-Tak myślałam.
Odwróciłam się w stronę drzwi, wyszłam na ulicę i ruszyłam przed siebie. Mieli rację. Zmieniłam się, bo wiecznie nie byłam tą dobrą. Zawsze gorsza od Cristal. Więc się zmieniłam. Jak mam być ta gorsza, to niech będzie tak naprawdę. I po tym zaczęły się wszystkie problemy. Wydalenie z kilku szkół za kilka niegroźnych bójek, nagany, wagary i odcięcie się od rodziców. Żadnych rozmów i spotkań w gronie rodziny. Od tamtego czasu oni i ja żyjemy w innych światach. Nie obchodzi mnie to. Teraz skupiłam się na planie Rebecki. Według niej wszystko miało wypalić i Aker miał zostać uratowany. Mniejmy taką nadzieję. Inaczej ani ja, ani Rebecka, ani nikt inny już nigdy nie zobaczy Akera. Przyspieszyłam kroku. Nagle się zatrzymałam. Przecież nie mam dokąd iść.
-Wróć do domu-odparł Tim.
Ten to zawsze taki mądry. Nie odpowiedziałam, ponieważ przechodziła obok mnie jakaś starsza pani. W ogóle nie chciałam odpowiadać. Nie lubiłam za dużo gadać z Timem.
Ruszyłam przed siebie. Po mieście błąkałam się jakieś trzy godziny. Byłam nawet w bibliotece, co zazwyczaj się nie zdaża. Wkrótce wróciłam do domu. Nie zastałam nikogo. Rodzice pewnie pojechali do babci. Szybko zeszłam do swojego pokoju i znowu zaczęłam studiować plan Rebecki. Wszystko musiało być doskonale...
Nadeszła dwudziesta. Zgodnie z planem tym razem do Aprilfall zabrała mnie Rebecka. I znowu marne lądowanie.
-Wiesz co robić?-Spytała Rebecka.
Kiwnęłam głową. Ruszyłyśmy w przeciwne strony. Aker był trzymany w podziemnych pokojach więziennych. Prosta sprawa, żeby się tam dostać, ale może kiedy indziej je zwiedzę. Uśmiechnięłam się pod nosem.
-Tim-powiedziałam i czekałam, aż się pojawi.
-Hej-odparł.
-Zabierzesz mnie do Krampel?
Na chwilę zapanowała cisza.
-Jesteś pewna, że chcesz?-Spytał.
Wzięłam głęboki oddech. Nie chciałam się tam znaleźć, ale muszę.
Kiwnęłam głową i już po chwili otaczała mnie ciemność. Krampel. Królestwo upadłych aniołów, tych które sprzeciwiły się niebieskim zasadom, uciekły z Aprilfall i były złe do szpiku kości. Dookoła nikogo nie było. Gdzieniegdzie mogłam dostrzec fioletowe prześwity. Wzięłam głęboki oddech i powoli ruszyłam przed siebie. Jeszcze jeden głęboki wdech. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej.
Poczułam zimny powiew. Zatrzymałam się i nasłuchiawałam.
-Co my tu mamy?-usłyszałam gdzieś w oddali głos.
Dam radę.
-Przysyła mnie Glidia z Aprilfall-odparła lekko drzącym głosem.
Nagle gdzieś bliżej usłyszałam śmiech.
-Czego tu szukasz?
Głęboki wdech. I kolejny.
Musi się udać.
-Glidia wypowiada wam wojnę. Chce się was pozbyć. Sądzi, że jej zagrażacie.
Kolejny powiew wiatru. Serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Zamknęłam oczy. W Krampel było to czego bałam się najbardziej. Ciemność. Tego bałam się od zawsze. Choć nie bałam się konkretnie jej, tylko tego co kryje. Teraz było tak samo. Gdzieś w tym mroku ukrywały się upadłe anioły, które w każdej chwili mogą od tak mnie zabić.
-Powiadasz, że Glidia wypowiada nam wojnę?-usłyszałam głos tuż przy swoim uchu. Zrobiłam kilka kroków do przodu.
To musi podziałać.
-Będzie tu za kilka minut, chyba że zaatakujecie wcześniej.
-Wcześniej powiadasz?
Przełknęłam ślinę.
-Tak jak wy nie lubię Glidii. Atakujcie wcześniej, a wygracie i staniecie się najpotężniejszymi aniołami.
Głos zniknął, tak samo jak powiew wiatru. Pewności czy to zadziałało nie ma, ale jest jakaś szansa.
-Tim-wykrzyknęłam-do Aprilfall.
Plan był dość prosty. Iść do Krampel i namówić upadłe anioły do wojny z Glidią . Wraz z Rebecką potrzebujemy trochę czasu i zamieszania by uwolnić Akera. Tak, więc upadłe anioły zaatakują Aprilfall , ale za żadne skarby nie dostaną się do środka. Od pewnego czasu wokół całego królestwa aniołów jest bariera, której nie może przekroczyć żadne tak bardzo złe stworzenie jak upadłe anioły. Tym sposobem wszyscy zajmą się ich odpędzaniem, a my zyskamy czas na uratowanie Akera. Plan doskonały. Tylko, czy upadłe anioły dały się na to nabrać?
Ruszyłam za Rebecką w stronę pokoji więziennych, ale nie mogłyśmy się za bardzo zbliżać. Musiałyśmy czekać na atak. Na jakiś sygnał... I nie myliłyśmy się. Już po chwili w całym Aprilfall rozległ się dźwięk wzywający wszystkie anioły do obrony. W mgnieniu oka zapanował chaos. Wszyscy biegali w różne strony, więc i my zaczęłyśmy to robić. Szybko udało nam się wedrzeć do pokoi więziennych. Teraz tylko trzeba odnaleźć Akera. Zaglądałyśmy do każdej celi osobno, ale nigdzie go nie było. Nagle wpadłam na pomysł. Dość ryzykowny.
-Aker-wykrzyknęłam tak głośno, aby każdy mógł mnie usłyszeć.
Nie zawiodłam się. Już po chwili usłyszałam jego głos.
-Szósta cela od końca.
Wraz z Rebecką szybko do niego podbiegłyśmy i otworzyłyśmy wielkie, masywne drzwi.
-Aker-wyszeptałam, gdy go zobaczyłam.
-Rebecka co ty tu robisz?-Spytał zdziwiony. Mnie to się oczywiście spodziewał.
-Nie ma czasu musisz uciekać. Wiesz co będzie jeśli teraz cię złapią. Ukryjesz się przez pewien czas u Amandy.
-Dobrze, ale...
-Nie ma czasu. Ta cała akcja za chwilę, się skończy. Serio chcesz teraz rozmawiać o szczegółach?-Spytała coraz bardziej zdenerwowana Rebecka.-Otwórz chmurne wrota i uciekajcie.
Aker spojrzał na nią pytająco.
-Wiesz, że nie umiem tego zrobić. Tylko anioł może to zrobić, a ja nie jestem nim nawet w połowie, jak ty.
Rebecka szybko się odwróciła i wyczarowała chmurne wrota. I tym razem lądowanie mi nie wyszło, ale mniejsza z tym. Aker był wolny. Aker będzie żył. Wkońcu wszystko wróci do normy, chociaż niekoniecznie. Aker nie jest aniołem i nigdy nim nie był. Coś mi się wydaje, że tej nocy też nie będę mogła spać. Mamy z Akerem dużo do wyjaśnienia.
Szalona dziewczyna
-Witaj Amando-powiedziała mama powracając się do mnie. Jednak nie umiem się skradać.
-Hej-odparłam-coś zjem i zaraz wychodzę.
Mama westchnąła. Czyżby się o mnie martwiła?
-Spędzasz z nami tak mało czasu-powiedział tata obejmując mamę ramieniem.
-Co?-spytałam zdziwiona. Nigdy im to nie przeszkadzało. Zawsze żyliśmy oddzielnie. Każdy w swoim świecie. I to mi odpowiadało. Zero zbędnej gadki każdego dnia.
-Unikasz nas-odparła mama.
-To wy unikacie mnie-powiedziałam spokojnie-zawsze to robiliście.
-Amando wiesz, że cię kochamy.
-Coś wam to słabo idzie-parsknęłam-zawsze faworyzowaliście Cristal. Zawsze musiałam być dokładnie taka jak ona. Nigdy nie byłam dość dobra. Nawet, gdy miała tą cholerą średnią powyżej pięć-jak mamy rozmawiać, to porozmawiajmy.
-Nigdy nie faworyzowaliśmy Cristal. Dlaczego taka się stałaś?-Spytał tata.
-Co?
-Dlatego już z tylu szkół musieli cię wydalić? W tej też jesteś już na granicy. Cztery nagany i sześć rozmów z dyrektorem w ciągu pół roku.
Zaniemówiłam. Skąd wiedzą? Dyrektor do nich miał nie dzwonić, bo za każdym razem obiecywałam poprawę. Widać zrozumiał, że to prawdopodobnie nie nastąpi, ale ja na prawdę chcę się zmienić. Chciałam.
-I co, znowu powiesz, że Cristal jest doskonała?-Spytałam powoli oddalając się do drzwi.
-Amando...
-Tak myślałam.
Odwróciłam się w stronę drzwi, wyszłam na ulicę i ruszyłam przed siebie. Mieli rację. Zmieniłam się, bo wiecznie nie byłam tą dobrą. Zawsze gorsza od Cristal. Więc się zmieniłam. Jak mam być ta gorsza, to niech będzie tak naprawdę. I po tym zaczęły się wszystkie problemy. Wydalenie z kilku szkół za kilka niegroźnych bójek, nagany, wagary i odcięcie się od rodziców. Żadnych rozmów i spotkań w gronie rodziny. Od tamtego czasu oni i ja żyjemy w innych światach. Nie obchodzi mnie to. Teraz skupiłam się na planie Rebecki. Według niej wszystko miało wypalić i Aker miał zostać uratowany. Mniejmy taką nadzieję. Inaczej ani ja, ani Rebecka, ani nikt inny już nigdy nie zobaczy Akera. Przyspieszyłam kroku. Nagle się zatrzymałam. Przecież nie mam dokąd iść.
-Wróć do domu-odparł Tim.
Ten to zawsze taki mądry. Nie odpowiedziałam, ponieważ przechodziła obok mnie jakaś starsza pani. W ogóle nie chciałam odpowiadać. Nie lubiłam za dużo gadać z Timem.
Ruszyłam przed siebie. Po mieście błąkałam się jakieś trzy godziny. Byłam nawet w bibliotece, co zazwyczaj się nie zdaża. Wkrótce wróciłam do domu. Nie zastałam nikogo. Rodzice pewnie pojechali do babci. Szybko zeszłam do swojego pokoju i znowu zaczęłam studiować plan Rebecki. Wszystko musiało być doskonale...
Nadeszła dwudziesta. Zgodnie z planem tym razem do Aprilfall zabrała mnie Rebecka. I znowu marne lądowanie.
-Wiesz co robić?-Spytała Rebecka.
Kiwnęłam głową. Ruszyłyśmy w przeciwne strony. Aker był trzymany w podziemnych pokojach więziennych. Prosta sprawa, żeby się tam dostać, ale może kiedy indziej je zwiedzę. Uśmiechnięłam się pod nosem.
-Tim-powiedziałam i czekałam, aż się pojawi.
-Hej-odparł.
-Zabierzesz mnie do Krampel?
Na chwilę zapanowała cisza.
-Jesteś pewna, że chcesz?-Spytał.
Wzięłam głęboki oddech. Nie chciałam się tam znaleźć, ale muszę.
Kiwnęłam głową i już po chwili otaczała mnie ciemność. Krampel. Królestwo upadłych aniołów, tych które sprzeciwiły się niebieskim zasadom, uciekły z Aprilfall i były złe do szpiku kości. Dookoła nikogo nie było. Gdzieniegdzie mogłam dostrzec fioletowe prześwity. Wzięłam głęboki oddech i powoli ruszyłam przed siebie. Jeszcze jeden głęboki wdech. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej.
Poczułam zimny powiew. Zatrzymałam się i nasłuchiawałam.
-Co my tu mamy?-usłyszałam gdzieś w oddali głos.
Dam radę.
-Przysyła mnie Glidia z Aprilfall-odparła lekko drzącym głosem.
Nagle gdzieś bliżej usłyszałam śmiech.
-Czego tu szukasz?
Głęboki wdech. I kolejny.
Musi się udać.
-Glidia wypowiada wam wojnę. Chce się was pozbyć. Sądzi, że jej zagrażacie.
Kolejny powiew wiatru. Serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Zamknęłam oczy. W Krampel było to czego bałam się najbardziej. Ciemność. Tego bałam się od zawsze. Choć nie bałam się konkretnie jej, tylko tego co kryje. Teraz było tak samo. Gdzieś w tym mroku ukrywały się upadłe anioły, które w każdej chwili mogą od tak mnie zabić.
-Powiadasz, że Glidia wypowiada nam wojnę?-usłyszałam głos tuż przy swoim uchu. Zrobiłam kilka kroków do przodu.
To musi podziałać.
-Będzie tu za kilka minut, chyba że zaatakujecie wcześniej.
-Wcześniej powiadasz?
Przełknęłam ślinę.
-Tak jak wy nie lubię Glidii. Atakujcie wcześniej, a wygracie i staniecie się najpotężniejszymi aniołami.
Głos zniknął, tak samo jak powiew wiatru. Pewności czy to zadziałało nie ma, ale jest jakaś szansa.
-Tim-wykrzyknęłam-do Aprilfall.
Plan był dość prosty. Iść do Krampel i namówić upadłe anioły do wojny z Glidią . Wraz z Rebecką potrzebujemy trochę czasu i zamieszania by uwolnić Akera. Tak, więc upadłe anioły zaatakują Aprilfall , ale za żadne skarby nie dostaną się do środka. Od pewnego czasu wokół całego królestwa aniołów jest bariera, której nie może przekroczyć żadne tak bardzo złe stworzenie jak upadłe anioły. Tym sposobem wszyscy zajmą się ich odpędzaniem, a my zyskamy czas na uratowanie Akera. Plan doskonały. Tylko, czy upadłe anioły dały się na to nabrać?
Ruszyłam za Rebecką w stronę pokoji więziennych, ale nie mogłyśmy się za bardzo zbliżać. Musiałyśmy czekać na atak. Na jakiś sygnał... I nie myliłyśmy się. Już po chwili w całym Aprilfall rozległ się dźwięk wzywający wszystkie anioły do obrony. W mgnieniu oka zapanował chaos. Wszyscy biegali w różne strony, więc i my zaczęłyśmy to robić. Szybko udało nam się wedrzeć do pokoi więziennych. Teraz tylko trzeba odnaleźć Akera. Zaglądałyśmy do każdej celi osobno, ale nigdzie go nie było. Nagle wpadłam na pomysł. Dość ryzykowny.
-Aker-wykrzyknęłam tak głośno, aby każdy mógł mnie usłyszeć.
Nie zawiodłam się. Już po chwili usłyszałam jego głos.
-Szósta cela od końca.
Wraz z Rebecką szybko do niego podbiegłyśmy i otworzyłyśmy wielkie, masywne drzwi.
-Aker-wyszeptałam, gdy go zobaczyłam.
-Rebecka co ty tu robisz?-Spytał zdziwiony. Mnie to się oczywiście spodziewał.
-Nie ma czasu musisz uciekać. Wiesz co będzie jeśli teraz cię złapią. Ukryjesz się przez pewien czas u Amandy.
-Dobrze, ale...
-Nie ma czasu. Ta cała akcja za chwilę, się skończy. Serio chcesz teraz rozmawiać o szczegółach?-Spytała coraz bardziej zdenerwowana Rebecka.-Otwórz chmurne wrota i uciekajcie.
Aker spojrzał na nią pytająco.
-Wiesz, że nie umiem tego zrobić. Tylko anioł może to zrobić, a ja nie jestem nim nawet w połowie, jak ty.
Rebecka szybko się odwróciła i wyczarowała chmurne wrota. I tym razem lądowanie mi nie wyszło, ale mniejsza z tym. Aker był wolny. Aker będzie żył. Wkońcu wszystko wróci do normy, chociaż niekoniecznie. Aker nie jest aniołem i nigdy nim nie był. Coś mi się wydaje, że tej nocy też nie będę mogła spać. Mamy z Akerem dużo do wyjaśnienia.
Szalona dziewczyna
piątek, 7 listopada 2014
Rozdział dwunasty
Ten rozdział dedykuję mojej przyjaciółce, która ma dziś urodziny.
Sto lat Marcysiu <3
Rozdział dwunasty
O szóstej obudził mnie dźwięk budzika. Wczoraj zapomniałam go wyłączyć, bo dziś nie był mi potrzebny. W końcu jest sobota.
Chętnie bym pospała dłużej, ale musiałam odwiedzić Rebecke. Dziś w końcu poznam odpowiedzi na wszystkie pytania związane z moim aniołem stróżem, który nie jest aniołem. Paranoja.
Powolnymi ruchami zwlekłam się z łóżka i podeszłam do szafy, z której wyjęłam czarne spodnie i czerwoną bluzkę. Może być. Uczesałam włosy i dyskretnie wyjrzałam zza drzwi. Brak rodziców. Szybko weszłam na górę i popędziłam do kuchni. Od wczoraj nic nie jadłam. Wyjęłam z lodówki masło orzechowe, posmarowałam nim kromki chleba i usiadłam przy kuchennym stole.
Nagle moje zadowolenie znikło. Muszę przecież przygotować projekt z biologii z Brajanem. Spojrzałam na zegarek. Szósta trzydzieści. Gdybym już teraz poszłam do Aprilfall zdążyłabym porozmawiać z Rebecką. Pokręciłam głową. Nie. Na to potrzeba więcej czasu. Znowu popatrzyłam na zegarek wiszący na ścianie. O której w ogóle miałam się z nim spotkać?
Chyba o dziesiątej. Wzruszyłam ramionami. Chyba. Powoli skończyłam swoje śniadanie i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i nagle usłyszałam głos.
-Tak.
Podniosłam głowę, by zobaczyć co się dzieje. Na krześle przy moim biurku siedział Tim.
Szerzej otworzyłam oczy.
-Z Brajanem masz spotkać się o dziesiątej.
-Skąd wiesz?-Spytałam. Przecież kiedy rozmawiałam z Brajanem nigdzie w pobliżu nie widziałam Tima.
-Jestem twoim aniołem stróżem.
A to nowość. Opuściłam głowę na poduszkę. Przez najbliższe godziny nie mam co robić, więc w krótkim czasie zasnęłam.
Obudziłam się kilka minut po dziewiątej. Wyciągnęłam torbę spod biurka i spakowałam zeszyt, długopis i słuchawki.
Na miejscu byłam kilka minut przed umówioną godziną. Przed budynkiem nikogo nie było, więc postanowiłam wejść do środka. Otwierając drzwi uderzyła mnie masa ciepłego powietrza. Poprawiłam torbę na ramieniu i dokładnie się rozejrzałam. W bibliotece nie było dużo ludzi. Kilka pojedynczych osób siedziało przy stolikach, inne poszukiwały książek pomiędzy regałami, ale nigdzie nie było Brajana. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Dziesiątą. Weszłam w głąb biblioteki i znalazłam wolny stolik, przy którym usiadłam. Nie lubiłam tu przychodzić. Cisza, która tu panowała zawsze mnie przerażała.
Minęło piętnaście minut, a Brajana nadal nie było. W bibliotece zostałam już tylko ja i bibliotekarka.
Złapałam swoją torbę i wyszłam z budynku. Nie mam zamiaru na niego tyle czekać. Jeszcze raz rozejrzałam się dookoła i ruszyłam do domu.
Gdy tylko byłam już w swoim pokoju poprosiłam Tima, by zabrał mnie do Aprilfall. Tym razem lądowanie trochę mi nie wyszło. No cóż. Mówi się trudno. Szybkim krokiem ruszyłam na spotkanie z Rebecką. Zatrzymałam się przed jej gabinetem i zapukałam. Gdy usłyszałam jej głos weszłam do środka.
-Hej-odparłam, gdy tylko zobaczyłam ją za biurkiem.
-Witaj-jak zwykle przywitała mnie uśmiechem.
-Sądzę, że musimy porozmawiać-powiedziałam siadając na krześle przed nią. -Nie jesteś aniołem, prawda?
Rebecka potrząsnęła głową.
-Jestem aniołem tylko w połowie. Zupełnie inaczej niż Glidia. Ona jest stuprocentowym aniołem.
Dobra. To już jest jasne. Dalej.
-Glidia wie, że Aker jest twoim synem?
-Nie. Gdyby się dowiedziała kazałaby stracić Akera jako człowieka-powiedziała i spuściła wzrok.
-Anioły przecież nie mogą wydać na stracenie człowieka-powiedziałam.
-My nie, ale upadłe anioły tak.
-Hahahahha-zaczęłam się śmiać-przecież upadłe anioły to mit. Historia do straszenia ludzi.
Rebecka spojrzała na mnie. W pomieszczeniu zapanowała cisza.
Odezwała się dopiero po kilku minutach.
-Aker ci o tym mówił.
Pokiwałam głową. Aker często opowiadał mi różnorodne historię związane z Aprilfall.
-Czyli to prawda? Upadłe anioły mogą sądzić ludzi?
-Tak, dlatego musimy uratować Akera przed jego egzekucją. Jeśli dowiedzą się, że jest człowiekiem...Wtedy nie będzie już ratunku. Upadli się nim zajmą.A my nie mamy wstępu do ich królestwa.
Na chwilę powietrze przestało napływać do moich płuc. Zostało nam naprawdę nie wiele czasu.
-Jaki mamy plan?-Spytałam nie odrywając wzroku od Rebecki. Dopiero teraz zorientowałam się, że jej oczy pełne są łez.
-Musisz dać mi trochę więcej czasu-powiedziała składając ręce-przyjdę dziś do ciebie.
-Dobrze-odparłam wstając z krzesła-muszę już iść.
Pożegnałam się z Rebecką i ruszyłam w stronę chmurnych wrót. Co kilka kroków obracałam głowę do tylu. Już dawno nie spotkałam Glidii i to mnie lekko nie pokoiło. Zawsze, gdy tu byłam ona mnie obserwowała. Czyżby teraz to się zmieniło? Niespokojnym krokiem dotarłam do chmurnych wrót przy których stał Tim.
-Możemy wracać.
Kiwnął głową i znowu byłam w swoim pokoju. Zdążyłam tylko otrzepać spodnie i nagle usłyszałam głos mojej mamy dobiegający z góry.
-Amanda! Kolega przyszedł.
Zmarszczyłam brwi. Kolega? David? Nie. On by od razu zszedł na dół.
Niechętnie ruszyłam po schodach na górę. W przedpokoju czekała na mnie mama i...Brajan.
-Hej-odparł, gdy tylko mnie zobaczył.
-Hej. Co ty tu robisz?-Spytałam i oboje wyszliśmy na zewnątrz.
-Przepraszam, że dziś nie spotkaliśmy się w bibliotece. Nie mogłem-odparł i spuścił wzrok.
Na początku byłam na niego wściekła, ale przecież ją również wiele razy wystawiałam masę ludzi.
-Nic się nie stało.
Zawiał silny wiatr i kilka liści wplątało mi się we włosy.
-Zrób połowę i wyslij mi, a ja to dokończę.
-Dobra-odparłam i wróciłam do domu. Szybko zbiegłam po schodach do mojego pokoju. Gdy tylko otworzyłam drzwi przy biurku dostrzegłam Rebeckę.
-Masz plan?-Spytałam od razu.
-Tak-odparła i podała mi zwiniętą kartkę papieru.-Nie mogę zostać dłużej. Glidia będzie mnie szukać.
Pokiwałam głową i Rebecka znikła zostawiając mnie z jej planem.
Usiadłam na łóżku i pierwszy raz od kilku dni zaczęłam się zastanawiać, czy jest w o ogóle jakiś sens ratowania Akera. To wszystko było straszne. Wszystko co wiedziałam na temat aniołów i Aprilfall było nie prawdą.
Wszystko jest czymś innym niż się wydaje...
Trzeba uważać komu się ufa...
Szalona dziewczyna
Sto lat Marcysiu <3
Rozdział dwunasty
O szóstej obudził mnie dźwięk budzika. Wczoraj zapomniałam go wyłączyć, bo dziś nie był mi potrzebny. W końcu jest sobota.
Chętnie bym pospała dłużej, ale musiałam odwiedzić Rebecke. Dziś w końcu poznam odpowiedzi na wszystkie pytania związane z moim aniołem stróżem, który nie jest aniołem. Paranoja.
Powolnymi ruchami zwlekłam się z łóżka i podeszłam do szafy, z której wyjęłam czarne spodnie i czerwoną bluzkę. Może być. Uczesałam włosy i dyskretnie wyjrzałam zza drzwi. Brak rodziców. Szybko weszłam na górę i popędziłam do kuchni. Od wczoraj nic nie jadłam. Wyjęłam z lodówki masło orzechowe, posmarowałam nim kromki chleba i usiadłam przy kuchennym stole.
Nagle moje zadowolenie znikło. Muszę przecież przygotować projekt z biologii z Brajanem. Spojrzałam na zegarek. Szósta trzydzieści. Gdybym już teraz poszłam do Aprilfall zdążyłabym porozmawiać z Rebecką. Pokręciłam głową. Nie. Na to potrzeba więcej czasu. Znowu popatrzyłam na zegarek wiszący na ścianie. O której w ogóle miałam się z nim spotkać?
Chyba o dziesiątej. Wzruszyłam ramionami. Chyba. Powoli skończyłam swoje śniadanie i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i nagle usłyszałam głos.
-Tak.
Podniosłam głowę, by zobaczyć co się dzieje. Na krześle przy moim biurku siedział Tim.
Szerzej otworzyłam oczy.
-Z Brajanem masz spotkać się o dziesiątej.
-Skąd wiesz?-Spytałam. Przecież kiedy rozmawiałam z Brajanem nigdzie w pobliżu nie widziałam Tima.
-Jestem twoim aniołem stróżem.
A to nowość. Opuściłam głowę na poduszkę. Przez najbliższe godziny nie mam co robić, więc w krótkim czasie zasnęłam.
Obudziłam się kilka minut po dziewiątej. Wyciągnęłam torbę spod biurka i spakowałam zeszyt, długopis i słuchawki.
Na miejscu byłam kilka minut przed umówioną godziną. Przed budynkiem nikogo nie było, więc postanowiłam wejść do środka. Otwierając drzwi uderzyła mnie masa ciepłego powietrza. Poprawiłam torbę na ramieniu i dokładnie się rozejrzałam. W bibliotece nie było dużo ludzi. Kilka pojedynczych osób siedziało przy stolikach, inne poszukiwały książek pomiędzy regałami, ale nigdzie nie było Brajana. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Dziesiątą. Weszłam w głąb biblioteki i znalazłam wolny stolik, przy którym usiadłam. Nie lubiłam tu przychodzić. Cisza, która tu panowała zawsze mnie przerażała.
Minęło piętnaście minut, a Brajana nadal nie było. W bibliotece zostałam już tylko ja i bibliotekarka.
Złapałam swoją torbę i wyszłam z budynku. Nie mam zamiaru na niego tyle czekać. Jeszcze raz rozejrzałam się dookoła i ruszyłam do domu.
Gdy tylko byłam już w swoim pokoju poprosiłam Tima, by zabrał mnie do Aprilfall. Tym razem lądowanie trochę mi nie wyszło. No cóż. Mówi się trudno. Szybkim krokiem ruszyłam na spotkanie z Rebecką. Zatrzymałam się przed jej gabinetem i zapukałam. Gdy usłyszałam jej głos weszłam do środka.
-Hej-odparłam, gdy tylko zobaczyłam ją za biurkiem.
-Witaj-jak zwykle przywitała mnie uśmiechem.
-Sądzę, że musimy porozmawiać-powiedziałam siadając na krześle przed nią. -Nie jesteś aniołem, prawda?
Rebecka potrząsnęła głową.
-Jestem aniołem tylko w połowie. Zupełnie inaczej niż Glidia. Ona jest stuprocentowym aniołem.
Dobra. To już jest jasne. Dalej.
-Glidia wie, że Aker jest twoim synem?
-Nie. Gdyby się dowiedziała kazałaby stracić Akera jako człowieka-powiedziała i spuściła wzrok.
-Anioły przecież nie mogą wydać na stracenie człowieka-powiedziałam.
-My nie, ale upadłe anioły tak.
-Hahahahha-zaczęłam się śmiać-przecież upadłe anioły to mit. Historia do straszenia ludzi.
Rebecka spojrzała na mnie. W pomieszczeniu zapanowała cisza.
Odezwała się dopiero po kilku minutach.
-Aker ci o tym mówił.
Pokiwałam głową. Aker często opowiadał mi różnorodne historię związane z Aprilfall.
-Czyli to prawda? Upadłe anioły mogą sądzić ludzi?
-Tak, dlatego musimy uratować Akera przed jego egzekucją. Jeśli dowiedzą się, że jest człowiekiem...Wtedy nie będzie już ratunku. Upadli się nim zajmą.A my nie mamy wstępu do ich królestwa.
Na chwilę powietrze przestało napływać do moich płuc. Zostało nam naprawdę nie wiele czasu.
-Jaki mamy plan?-Spytałam nie odrywając wzroku od Rebecki. Dopiero teraz zorientowałam się, że jej oczy pełne są łez.
-Musisz dać mi trochę więcej czasu-powiedziała składając ręce-przyjdę dziś do ciebie.
-Dobrze-odparłam wstając z krzesła-muszę już iść.
Pożegnałam się z Rebecką i ruszyłam w stronę chmurnych wrót. Co kilka kroków obracałam głowę do tylu. Już dawno nie spotkałam Glidii i to mnie lekko nie pokoiło. Zawsze, gdy tu byłam ona mnie obserwowała. Czyżby teraz to się zmieniło? Niespokojnym krokiem dotarłam do chmurnych wrót przy których stał Tim.
-Możemy wracać.
Kiwnął głową i znowu byłam w swoim pokoju. Zdążyłam tylko otrzepać spodnie i nagle usłyszałam głos mojej mamy dobiegający z góry.
-Amanda! Kolega przyszedł.
Zmarszczyłam brwi. Kolega? David? Nie. On by od razu zszedł na dół.
Niechętnie ruszyłam po schodach na górę. W przedpokoju czekała na mnie mama i...Brajan.
-Hej-odparł, gdy tylko mnie zobaczył.
-Hej. Co ty tu robisz?-Spytałam i oboje wyszliśmy na zewnątrz.
-Przepraszam, że dziś nie spotkaliśmy się w bibliotece. Nie mogłem-odparł i spuścił wzrok.
Na początku byłam na niego wściekła, ale przecież ją również wiele razy wystawiałam masę ludzi.
-Nic się nie stało.
Zawiał silny wiatr i kilka liści wplątało mi się we włosy.
-Zrób połowę i wyslij mi, a ja to dokończę.
-Dobra-odparłam i wróciłam do domu. Szybko zbiegłam po schodach do mojego pokoju. Gdy tylko otworzyłam drzwi przy biurku dostrzegłam Rebeckę.
-Masz plan?-Spytałam od razu.
-Tak-odparła i podała mi zwiniętą kartkę papieru.-Nie mogę zostać dłużej. Glidia będzie mnie szukać.
Pokiwałam głową i Rebecka znikła zostawiając mnie z jej planem.
Usiadłam na łóżku i pierwszy raz od kilku dni zaczęłam się zastanawiać, czy jest w o ogóle jakiś sens ratowania Akera. To wszystko było straszne. Wszystko co wiedziałam na temat aniołów i Aprilfall było nie prawdą.
Wszystko jest czymś innym niż się wydaje...
Trzeba uważać komu się ufa...
Szalona dziewczyna
Subskrybuj:
Posty (Atom)