poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział dwudziesty


Rozejrzałam się dookoła, by zorientować się, czy w pobliżu nikogo nie ma. Podniosłam bukiet z wycieraczki i wróciłam do swojego pokoju. Gdy usiadłam na łóżku zauważyłam, że wśród róż znajduję się jakaś karteczka. Do tego momentu byłam prawie pewna, że kwiaty są od Akera, że chce mnie przeprosić.
Jednak się pomyliłam. Ten piękny, czerwony bukiet był od Paula.
,,Mam nadzieję, że nasz randka wypali"
Przeczytając to szybko wyrzuciłam bukiet wraz z liścikiem do kosza i z powrotem usiadłam na łóżku.
Znowu ktoś zapukał do drzwi. Tym razem był to Aker.
-Hej-odparł stojąc w drzwiach.
-Hej. Wejdź-powiedziałam i poszliśmy do kuchni.
-Am. To dla twojego dobra.
-Dla mojego dobra-powtórzyłam siadając przy wyspie kuchennej.-Dla mojego dobra mam mieć to przekleństwo i walczyć z upadłymi? Zastanów się co mówisz.
-To nie tak.
-A jak ?!-Wykrzyknęłam i uderzyłam pięścią w blat.
-Ostatnio wszystkie nasze rozmowy to kłótnie-zauważył i miał rację.
-A jak myślisz, czyja to wina?-Odparłam i zerwałam się z krzesła.
-Sądzisz, że to moja wina?
Przewróciłam oczami.
-A kto zawsze wszystko mi każe? Kto zawsze mi rozkazuje?
-Myśli, że to takie widzimisię?!-Odparł i wstał z krzesła.
-A nie?-Byłam coraz bardziej zła.
-Am ja się o ciebie troszczę-odparł i podszedł bliżej mnie.-Ja cię kocham.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Nigdy nie powiedział mi tego tak prosto z mostu.
Aker podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego i zapomniałam o naszej kłótni.
-Ufasz mi?-Zapytał po chwili.
-Tak-odparłam bez wahania i spojrzałam w jego błękitne oczy.-Ufam ci, ale mi nie rozkazuj.
Uśmiechnął się.
-A co z tą drugą dziewczyną z proroctwa?
-Rebecka się tym zajmuje. Już niedługo wszystko będzie wiadomo, a do tego czasu żyj normalnie. Tak jak zawsze chciałaś.
Spojrzałam na niego oczy, a potem na usta i go pocałowałam.
Nasz pocałunek był dość długi, bo przerwał go dopiero dzwonek do drzwi. Teraz to na pewno rodzice. Poszłam więc otworzyć drzwi. Otrzymałam po dwa całusy w policzek i rodzice dalej pogrążyli się w rozmowie na temat swojej pracy. Nawet nie zauważyli w kuchni Akera. On jednak musiał już iść. Tłumaczył się ważnymi sprawami.
Odprowadziłam go do drzwi i wróciłam do swojego pokoju.
-O co może mu chodzić?-Spytałam sama siebie patrząc na bukiet od Paula.

***

Dźwięk budzika to najgorsze co można usłyszeć o szóstej czterdzieści. Powoli, jak co dzień, wygramoliłam się spod ciepłej kołdry i zaczęłam się ubierać. Potem pokonałam schody na górę i zjadłam śniadanie. Rodziców już nie było. Pewnie znowu wyjechali do pracy przed szóstą. Ostatnio często się to zdarzało, bo rodzice pracowali na jakimś ważnym projektem dla Szwajcarii. Wszystko musiało być doskonałe. 
Po bardzo obfitym śniadaniu, czyli dwóch kanapkach, wróciłam do pokoju, wzięłam torbę, ciepło się ubrałam, zamknęłam dom i ruszyłam na przystanek autobusowy.
Przez całą drogę wyglądałam przez okno, aż w końcu autokar się zatrzymał.
Wysiadłam i ruszyłam do szkoły. Przemierzając korytarz miałam nadzieję, że nie spotkam Paula, ale to było mało prawdopodobne. Mieliśmy szafki obok siebie.
-Hej-odparł, gdy otworzyłam szafkę.-I co?
-To zły pomysł, a zresztą ja mam chłopaka-odparłam myśląc, że się odczepi.
-W takim razie to nie będzie randka, tylko spotkanie koleżeńskie.
Zaśmiałam się.
-Ty nigdy nie odpuszczasz, co?
Pokręcił głową. W tym momencie zauważyłam Sam stojącą na końcu korytarza. Była wściekła.
-Czemu ja?
-Już wczoraj ci to mówiłem. Jesteś inna. Lepsza. 
Że jestem inna to ja wiem, ale że lepsza?
-Rozmawiałeś z Sam?-Spytałam zmieniając temat.
-To ta z blond włosami? Rozmawiałem z nią tylko kilka minut. Powiedziała mi, bym na ciebie uważał i nie zawracał sobie tobą głowy., bo nie warto.
-To jej posłuchaj-odparłam zatrzaskując szafkę i ruszając do sali.
-Amanda-wyprzedził mnie i złapał mnie za ramiona, jednak ja szybko się wyspowodziłam.-Jedno spotkanie. Co ci szkodzi?
-A dlaczego tobie tak zależy?
Szybko go wyminęłam i ruszyłam w stronę sali od języka polskiego. Gdy weszłam do klasy nikogo jeszcze nie było, jednak zaraz po mnie zaczęli się zbierać inni i oczywiście Paul. Czemu musieliśmy trafić do jednej klasy?
Dzisiejszy dzień strasznie się ciągnął. Jedyne o czym marzyłam to wrócić do domu.
          Po skończonych lekcjach szybko wyszłam ze szkoły, ale oczywiście Paul musiał mi towarzyszyć.
-Amanda. Jedno spotkanie. Już cię nawet nie proszę. Ja cię błagam-powiedział, gdy tylko znaleźliśmy się na dziedzińcu.
Ludzie...
Już dłużej nie wytrzymam. Nie zniosę codziennej serii tych samych pytań z jego strony.
-Dobrze-odparłam i gwałtownie się odwróciłam. Stałam teraz dokładnie pięć centymetrów od niego, a nasze oddechy się mieszały. Moje ciało przeszł przyjemny dreszcz.
-Jutro po szkole?-Odparł i uśmiechnął się. Ku mojemu zdziwieni coś było w tym chłopaku. Coś co mnie przyciągało i odpychało zarazem.
Staliśmy tak blisko siebie dość długo, aż nie usłyszałam swojego imienia, gdzie za moimi plecami.
-Aker?-Spytałam, gdy go ujrzałam.
-Richardson?-Powiedział Paul i zaczął się śmiać zasłaniając usta ręką.
-Evans-odparł Aker przez zaciśnięte zęby.
-To wy się znacie?-Spytałam oszołomiona i przeniosłam wzrok z Akera na Paula.
-To ja już pójdę-odparł.
-Najlepsze rozwiązanie, nie Evans?-Odparł Aker nie zmieniając tonu.-Ty chyba się z nim nie zadajesz?-Spytał, gdy Paul już odszedł.
-Ja nie, ale on raczej ze mną tak.
Aker nic nie odpowiedział, tylko objął mnie ramieniem i poprowadził w stronę bramy.
-Masz wieści z Aprilfall?-Spytałam po kilku minutach drogi do mojego domu i bardziej się w niego wtuliłam.
Na dworze było dość zimno. No, ale czego można się spodziewać po jesieni. Krótkie dni, długie noce, masa liści ma ulicach i ten okropny mróz.
-Zapomniałbym ci powiedzieć. Mamy ją już w Aprilfall. Nazywa się Violin i jest o rok starsza od ciebie.
Zatrzymałam się i spojrzałam mu w oczy.
-Hej-odparł i położył mi ręce na ramionach.-Nie będziesz musiała wracać do Aprilfall i spełniać proroctwa.
-Jak to?
-Przemyślałem to co ostatnio mi powiedziałaś. Jeszcze nie wiem jak dostaniemy się do Nakroliela, ale coś wymyślę. Musimy jednak poczekać kilka dni, aż sprawa z tym twoim oddaniem daru przycichnie. Wtedy cię tam zabiorę.
-Aker!-Wykrzyknęłam radośnie. Niespodziewałam się takich słów z tego ust. Zarzuciłam mu ręce na szyję i go pocałowałam.
-Dziękuję-odparłam, gdy nasze usta się rozłączyły.
-Chodź. Odprowadzę cię do domu.
Szliśmy wtuleni do siebie przez ciemne uliczki spowite w listopadowej nocy, a dookoła fruwały wielobarwne liście.

                           ***

Kto wymyślił szkołę na ósmą? Czemu nie ma dziesiątą? Uczniowie by się wyspali, nauczyciele również. Każdy byłby szczęśliwy, ale nie. Nie traćmy dnia. Ósma to i tak pewnie za późno. Nienawidzę szkoły.
Zwlekłam się z łóżka i wyciągnęłam kilka rzeczy z szafy, ale za moment schowałam je z  powrotem. Spotkanie z Paulem. Nie chcę i nie mam zamiaru specjalnie dla niego się stroić, ale nie chcę też wyglądać jak totalny wyrzutek społeczeństwa.
Każda inna dziewczyna założyłaby miniówkę ledwo zakrywającą tyłek, ale ja w swojej szafie nie miałam żadnej sukienki ani spódnicy. Więc zostają spodnie. Czarne jak zwykle. Z bluzką będzie większy wybór. Posiadam czarne, czerwone i szare oraz kilka zielonych koszul w czarną kratę. Zdecyduję się chyba na szarą koszulkę z napisem ANGEL. Idealnie pasujacy do mojego życia.
       Gdy weszłam do kuchni ma lodówce zauważyłam kartkę pozostawioną przez rodziców.
,,Pojechaliśmy do Cristal. Wiemy, że nie chciałabyś z nami jechać. Wrócimy jutro wieczorem. Kochamy cię. Rodzice."
Uśmiechnięłam się pod nosem. Może zbyt często nie rozmawiałam z rodzicami, ale na prawdę ich lubiłam. Wszyscy inni ciągnęliby swoje dziecko do znienawidzonej kuzynki. A moi kochani? Zostawili mi cały dom i masę pysznego jedzenia, jak się później okazało, gdy otworzyłam lodówkę, by zjeść śniadanie.
Ostatnio zauważyłam, że każdy mój dzień wygląda tak samo. Dzwoni budzik, ja ledwo wstaję z łóżka, wybieram praktycznie te same rzeczy do szkoły, jem śniadanie i jadę do szkoły autobusem. Brakuje mi wypadów i różnych akcji w Aprilfall. Ale no cóż. Trzeba żyć.
       Powoli wysiadłam z autobusu i ruszyłam w stronę szkoły. Starałam się unikać Paula. Przynajmniej do naszego spotkania.
Dziś miałam dość mało lekcji. Polski, muzyka, matematyka, zajęcia artystyczne i chemię. Na każdym z tych przedmiotów siedzę dość daleko od Paula.
Po ostatniej lekcji chciałam czym prędzej wrócić do domu. Sądziłam, że zapomniał o naszej ,,randce", ale jednak nie. Dogonił mnie, gdy byłam już przy bramie.
-Co powiesz na kawę?-Spytał z tym swoim uśmieszkiem.
-Nie lubię i nie piję kawy-odparłam krzyżując ręce.
-To gorąca czekolada w ,,Tileney"
-Okay-westchnęłam.
Bo gdzie moglibyśmy iść? Preitown to małe miasteczko. Nic ciekawego, a ,,Tileney" to zwykła knajpa. Jednak w jej wyglądzie coś było. Przy dużych oknach stały dwa fioletowe fotele i mały, czarny stolik. Dalej w głębi lokalu stało pięć stolików po cztery krzesła przy każdym. Po przeciw ległej ścianie ciągnęła się lada, a za nią półki z masą ciast i innych smakołyków. W całym lokalu zawsze było przytulnie i pachniało cynamonem.
      Na miejsce dotarliśmy w jakieś pięć minut, ponieważ nie znajdowało się zbyt daleko od szkoły, oraz dlatego że na dworze panował straszny ziąb, a ja nie miałam zamiaru tulić się do Paula.
-Chcesz coś do tej gorącej czekolady?-Spytał, gdy usiedliśmy w dwóch fioletowych fotelach.
-Nie-odparłam.-Czekolada mi wystarczy.
O tak. Tego było mi trzeba w taki dzień. Gorąca czekolada.
-No więc. Powiedz mi coś o sobie-powiedział pomiędzy jednym, a drugim łykiem kawy.-Chyba, że chcesz usłyszeć to co ja wiem o tobie.
-To może być ciekawe. Ulubiony kolor?
-Czarny.
-Ulubione buty?
-Glany.
-Czego najbardziej nie lubię?
-Dziewczyn takich jak Sam i noszenia czapki.
-Na jaki kolor maluję paznokcie?
-Czarny albo bezbarwny.
-Dobry jesteś-odparłam i upiłam kolejny łyk gorącej czekolady.
-Wiem o tobie wszystko. Znam nawet każdy twój ruch.
-Doprawdy... -Uśmiechnięłam się pod nosem.-Czego słucham?
-Rock lub metal.
-Ulubiony przedmiot?-Pytania podobnie jak odpowiedzi wypływały coraz szybciej, a nasze twarze powoli się zbliżały.
Nagle przysunęłam swoją twarz tak blisko Paula, że nasze nosy prawie się stykały.
-A co zrobię teraz?
-Nie wiem-odparł i odstawił swój kubek z kawą.-Ale wiem co zrobię ja.
Paul powoli zaczął przybliżać swoje usta do moich jednak, gdy dzielił je zaledwie milimetr, ja szybko się odsunęłam.
-Ha!-Wykrzyknęłam triumfalnie.-Jesteś taki sam jak inni. Zależy ci tylko na jednym.
-Wcale tak nie jest. To ty zaczęłaś ze mną flirtować.
-Taa... Na pewno.-Odparłam i upiłam kolejny łyk pysznej czekolady.-Ja mam chłopaka, a te pytania to była czysta zabawa.
-Nie no proszę cię. Nie mów, że chodzisz z Richardsonem.
-A niby czemu nie? I skąd znasz Akera?
Paul upił ostatni łyk swojej kawy.
-Chodziliśmy razem do szkoły i trochę go znam. Jest inny niż ci się wydaje ...
Paul zapewne coś jeszcze chciał dodać jednak ja nie chciałam tego słuchać. Szybko wyszłam z ,,Tileney". On jednak jak zwykle nie dawał za wygraną.
-Czekaj-odparł i chwycił mnie za rękę.-Coś ci pokaże. Ustań na krąwężniku.
-Muszę?-Odparłam. Na prawdę miałam już dość przebywania z tym człowiekiem.
-Zamknij oczy... A teraz skocz.
Roześmiałam się.
-Co?-Odparłam ze śmiechem.-Mam skakać z krawężnika z zamkniętymi oczami? Ale dlaczego?
-Czasem trzeba zamknąć oczy i skoczyć. Zaufać. Bądź odważna, Amando Kress.
Ustałam na krawędzi krawężnika, zamknęłam oczy i ... Skoczyłam.
    Spojrzałam na Paula. Był wkurzający, ale z drugiej strony był również pociągający. Po prostu było w nim coś dziwnego. Coś co za razem odpychało i przyciągało.
-Muszę iść-powiedziałam dość szybko i ruszyłam w stronę domu. Tym razem nie poszedł za mną. Paul został na chodniku sam. Powoli zapadła zmrok, a zza chmur wyłaniał się księżyc.

Tym czasem w Aprilfall ...

-Kiedy sprowadzisz Amandę?-Spytała kobieta w brązowych włosach.
-Już niedługo.
-Chcę ją już jutro!
-Spokojnie-odparł szesnastoletni chłopak.-Wszystko idzie w najlepszym kierunku.
-Muszę ci powiedzieć..., że dobrze się spisałeś. Proroctwo wypełni się już niebawem, a ty zostaniesz nagrodzony.


Szalona dziewczyna
_________________________________

Jeden z najdłuższych rozdziałów ;)
Julka specjalnie dla Ciebie kochaniutka ;*
Czy dobry? To się okaże.
Dziękuję tym, którzy są ze mną od samego początku i mam nadzieję, że pozostaną jeszcze na długo.





piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział dziewiętnasty

Dedykuję ten rozdział Marcysi Danilewicz, Julce Klimkowskiej, Zuzce Urbańskiej, Weronice Białkowskiej, Marcie Pałac i Adrianowi Łosiowi
Wy moi wariaci 

Oddanie daru wcale nie było takie łatwe. Aker dobrze wiedział jak temu zapobiec. Sam przestał się do mnie odzywać i innym też zabronił. Czemu tak myślę? Idąc ulicą nie widziałam żadnego anioła stróża. Tak samo w szkole. Wszyscy opiekunowie znikali, gdy tylko byłam w pobliżu. Nawet Tim-mój były anioł nie reagował na wołanie. No cóż. Przy najmniej moje życie wyglądało normalnie.
-Amanda!-Głos mojej mamy stłumiony dotarł pod kołdrę.-Wstawaj! Już siódma. Spóźnisz się na autokar.
Kurczę. Teraz, gdy nikogo nie muszę ratować i o nikogo się martwić, lubię sobie dłużej pospać.
Niechętnie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy, przy okazji się przeglądając. Moje czarne włosy w życiu nie były tak pokołtunione. Szybko złapałam szczotkę próbując je ogarnąć. Potem wyjęłam czarną koszulę i spodnie w tym samym kolorze. Spojrzałam na zegarek. Siódma piętnaście. Wyjęłam torbę z pod biurka i wyszłam z pokoju.
Mama krzątała się w kuchni, a tata zakładał już kurtkę.
-Zjem coś w szkolę-odparłam zakładając swoje ulubione buty. Glany.
-Ubierz się ciepło-usłyszałam głos taty zanim  wyszedł.
-Jesienią najłatwiej się przeziębić-dodała mama i pośpieszyła mnie, byśmy razem wyszły z domu.
Szybko wsiadła do samochodu i ruszyła w przeciwnym kierunku niż przystanek autobusowy.
Droga do szkoły strasznie mi się dłużyła.
Powolnymi ruchami wysiadłam z autokaru i ruszyłam w stronę wejścia do szkoły. Dziedziniec był pełny, chociaż było całkiem zimno, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Wszyscy mówili tylko o jednym. O nowym uczniu, który miał dziś do nas dołączyć. Ja nie zamierzałam być w tej komisji powitalnej, więc czym prędzej weszłam do szkoły. Od razu przywitał mnie podmuch ciepłego wiatru i masa ludzi opierających się o szafki biegnące wzdłuż ścian.
Nie zwracałam na nikogo uwagi.
Przeszłam główny hol, minęłam gablotę z nagrodami i nagle zobaczyła jakiegoś chłopaka próbującego dostać się do mojej szafki.
-Czekaj-odparłam podchodząc do niego.-Pomogę ci.
Wykręciłam cztero cyfrowy kod i zaczęłam wyjmować potrzebne mi książki.
-Jak?-Spytał nie wiedząc co się dzieje.
-Ty jesteś ten nowy-odparłam nadal nie zwracając na niego uwagi.
-Tak-odparł i wyciągnął w moją stronę rękę-Jestem Paul.
-O mnie pewnie już słyszałeś. W tej szkole mam bardzo ciekawą opinię.
-Nie sądzę. Na razie słyszałem tylko, że mam uważać na jakąś kreskę, czy coś.
-Amanda Kress. To ja-odparłam przeglądając zeszyt.
-Co?-Spytał z niedowierzaniem.-To ty rozwalasz wszystkie szkolne imprezy, nie uczysz się i wszyscy się ciebie boją?
-Wow-kolejna książka do torby.-Na razie zepsułam tylko jedną imprezę, a ludzie raczej mnie gnębią niż boją.
W tym momencie podniosłam wzrok i spojrzałam na Paula.
Miał potargane,ciemne włosy, kolczyk w prawym uchu i podobnie jak ja, ubrany był na czarno.
Już wiem, czemu wszyscy na niego czekali, zwłaszcza dziewczyny. Był naprawdę przystojny.
-No, ale opinię masz ciekawą-dodał i uśmiechnął się.-Powiesz mi gdzie jest szafka numer 452?
Pokiwałam głową i wskazałam mu obok mojej. Spuścił głowę.
-Czemu te szafki nie mają napisanych żadnych numerków?
Zadzwonił dzwonek. Paul oczywiście od razu ruszył do klasy, a ja zostałam przy szafkach. Nagle ktoś zatrzasnął mi drzwiczki prosto przed nosem i strącił torbę z ramienia.
-Myślisz, że będzie twój?-Spytała pełna złości Sam. Ona potrafi być zabawna.
-A to jeszcze  z nim nie rozmawiałaś?-Spytałam.
-Ktoś tu zapomina, gdzie jego miejsce-odparła odrzucając do tylu te swoje idealne, blond włosy.
-Daj sobie spokój-odparłam i ruszyłam przed siebie. Ona jednak nie dała za wygraną. Szybko przycisnęła mnie do szafek.
-Nie wychodź prze szereg Kress. To może się źle skończyć.
-Gorzej niż ty raczej się nie stoczę-odparłam przez zaciśnięte zęby.
Sam mocniej mnie docisnęła i odeszła.
Czemu to zawsze mnie się przytrafia?
Z tą myślą ruszyłam stronę sali od angielskiego.
Gdy dotarłam na miejsce nauczycielki jeszcze nie było.
Ale to co ujrzałam w klasie ... Na moim miejscu siedział Paul, a obok  niego zgraja tych wymalowanych dziewczyn. Super. Teraz muszę sobie znaleźć inne miejsce.
Zajęłam miejsce w ostatniej ławce, podobnie jak poprzednio tylko w rzędzie od ściany.
-Witajcie-ozwała się nasza nauczycielka-Dziś będziemy pracować w parach.-Amanda pracuj z ...
Tylko nie Paul, tylko nie Paul.
-Z Paulem-dokończyła nauczycielka.
W tym momencie wszystkie dziewczyny oblegające Paula spojrzały w moją stronę.
Ja nie miałam zamiaru dosiadać się do niego. Niech on przyjdzie do mnie.
-I znowu się spotykamy-odparł zajmując miejsce obok mnie.
W życiu nie przeżyłam tak strasznej godziny języka angielskiego. Wszystkie dziewczyny patrzyły się na mnie, jakby przeze mnie złamały paznokieć. I jeszcze on co chwila na mnie spoglądał.
Po tych kilku lekcjach w końcu mogłam iść do domu.
-Umówisz się ze mną?-Spytał Paul stojąc przy mojej szafce.
-Spytaj lepiej  tamtej-odparłam i wskazałam na Sam.-Ona zgodzi się od razu.
-Ona nie jest w moim typie.
A to ciekawe. Sam. Najpopularniejsza i najładniejsza dziewczyna w szkole nie jest w jego typie.
-To co?
Zamknęłam szafkę i ruszyłam w stronę wyjścia. On jednak nie dawał za wygraną.
-Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?-Spytałam, gdy byliśmy już na dziedzińcu.-Znasz mnie dopiero jeden dzień.
-Ty jesteś inna niż te wszystkie laski z tej szkoły. Ciebie nie obchodzą ciuchy i makijaż. Jesteś sobą.
Rozejrzałam się po placu.
-Ty jesteś nienormalny-odparłam krzyżując ręce.
-To co? Umówisz się ze mną.
Odwróciłam się plecami i odeszłam kilka kroków.
-Zastanowię się.
Gdy wróciłam do domu tak szczerze nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Postanowiła zadzwonić do Davida.
-Hej
-Wiesz jak dostać się do Aprilfall bez anioła?-Spytałam prosto z mostu.
-Yyyy....Nie wiem...Poczekaj chwilę.
-Jasne-odparłam pod nosem.
-Słuchaj mam ważną sprawę.Muszę kończyć-odparł i rozłączył się.
-To po co kazałeś mi czekać?-Spytałam sama siebie.
Skoro David nie ma czasu to zadzwonie do Cynthi. Jak się okazało, to też nie był dobry pomysł, bo ona również nie miała czasu.
Rzuciłam się na łóżko. Była dopiero czwarta, a ja już umierałam z nudów.
Poszłabym na miasto, ale co mogę robić sama w takim mieście jak to?
Życie bez aniołów jest dość nudne.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Rodzice pewnie zapomnieli kluczy.
Poszłam na górę i otworzyłam drzwi, jednak nikogo nie było.
Na wycieraczce leżał jedynie bukiet czerwonych róż.

Szalona dziewczyna

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział osiemnasty

-Amanda!-Krzyczał za mną Aker-Stój!
Nie odwróciłam się, tylko pomachałam mu na pożegnanie. Od mojej niby śmierci minął już tydzień. Najgorsze było wytłumaczenie rodzicom co się ze mną wtedy dzieło. To było prawdziwe wyzwanie, ale nie dla mnie. Nie dla mistrzyni kłamstwa, którą byłam już od podstawówki. Wcisnęłam im kit, że przez te kilka dni byłam u nowo poznanej koleżanki w innym mieście i nie mogłam zadzwonić, bo rozładował mi się telefon. Dodałam jeszcze fakty iż wspominałam im o tym. Zawsze o czymś zapominali. Zawsze zapominali o mnie. Zastanawiam się, czemu oni w ogóle mnie zaadoptowali? Skoro zawsze żyliśmy osobno.
-Stój!
-Zostaw mnie!-Odkrzyknęłam idąc dalej. Szłam już dobre dziesięć minut przez miasto, mijając różnorodnych ludzi. Chciałam być jak najdalej. Jak najdalej od Akera i jego świata.
-Stój!-Wykrzyknął, wyminął mnie i złapał za ramiona.-O co ci chodzi?
Odwróciłam wzrok. Nie chciałam mu patrzeć w oczy.
-Amanda-odparł i potrząsnął mną.
-No co?-Spytałam zła na niego i na sama siebie. Nie. Przepraszam. Ja nie byłam zła. Ja byłam wściekła. Na niego za to, co ze mną zrobił. Przez Akera zmieniłam się. Nie byłam już tą samą dziewczyną co przedtem. Zbuntowaną, złą, nigdy się nie uczącą i mająca wszystko gdzieś. Teraz byłam taka jak wszystkie inne z mojej szkoły. Byłam słaba. Wszystko przez niego.
-O co ci chodzi?-Spytał ponownie puszczając moje ramiona.
-O to, że mam dosyć tego świata. Mam dość tego wszystkiego. Nie chcę tego i nigdy nie chciałam. Nie chciałam tego daru! Nawet nie wiem czego go mam. Żałuję, że się urodziłam na tym przeklętym świecie!
-Naprawdę aż tak bardzo się nienawidzisz za ten dar?-Spytał z lekką rozpaczą w głosie.-Naprawdę nie przyniósł ci nic dobro?
Dobrze wiem co miał na myśli zadawając to pytanie. Chodziło o niego. Chłopaka, z którym spędziłam szesnaście lat mojego życia.
-Nie-odparłam patrząc mu w oczy.
Dobrze wiem jak pozbyć się tego daru. Aker pewnego razu mi opowiadał jak to zrobić. Twój anioł stróż musi cię dobrać do Nakoriela - anioła dziewiątej godziny nocy. Tylko on potrafi odebrać różnorodne moce lub je ofiarować.
Wszystko wydaje się dosyć proste, a jednak jest kilka haczyków. Cała ceremonia musi się odbyć przy pełni księżyca i o dziewiątej godzinie.
-Chcesz tego?-Spytał odgadniając moje myśli.
-A zrobisz to dla mnie?-Spytałam z nadzieją w głosie.
Odwrócił wzrok. Nie zrobi tego.
-Nie mogę. Nawet Nakoriel tego nie zrobi. Nie teraz, gdy proroctwo się wypełnia i ty w nim jesteś.
-Ale ja tego nie chcę!-Wykrzyknęłam i dopiero teraz zauważyłam, że kilka przechodniów się zatrzymało i z uwagą przygląda się naszej rozmowie.
-Dziękujemy państwu z uwagę. Wraz z moim kolega chodzimy do szkoły aktorskiej i musieliśmy przećwiczyć nasze przedstawienie.
W tym momencie osoby, które nas obserwowały zaczęły klaskać. Ludzie jednak są bardzo łatwo wierni. Ukłoniłam się, złapałam Akera za rękę i zaciągnęłam w jakiś ciemny zaułek.
-Dobra jesteś-odparł odwracając się w stronę ulicy, sprawdzając czy nikt nas nie obserwuje.
-W czym?-Spytałam zaskoczona.
-W kłamaniu.
-Jeszcze tego nie wiedziałeś?-Spytałam z uśmiechem na twarzy.
-Nie zabiorą ci tego daru-odparł po chwili wpatrując się we mnie.-Nawet Rebecka na to nie pozwoli. Nie teraz kiedy proroctwo zaczęło się spełniać.
Odwróciłam się do niego plecami i zaczesałam włosy do tyłu przytrzymując je.
Moje myśli powędrowały w przyszłość. Jeśli w ogóle uda mi się przeżyć całą tą akcje.
-Poradzicie sobie sami z jedną...
-Ona umrze-przerwał mi Aker-pamiętasz?
"Jedna z dwóch umrzeć musi, ale nie ta co już tam była".
Odwróciłam się do niego.
-Wiesz co powiedziała mi Panatyka na Krawędzi?-Spytałam podchodząc do niego.
-To akurat nie jest tajemnica.
Spojrzałam na niego pytająco.
-To jest część proroctwa.
-Czy ktoś w końcu może mi wyjaśnić o co do jasnej cholery chodzi w tych proroctwach?-Spytałam podnosząc ręce do góry.
-Pierwsze to iluzja. Ma ono na celu obronę was. Ciebie i tej drugiej dziewczyny. Do was należy kolejne proroctwo, o którym mało kto pamięta, bo wszyscy są zafascynowani tym pierwszym. I tak było zawsze. Wszyscy czekali na Dziecko ze znamieniem, zapominając o dwóch dziewczynach. Aż do teraz i do twojego porwania. 
-Kto o tym wiedział?-Spytałam układając sobie w głowie wszystkie fakty. Od małego widziałam anioły i byłam wtajemniczana we wszystkie ich sekrety. 
-Amanda...
Rodzice, którzy nigdy nie zaglądali do mnie do pokoju i tak łatwo uwierzyli w mój wyjazd do koleżanki. 
-Kto o tym wiedział?-Spytałam z naciskiem na każde słowo.-Kto wiedział, że widzę anioły?! No kto!?
Błądził wzrokiem po chodniku lub ścianach budynków.
-Ja,  Rebecka, kilka aniołów ochroniarzy i ...-W tym momencie przerwał,  ale ja już dobrze wiedziała co chciał powiedzieć.
-I moi rodzice-dokończyłam za niego.-To dlatego nigdy się o mnie nie martwili. Bo nigdy mnie nie chcieli. 
-Am
-Przestań chrzanić! To wszystko wasza wina. Wasza i tego całego Aprilfall. Ale jak?
Aker nie dopowiedział tylko wpatrywał się we mnie tymi swoimi błękitnymi oczami.
-Mów!
-Wybrała ich Rebecka-mówił w pośpiechu.-Pewnego dnia się do nich udała, oczywiście wtedy była widzialna dla normalnych ludzi, bo jak wiesz...
-Przestań. Dobrze wiem, że możecie stać się widzialni-odparłam coraz bardziej zła.
-Rebecka namówiła ich, aby cie zaadoptowali. Oni oczywiście na początku się opierali, ale po kilku przekonaniach zgodzili się i już następnego dnia byłaś ich córką.
Przykucnęłam i plecami oparłam się o ścianę budynku. Twarz zasłoniłam dłońmi. Chciało mi się płakać tak jak zwykle podczas kilku ostatnich dni. 
-Przepraszam.
Nie odpowiedziałam tylko szybko wstałam i ruszyłam biegiem do domu, wpadając na przypadkowych przechodniów. Nigdy nie biegłam tak szybko jak tamtego dnia. 
Wpadłam niczym huragan. Mama była w kuchni, a ojciec siedział na kanapie w salonie.
Przykładna rodzina nie ma co.
-To co?-Spytałam wchodząc do salonu.-Chcecie mi może coś powiedzieć?
Mama wyjrzała z kuchni, a tata wyłączył telewizor.
-Czyli już wiesz?-Weszła do salonu wycierając ręce w czerwoną szmatkę.
-Wiem, o czym?-Spytałam udając, że o niczym nie wiem.
-A..y...,że robimy przemeblowanie-odparła zmieniając temat.
Tata siedział i nic nie mówił.
-Ach, doprawdy?-Spytałam krążąc po pokoju.-Bo ja mam trochę inne informacje.
W tym momencie mama nerwowo spojrzała na tatę. On jednak nie dawał niczego po sobie poznać.
Czyli bawimy się dalej. Okay.
-Ostatnio słyszałam fantastyczną historię. Chcecie posłuchać? Pewnego razu do zwyczajnego małżeństwa zawitał anioł i polecił im zaadoptowanie konkretnej dziewczynki. Oni oczywiście posłuchali. Jednak nie wiedzieli wszystkiego. Dziewczynka była chora na autoimmunologie, ale to nie był jedyny problem.
-Am-przerwał mi tata.
Odwróciłam się do niego i spojrzałam w jego wyniszczone codziennym trudem pracy oczy.
-Znasz tą historię? Niezwykle ciekawa. Tak, więc dziewczynka sprawiała wiele kłopotów. No wiecie. Bójki, wielokrotne wydalenie z różnych szkół. Ale nadszedł okres kiedy się zmieniła. Co było bardzo głupie. Pewnego dnia dziewczynka stała się częścią proroctwa.-Spojrzałam na nich.-Fantastyczne, prawda?
Nie odpowiedzieli. Siedzi obok siebie z przerażonymi twarzami, trzymając się za ręce. Dokładnie tak samo jak podczas dnia, kiedy mnie adoptowali.
-Zapomniałam jeszcze dodać imiona. Ale ze mnie gapa. Dziewczynka miała na imię Amanda, a jej rodzice Emma i Harry-Odparłam naciskając na każde z imion.
-Amando-zaczął nie pewnie tata.-Teraz pewnie uważasz, że zaadoptowaliśmy cie tylko dla tego, ponieważ tak nam kazano. To nie prawda. Pokochaliśmy cię od pierwszej chwili. A o cały proroctwie owszem wiedzieliśmy. Przepraszamy-odparł i mocniej ścisnął dłoń mamy.
-Już nie musicie się martwic o proroctwo. Mam zamiar oddać swój dar.
-Amanda!-Wykrzyknęli oboje-Nie możesz! Nie teraz. Wiesz ile lat czekali, aż spełni się proroctwo?
Odwróciłam się i spojrzałam w podłogę.
-Teraz właśnie przyszedł najlepszy czas.

Szalona dziewczyna

_______________________________________

Przepraszam, że tak długo czekaliście na nowy rozdział, ale kompletnie opuściła mnie wena.

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział siedemnasty

Leżałam z rękami wzdłuż ciała. Nic nie czułam. Nic nie widziałam. Oddychałam bardzo powoli.
Spod zamkniętych powiek do moich oczu docierało ostre światło. Otworzyłam oczy. Teraz już nie leżałam, ale stałam. Stałam po środku niczego. Dookoła mnie rozpościerała się biała przestrzeń. Obróciłam się kilka razy. Nigdzie nikogo nie było. Czy tak własnie niebo?
Nagle usłyszałam szelest za swoimi plecami. Teraz przede mną stał anioł. Była nim kobieta w średnim wieku. Jej włosy były brązowe i lekko kręcone, a oczy zielone. Miała na sobie długą, dość skromna, błękitną sukienkę i była tym aniołem, którego widziałam dopiero trzeci raz. Kobieta, która przede mną wylądowała miała skrzydła. Duże, szeroko rozpostarte. Były naprawdę piękne.
Trochę minęło zanim się ozwała.
-Witaj. Czy już wybrałaś?
-Wybrałam, co?
-Czy chcesz żyć czy umrzeć-odparła-tutaj jeszcze możesz wybrać. To miejsce jest nazywane Krawędzią, a ja jestem Panatyka i pomagam dokonać wyboru. Odpowiedniego wyboru.
-Chcę umrzeć-odparłam od razu.
-Jesteś pewna?
-Tak. Od dawna tego chcę. Tam na ziemi nie jestem nikomu do niczego potrzebna. Cały czas stwarzam tylko problemy.
-Spójrz-odparła Panatyka i wyczarowała coś w rodzaju lustra. Zobaczyłam siebie samą leżącą na łóżku. Widziałam ludzi biegających wokół mnie, próbujących mnie ratować. Widziałam Akera cały czas trzymającego mnie za rękę. Potem obraz się zmienił zobaczyłam swoich rodziców rozmawiających z policją. No tak. Wyszłam jednego dnia do szkoły i do tej pory nie wróciłam. Mama płakała, a tata obejmował ją ramieniem. Potem zobaczyłam Cynthie rozwieszającą plakaty z moim zdjęciem i napisem "ZAGINIONA". Obraz znowu się zmienił. Teraz zobaczyłam Davida. Davida! On żyje, wiedziałam. On podobnie jak Cynthia rozwieszała plakaty i rozdawał ulotki związane ze mną. Łzy napłynęły mi do oczy. Jedna pociekła po policzku.
-Przestań!-Wykrzyknęłam.-Przestań.
-Jesteś dla ludzi ważna-odparła Panatyka-ludzie cię kochają.
-Daj mi umrzeć. Czemu mi nie pozwalasz?
-Masz potencjał i nie dla ciebie taka śmierć. Jedna z dwóch umrzeć musi, ale nie ta co już tam była.
-Co? Jedna z dwóch? Chodzi o proroctwo?
-W naszym świeci są dwa proroctwa, które spełnienia czekają już od dwóch tysięcy lat. Jedno to tylko wskazówka, zmyłka dla innych. Dla ludzi pragnących twojej śmierci.
-Czekaj...Co? Ludzie...Co?
-Jeśli jesteś wybraną, wkrótce się dowiesz. Losy tej przepowiedziano od początku do końca.
-Nie mam z tym nic wspólnego. Chcę po prostu umrzeć-odparłam.
-Śmierć nie jest zbawianiem. Myślisz, że jesteś bohaterką, bo ratujesz innych przed samą sobą, bo nie będziesz sprawiać im problemów. Myślisz, że to trudne, bo ich zostawiasz samych sobie. Myślisz, że umieranie jest trudne? Nie jest. To życie jest trudne. Zaciśnij pięści i walcz. Walcz o to co ważne i piękne.
-Życie nie jest piękne-odparłam dokładnie myśląc nad tym co przed chwilą powiedziała Panatyka. Miała rację. Od zawsze sądziłam, że śmierć jest trudna, bo to zmiana, bo trzeba zostawić wszystko co się do tej pory znało. Ale to nie prawda. To co powiedziała Panatyka było prawdą. Trzeba zacisnąć pięści i walczyć. Będę żyć. Poznam piękno świata.
-Jak mogę to przerwać?-Spytałam.-To znaczy, jak mogę się obudzić?
Panatyka się uśmiechnęła.
-Wszystko zależy od ciebie. Musisz tego bardzo chcieć. Musisz obudzić w sobie siłę walki.
Tylko jak? Odwróciłam się tyłem do Panatyki i przeczesałam ręką włosy.
"Obudź się. Obudź się. Obudź się"
Nic. Nadal stałam na Krawędzi.
-Jak mam to zrobić?-Spytałam nie odwracając się.
-Przypomnij sobie to co jest ważne. To co przeżyłaś.
Dobra. Spróbujmy.
Przez moją głowę przebiegała masa obrazów. Wygłupy z Davidem, nocne rozmowy z Akerem, wizyty w Aprilfall. W sumie nie miałam wielu miłych wspomnień. Byłam raczej z tych osób, które maja więcej tych złych i własnie z nimi są kojarzone. Całe swoje życie spędziłam na uprzykrzaniu życia innym. Nauczycielom, rodzicom, a nawet aniołom.
Moje życie od samego początku było skazane na porażkę. Dziewczyna, która widzi anioły, ma tylko dwójkę przyjaciół, a własna matka porzuciła ją w Domu Dziecka.
-Nie umiem-odparłam po chwili-nie dam rady.
-Dasz. Nie ważne co daje nam wszechświat. Ważne co ty mu ofiarujesz.
Spojrzałam na Panatyke. Czemu anioły zawsze muszą być takie radosne?
Nie ważne co daje nam wszechświat. Ważne co ja mu ofiaruję.
Tylko, że ja nic mu nie dałam. No bo co mogę mu ofiarować?
-Dobrze pomyśl.
Nie mam już nad czym myśleć.
-Boże. Daj mi szansę. Pozwól mi wrócić-wyszeptałam podnosząc oczy.
Nagle dookoła zapanowała ciemność.
-Panatyka! Co się dzieje?!
-Przechodzisz.
-Gdzie!
-Na druga stronę, ale nie wiem czy wracasz do żywych!
-Panatyka!
Nie odpowiedziała mi już. Dookoła panował mrok. Nagle do moich uszu dotarło pikanie jakiejs maszyny i krzyki osób.
-Wraca!
-Niemożliwe! Jeszcze przed chwilą była martwa!
-Musiała wybierać na Krawędzi!
-Nie możliwe, żeby wróciła!
Wróciłam. Poczułam, że ktoś trzyma mnie za rękę. Uścisnęłam ją. Muszę otworzyć oczy.
-Amanda-odparł Aker, gdy tylko otworzyła oczy. Jedna równie szybko musiałam je zamknąć, ponieważ oślepiło mnie słup światła.-Dziękuję.
-Proroctwo się spełnia-usłyszałam, gdzieś w oddali sali szepty innych aniołów.
-Nie ściemniaj. To, że wróciła to czysty fart.
Przypomniałam sobie słowa Panatyki  "Jedna z dwóch umrzeć musi, ale nie ta co już tam była".
-Jaki fart?! Dobrze wiesz, że nie wszyscy wracają-dalej kłóciły się dwa anioły.
Czyli Panatyka miała rację. Jestem jedną z proroctwa. Jedną. Czyli jest ktoś jeszcze? Jedna z dwóch.
I znając zasadę proroctw zgaduję, że to ja muszę odnaleźć tą drugą.
Ciekawe tyko jak.
-Mamy ją!-Nagle ktoś wbiegł do sali, w której leżałam.
-Niemożliwe. Dopiero co znaleźliśmy jedną-odparł ktoś z zebranych w sali przy moim łóżku.
-Jest w naszej głównej siedzibie w Pirenejach. Beno Prait ją znalazł.
-Ale jak?-Dalej dopytywały anioły.
-Hmm...-odparła anioł trochę zniecierpliwionym tonem-Może ona tez widzi anioły, a jak wszyscy wiemy nie ma dużo takich osób.
-To nie wiedzieliście o tym wcześniej?
-Nie. Za dobrze to ukrywała. Beno powiedział żeby do Pireneji poleciała Rebecka.
Z sali ktoś wyszedł, a ja usnęłam. Byłam zbyt zmęczona. A teraz musiałam być gotowa na to co mnie czekało w związku z proroctwem i jego wypełnieniem.


Szalona dziewczyna
______________________________________

Jej! Jednak udało mi się napisać to jeszcze przed świętami :)
I mam świetny pomysł.
Chciałabym zacząć pisać niektóre rozdziały jako Aker, a nie Amanda.
Co wy na to?
Jeszcze raz Wesołych Świąt!

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział szesnasty


Wzięłam głęboki oddech. Zimne powietrze. Powoli otworzyłam oczy.
Obudziłam się z głową na zimnej i mokrej posadzce. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Auł-wyszeptałam dotykając miejsca, gdzie zostałam uderzona. Miała guza na karku.
Rorzejrzałam się dookoła i powoli podniosłam się z podłogi. Wszędzie panował mrok. Nigdzie nie dostrzegłam nawet jednego blasku światła. Zmrużyłam oczy.
-Nie no-odparłam podchodząc do krat, które w ciemności ledwo dostrzegłam. Zamknęli mnie w celi. Tak jakbym była seryjnym mordercą. Ta cała historia zaczyna się robić coraz ciekawsza.
-Czego chcecie?!-Wykrzyknęłam i kopnęłam kraty. Czemu zawsze mi przytrafia się coś takiego?
Nikt i nic mi nie odpowiedziało. Tak jakbym była tu sama, bo prawdo podobnie tak właśnie było.
-Jesteś naszym zagrożeniem-odparł nagle jakiś głos, gdzieś dosyć blisko.
Rozłożyłam ręce i spojrzałam do góry.
-Ja zagrożeniem? Nie no. Jestem zwykłą dziewczyną chorą na autoimmunologie. Uważasz, że jestem niebezpieczna?-Spytałam i usiadłam po turecku, krzyżując ręce na piersi.
Nie chcę tu być. Nie mam po co tu być. W ogóle nie chce mieć nic wspólnego z tym miejscem tak samo jak z Aprilfall. Chcę, żeby moje życie było normalne. Chcę być normalną nastolatką.
-Nie znasz proroctwa?-Spytał głos w ciemności. Czy w tych światach są same proroctwa, które nic nie mówią? Mam tego dość!
-O tym Dziecku, które posiada znamię? Tak znam i to nie ja-odparłam.-Mogę teraz iść do domu?
Głos się zaśmiał.
-To dziecko już nie żyje.
Czas się zatrzymał. Serce przestało bić. Krew w moich żyłach przestała krążyć. To co powiedział upadły nie może być prawdą. David musi żyć. Przecież cały czas był z nim Aker. Nie. To jest kłamstwo. Chcą mnie złamać. Nie. Tak łatwo im nie pójdzie. Nikomu jeszcze się to nie udało.
-O jakie proroctwo w takim razie chodzi?-Spytałam.
Odpowiedział mi podmuch wiatru. Znikąd nie dobiegał żaden głos. I to jest najlepsze rozwiązanie. Odejść nie wiadomo gdzie. Położyłam się na podłodze, bo co innego mogę robić?
Leżałam tak kilka godzin, gdy w oddali dostrzegłam jakąś postać. Powoli wstałam i podeszłam do krat. Postać była wysoka, z kapturem na głowie i workiem w ręce. Twarzy niestety nie mogłam dostrzec. Postać była coraz bliżej, gdy nagle się zatrzymała.
-Kim jesteś?-Spytałam coraz bardziej przerażona.
-To Łapacz Snów-odparł ten sam głos, z którym rozmawiałam wcześniej.
-I co w związku ze mną?-Spojrzałam na mroczną postać.
-Jeśli dasz nam to czego chcemy nie zrobi ci krzywdy.
Przełknęłam ślinę.
-Czego chcecie?
Usłyszałam drugi głos. Bardziej piskliwy niż poprzedni.
-Jedno wspomnienie.
Nie. Niech wezmą wszystko tylko nie wspomnienia. Już wiem do czego dążą. Chcą mnie zabić w jeden z najprostszych sposobów.
-Nie!-Wykrzyknęłam i gwałtownie się cofnęłam.
-Dlaczego?-Spytałam oba głosy na raz.
-Wiem jakie chcecie wspomnienie-odparłam-chcecie mi zabrać dzień, w którym się urodziłam. Wtedy nie będę już zagrożeniem. Nigdy!
Nagle poczułam zimną dłoń na moim policzku. Głowa gwałtownie przekrzywiła się w bok. Szybko złapałam się w miejsce, w które zostałam uderzona i szerzej otworzyłam oczy. Spojrzałam na rękę, którą przyłożyłam do twarzy. Była na niej krew.
Zapanowała cisza. Spojrzałam na Łapacza Snów. Nadal się nie ruszył.
-Jesteś głupia-odparł głos ze złością.-Oddasz wspomnienie, albo umrzesz.
Ponownie zostałam uderzona ciężkim przedmiotem w kark.
Ocknęłam się dobre kilka godzin później. Znowu miałam ogromnego guza, a cała moja twarz była obolała i prawdo podobnie sina.
Po moim policzku spłynęła łza.
-Oddaj wspomnienie-odparł głos, gdzieś bardzo blisko.
-Nigdy go nie oddam!-Wykrzyknęłam nadal leżąc na podłodze.-Nie znam nawet proroctwa!
-Oddaj wspomnienie.
Teraz to do mnie dotarło. Czemu upadli sami nie mogą zabrać jednego mojego wspomnienie? Czemu sama "dobrowolnie" muszę je im oddać?
-Nigdy go nie dostaniecie!
W tym momencie znowu zostałam uderzona w twarz. Tym razem w drugi policzek. Popłynęła z niego krew.
-Nigdy-wyszeptałam i moja głowa ponownie upadła na posadzkę.
Czy wszystkie dni, które będę musiała spędzi w tym przeklętym Krampel będą wyglądały tak samo? Wstaję, krótka rozmowa, dostaję w twarz i znowu wszystko od początku?
I o jakie proroctwo chodzi. Tego również muszę się dowiedzieć. Chcę wiedzieć kim lub czym jestem.
-Powiedz jakie proroctwo! Powiedzcie mi to, albo...
-Albo co zrobisz?-Odpowiedział mi głos w ciemności.
-Albo sama się zabije!
Z ciemności dobiegł śmiech.
-Jak niby to zrobisz? Jesteś w ciemnej celi bez żadnych narzędzi.
-Niedługo i tak umrę.
-I o to właśnie chodzi.
Poczułam podmuch wiatru. Zupełnie tak jak podczas dnia, kiedy szłam do szkoły i zostałam porwana. Po policzku spłynęła mi łza. Nie chcę tu być. Nie chcę tego cholernego daru. Nigdy go nie chciałam. Niech to wszystko się skończy! Jeśli oddam im tylko to jedno wspomnienie moje życie dobiegnie końca. Skończą się wszystkie problemy.
-Zgoda!-Wykrzyknęłam.-Weźcie je! Weźcie wszystkie.
W tym.samym momencie znowu pojawił się Łapacz Snów.
Zakapturzona postać podchodziła coraz bliżej, a ja coraz bardziej się cofałam.
Łapacz Snów wyjął z worka szklaną kulę. Domyśliłam się, że to na moje wspomnienie.  Nagle z kuli wydobył się szary wir, który porwał mnie kilka centymetrów nad ziemię. Powoli czułam jak jakaś cząsteczka opuszcza moje ciało. Powoli oczy zaczęły mi się zamykać. Powoli uchodziło ze mnie życie. Nagle wir wrócił do szklanej kuli, a ja upadłam na podłogę. Nie mogłam się poruszać, ostatnie co widziałam to Łapacz Snów odchodzący z moim wspomnieniem, a ostatnie co słyszałam to śmiech upadłych.
Potem moje oczy się zamknęły, a oddech coraz bardziej spowalniał.
Leżałam na podłoże kilka godzin, jak nie dłużej. Byłam pewna, że już nie żyłam, jednak nagle usłyszałam swoje imię. Dochodziło do mnie z daleka. Bardzo daleka.
-Amanda-pomiędzy palcami poczułam ciepło. Zupełnie tak jakbym trzymała kogoś za rękę.
-Wróć. Proszę.-Teraz bez problemu rozpoznałam ten głos. Aker.-Otwórz oczy Am.
Nie chcę. Nie chcę wracać. Nienawidzę tego świata. Tego daru. Nie chcę.
Mój oddech powrócił do normy. Słaby ten Łapacz Snów, skoro nie może zabić dziewczyny chorej na autoimmunologie.
-Amanda. Otwórz oczy. Proszę...Proszę.
Spróbowałam podnieść powieki. Nie dam rady. Są zbyt ciężkie, a ja zbyt słaba. Zbyt słaba by żyć. Oddech znowu zaczął słabnąć.
-Rebecka!-Usłyszałam krzyk Akera-przestaje oddychać!
Nagle do pokoju wbiegło kilka osób. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Ktoś podszedł do urządzenia, do którego byłam podłączona i zaczął coś wpisywać.
Czemu nikt nie chce mi pozwolić umrzeć?
-Wszystko w porządku-odparła Rebecka-stan jest w normie.
-Dzięki-odparł Aker i znowu chwycił mnie za rękę. On jest nie normalny. Najpierw mówi, że ma mnie dość, teraz trzyma mnie za rękę i nie pozwala mi umrzeć.
Nagle poczułam ciepły dotyk na swoich ustach. Aker mnie pocałował. Nienawidzę go. Nienawidzę. Pod powiekami zgromadziły mi się łzy. Boże czemu ja nie mogę umrzeć!?
Teraz. Proszę.
-Am-odparł Aker-przepraszam. Przepraszam za to co wtedy powiedziałem. Nie chciałem. Byłem zły.
Znowu spróbowałam podnieść powieki. Delikatnie oślepiło mnie światło panujące w pomieszczeniu. Z powrotem je zamknęłam. Druga próba. To na nic. Nagle poczułam kolejny pocałunek. Po moim ciele rozeszło sie przyjemne ciepło. On mnie kocha, ale czy ja kocham jego?
Nie obchodzi mnie to. Przez tyle lat spędzonych w Domu Dziecka nauczyłam się, że nie ma czegoś takiego jak miłość. Miłość nie istnieje. Miłość to coś pochopnego, coś co szybko przemija.
-Am, proszę-usłyszałam znowu głos Akera.
Nie. Nie chcę. Skończmy to raz na zawsze.
Mój oddech ponownie zwolnił. Usłyszałam krzyk i pikanie aparatu, do którego byłam podłączona. Udało się. Jestem wolna. Nagle ujrzałam światło. Udało się. Wszystkie problemy dobiegły końca.


Szalona dziewczyna

-----------------------------------------------------

Wesołych Świąt!!!
Wiem trochę wcześnie, ale nie wiem, czy uda mi się wstawić następny rozdział przed świętami.
Tak, więc życzę wam dużo książek do czytania, dużo zdrowia, odwagi, oraz abyście byli dobrymi obserwatorami, ponieważ anioły są wszędzie(ja już kilku spotkałam) i szukajcie Amandy. Ona też jest całkiem blisko.
Wesołych Świąt!!!

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział piętnasty

Powoli otworzyłam oczy. Szósta trzydzieści. Dziś muszę iść do szkoły. Jej, czyli moje życie wraca do normy. Wyszłam spod ciepłej kołdry i w piżamach ruszyłam do kuchni.
Wyjęłam kilka kromek chleba, masło z lodówki i nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie. Aker nie wszedł wczoraj do mojego pokoju. Czyli gdzie poszedł? Szybko zjadłam drobne śniadanie, ubrałam się i ruszyłam do Aprilfall. Szkoła poczeka. Szybko wezwałam Tima. Nie gadam z nim. Nie mam o czym. Nawet nie mówimy sobie cześć.
Zaraz po lądowaniu ruszyłam do gabinetu Rebecki. Szłam szybko i nie zwracałam uwagi na otaczające mnie anioły. Jednak nagle jeden wpadł mi w oko. Wysoki, ciemny blondyn, ale nie to zwróciło moją uwagę. On miał skrzydła. Do tej pory widywałam tylko anioły bez skrzydeł i byłam przekona, że wszystkie tak wyglądają. Nie zatrzymując się dłużej ruszyłam przed siebie. Rebecka napewno mi to wyjaśni. Otworzyłam drzwi do jej gabinetu i mnie zamurowało.
-ŁoŁoŁo-odparłam widząc Rebecke. Ona też miała skrzydła.
-Witaj Am-odparła podnosząc wzrok znad biórka.
-Ty masz skrzydła?
Rebecka spojrzała na swoje skrzydła i wzruszyła ramionami.
-Jak? Przecież wy... Nigdy nie widziałam...Jak?-Wydukałam.
Rebecka nie zwróciła na mnie uwagi.
-Możemy je schować, tak by nik nie widział, ale czasem to męczące.
-Czemu wcześniej nic nie widziałam?-Spytałam stojąc po środku jej gabinetu.
-Może się nie przeglądałaś.
Dobra. Mniejsza z tym. Muszę znaleźć Akera.
-Wiesz może gdzie jest Aker?
Zamknęłam oczy. Nagle poczułam ból w udzie. Dam radę. Jestem silna.
-Nic ci nie jest?-Spytała podchodząc do mnie.
-Nie-odparłam. Ból powoli ustępował.-Wiesz, gdzie jest Aker?
-Nie-odparła czule na mnie patrząc-ale zaraz to sprawdzę.
Po tych słowach wyszła z gabinetu. Wróciła dokładnie po dwóch minutach.
-Jest u tego twojego przyjaciela, Davida.
-Dziękuję-odparłam i dodałam po chwili-za wszystko.
Pożegnałam się z Rebecką i poprosiłam Tima by zabrał mnie do Davida. Nad lądowaniem muszę cały czas pracować. Pokój Davida to istne pobojowisko. Wszystko wala się na łóżku, podłodze lub biurku, wyglądając jak czarna fala. Rzeczy Davida podobnie jak moje w większości mają ciemny kolor, z wyjątkiem ścian. U mnie są niebieskie, a u niego żółte. Wierzcie mi. David w pokoju tego koloru wygląda zabawnie.
-Hej-odparłam, gdy tylko podniosłam się z ziemi po lądowaniu. David siedział przy biurku i pewnie miał słuchawki, bo mnie nie słyszał. Szybko do niego podeszłam i je wyciągnęłam.
-Hej Am-odparł, gdy mnie zobaczył-co u ciebie?
-Dobrze-powiedziałam rozglądając się po całym pokoju.-Słyszałam, że jest u ciebie Aker.
-Jest na dole w kuchni.
-Co!?- Wykrzyknęłam zaskoczona.
-Spoko Am-odparł wystając z krzesła.-Rodziców nie ma.
W tym momencie otworzyły się drzwi i do pokoju wszedł mój anioł stróż. Nigdy nie przestanę tak o nim mówić. Aker zawsze nim będzie. Zawsze będzie mój.
-Skąd wiedziałaś gdzie mnie znaleźć?-Spytał, gdy mnie zobaczył.
Super powitanie. Nie ma co.
-Tak bardzo sięcieszysz , co?
Przewrócił oczami i podniósł głowę do góry. Wypuścił powietrze przez usta.
-Mam cię dość.
Gwałtownie mrugnęłam oczami.
-Co?
Życie na ziemi mu szkodzi. Już zaczął gadać brednie.
-Kiedyś taka nie byłaś-odparł nadal stojąc w drzwiach.
-Czyli jaka?
-Taka jak teraz.
-Dobrze wiesz czemu taka jestem-odparłam-wiesz o mnie wszystko. Znamy się od szesnastu lat.
-To może ja wyjdę-odparł David powoli wstając z krzesła.
-Siadaj-syknęłam i pokazałam palcem krzesło.
-Kiedyś byłaś inna-odparł Aker.-Lepsza.
-Życie to nie bajka. I ja dobrze o tym wiem. Trochę spędziłam w Domu Dziecka.
-Am...-Zaczął, ale było już za późno.
-Nie pamiętasz?-Spytałam pełną złości.-Zaadoptowali mnie tylko dlatego, że miałam wpisane w akta, że nie jestem chora, chociaż miałam już autoimmunologie cztery lata. Tylko dlatego teraz mam "rodzinę".
-A ja miałem lekko?
I znowu się zaczyna. Życie bitego chłopaka, którego mama jest aniołem. Ale w sumie to prawda. Oboje w życiu nie mieliśmy łatwo. Ja dziesięć lat spędziłam w Domu Dziecka, a on był napastowany przez wuja. Obydwoje zawsze byliśmy skazani na samych siebie. Tylko, że Aker dużo lepiej sobie radził. To co go spotkało nie wpłynęło na jego życie aż tak bardzo, jak moje dzieciństwo na mnie. Po tym co mnie spotkało nie umiem żyć z "rodziną". Ja nawet nie umiem kochać. Stałam się odporna na to uczucie. Nie wiem nawet co czuję do Akera.  Nie wiem czy to jest miłość, bo nigdy jej nie doświadczyłam, ale jestem odporna na ból. Do określonego bólu można się przyzwyczaić.
-O co my się w ogóle kłócimy?- Spytałam, bo naprawdę już nie pamiętałam o co poszło.
-O nic-odparł Aker siadając na łóżku.
-Chyba już pójdę-odparłam odwracając się.
Nikt nic nie odpowiedział. Aker siedział na łóżku, a David na krześle, z którego nadal się nie ruszał.
Tym razem nie wezwałam Tima. Wyszłam z domu przez drzwi wejściowe i ruszyłam przed siebie. Dom Davida stał na obrzeżach miasta, więc trochę mi zajęło zanim dotarłam do centrum naszego małego miasteczka. Na ulicach dostrzegłam kilka ludzi z psami i  gromadę biegających dzieci.
-Am!-Usłyszałam, gdzieś za swoimi plecami. Powoli się odwróciłam. Cynthia.
-Hej!-Odparłam, gdy moja przyjaciółka była już przy mnie.
-Co u ciebie?
Oprócz tego, że pokłóciłam się że swoim aniołem, to myślę, że...
-Dobrze-odparłam-a co u ciebie?
-Nie jest źle.
Nagle zadzwonił jej telefon. Rozmowa była dość krótka i raczej dość ważna, bo Cynthia zaraz się ze mną pożegnała i pobiegła w innym kierunku niż ja szłam. Szkoda, bo naprawdę chciałam z nią porozmawiać.
Po piętnastu minutach doszłam do niewielkiego rynku, w którym znajdowało się kilka sklepów i dwie, może trzy zabytkowe kamieniczki. Chodziłam po mieście przez pół godziny, więc zdecydowałam się wrócić do domu. Ponieważ mój dom również stał na obrzeżach miasta wezwałam Tima i w mgnieniu oka znalazłam się u siebie w pokoju i teraz powróciłam myślami do mojej rozmowy, a raczej kłótni z Akerem.
Jak mógł powiedzieć, że ma mnie dość, i że jestem inna. Dobrze wie czemu się zmieniłam, ale może ma rację? Może czas znowu się zmienić? Tym razem na lepsze? Dobra. Wstałam z łóżka, chwyciłam telefon i zaczęłam przeglądać swoją książkę kontaktową, aby zadzwonić do kogoś po lekcje. Oczywiście. Żadnej osoby z klasy. Miałam w sumie numer do Brajana, ale go usunęłam. No cóż. Mówi się trudno. Sparowałam plecak na jutro do szkoły, poszłam się umyć i położyłam się spać.
Budzik zadzwonił o szóstej trzydzieści. Powoli wstałam, założyłam czarne spodnie, czerwoną bluzę i poszłam zjeść śniadanie. Tym razem nie sprawdzałam, czy rodzice już nie śpią. Po prostu wyszłam z pokoju.
Rodzice jednak jeszcze spali. Ruszyłam więc do kuchni, zjadłam płatki z mlekiem i wróciłam się do mojego pokoju po plecak i telefon.
Wyszłam z domu o siódmej. Postanowiłam, że dziś nie pojadę autobusem, tylko pójdę pieszo. Idąc tak wspominałam jak to kiedyś jeździłam z Akerem i doszło do mnie jak moje życie się zmieniło. Aker nie był moim aniołem, ciągle wizyty w Aprilfall, tajemnica Rebecki, moja zmiana. Wszystko wydarzyło się tak nagle. Już nic nie będzie takie jak kiedyś.
Nagle powiał zimny wiatr. Cóż w końcu to już jesień.
Zapięłam kurtkę i ruszyłam dalej. Szłam dość powoli, więc postanowiłam, że pójdę skrótem. Skręciłam w boczną uliczkę. Nagle przede mną wylądował anioł. Cofnęła się kilka kroków.
Upadły anioł.
Czarny jak noc i zły jak sam diabeł.
-Czego chcesz?-Spytałam przerażona.
Anioł się uśmiechnął. Moje serce zabiło mocniej. Krew zaczęła pulsować.
-Pozwól, że zabiorę cię na wycieczkę-odparł i porwał mnie w otchłań.
Wylądowaliśmy gdzieś po środku ciemnej sali.Pierwsza myśl. Królestwo upadłych aniołów. Krampel. Dookoła było słychać śmiechy upadłych.
-Czego chcecie?!-Spytałam.
-Twojej śmierci-no tego nie chciałam usłyszeć.
-Co wam zrobiłam?
-Jesteś zagrożeniem-odparł głos, który był coraz bliżej.
-Co?-To były moje ostatnie słowa. Zemdlałam. Ktoś uderzył mnie zimnym przedmiotem. Upadłam po środku mrocznego krolestwa. Upadłam po środku królestwa upadłych aniołów.

Szalona dziewczyna

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział czternasty


Chmurne wrota się zamknęły, a my staliśmy po środku mojego pokoju patrząc się na siebie. Jak zwykle panowała cisza.
-Co chcesz wiedzieć?-Spytał Aker po chwili milczenia.
-A jak myślisz? Najlepiej zacznij od początku-odparłam siadając na łóżku.
-Nie jestem aniołem-powiedział i spuścił wzrok-i nigdy nim nie byłem.
-To akurat wiem.
-Rebecka?
Pokiwałam głową.
-Ona zawsze umiała wszystko załatwić-odparł i uśmiechnął się pod nosem.-Nawet zataiła mnie w Aprilfall.
- I już w tym momencie się pogubiłam-odparłam kręcąc głową.
-I tu zaczyna się cała historia. Urodziłem się na ziemi jako zwykły człowiek. Prawie. Rebecka jest moją matką i pół aniołem, czyli w moich żyłach płynie jakiś odsetek anielskich genów, ale to nie wystarczyło bym mógł mieszkać z mamą w Aprilfall-wziął głęboki oddech i zaczął mówić dalej-ale dostałem najlepszego anioła stróża, by mnie chronił, a sam zamieszkałem w domu wujostwa. Nie było za dobrze. Ciągle kłótnie i sprzeczki. Po pewnym czasie przeszło do rękoczynów.-Spuścił głowę i zamilkł na chwilę.
Zamurowało mnie. Aker był bity? W życiu bym się tego nie spodziewała. Ten wspaniały chłopak, którego znałam szesnaście lat miał tak przerąbane dzieciństwo.
Nic nie mówiłam. Nie wiedziałam co. Czekałam aż znowu zacznie mówić.
-Pewnego dnia wujek znowu chciał mnie pobić, ale mój anioł stróż nie pozwolił. Kiedy wujek podniósł już rękę ona się ujawniła.
-Ona?
-Tak. Miała na imię Hope. Uratowała mnie. Kiedy się ujawniła wujka na chwilę zamurowało i mnie zresztą też. Jednak nawet ona nie mogła go powstrzymać. W wujka wstąpiła furia, a Hope zrobiła to czekago nikt się nie spodziewał-w tym momencie przerwał. Było widać, że ta opowieść jest dla niego trudna do opowiadania.-Złapała kuchenny nóż i wbiła go sobie w brzuch.
-Czemu?-Spytałam zdezorientowana.
Spojrzał mi w oczy i chwycił mnie za rękę.
-Jeśli anioł odda za ciebie życie jesteś chroniony do osiemnastego roku życia i nikt nie może cię skrzywdzić. Po tym co się wydarzyło Rebecka ukrywa mnie w Aprilfall, a w akta wpisała, że jestem aniołem. Dała mi też serum, dzięki któremu ludzie mnie nie dostrzegli.
Aker mówił dalej, jednak jego słowa już do mnie nie docierały.
Nagle poczułam silny, pulsujący ból w głowie. Normalność. W domu często mi się to zdarza. Zamknęłam oczy. Ból się nasilał. Zacisnęłam zęby. Z wiekiem można się przyzwyczaić. Chociaż nie. Złapałam się za głowę i przyciągnęła ją do kolan. Spokojnie. To tylko kolejna zapaść.
-Amanda?-Na ramieniu poczułam dłoń Akera.-Wszystko w porządku?
Nie odpowiedziałam. Jego słowa docierały do mnie jak przez mgłe.
-Am?
Powolnymi ruchami wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Aker ruszył za mną.
-Poczekaj-odparłam i wspięłam się na górę do salonu, gdzie zastałam swoich rodziców.
-Znowu-odparłam. Te słowa wystarczyły, aby moi rodzice w mgnieniu oka zerwali się z kanapy i zaczęli się ubierać. Docierały do mnie przytłumione głosy.
-Dzwoń do doktor Preit. Musi wiedzieć.
-Już dzwoniłem. Będzie gotowa.
Moi rodzice zawsze byli lekko przewrażliwieni. Nagle moje powieki powoli opadły, a ja uderzyłam głową o podłogę, czyli już jest niedobrze.
Ocknęłam się dobre dwie godziny po napadzie bólu. Leżałam w wielkiej, białej sali. Pokój 128. To było moje pomieszczenie w Szpitalu Świętej Marianny. Zawsze po zapaści tu trafiałam.
Przed drzwiami do sali zauważyłam rodziców romawiających z doktor Preit. Wysoka, gruba kobieta z lekko siwymi włosami. Prawie zawsze na nosie ma okrągłe okulary. Spojrzała w moją stronę i weszła do sali.
-Witaj Amando. W normalnych okolicznościach spytałabym jak się masz, ale obie wiemy jak się czujesz.
Odwróciłam wzrok w stronę okna i spojrzałam ma drzewa. Miała rację. Czułam się fatalnie.
-Czym spowodowałaś zapaść?-Spytała patrząc na mogą kartę zdrowia.-Ostatnio u nas nie bywałaś.
-Nie wiem-odparłam.
-No cóż-zaczęła dalej patrząc na dokumenty-zatrzymamy cię na krótką obserwację ze względu na twoją chorobę.
Spojrzała na mnie i wyszła z sali.
Nienawidzę tego słowa. Obserwacja. Najgorsze co może spotkać chorą osobę. Zwłaszcza mnie. Po tych badaniach będę mogła usłyszeć, że choroba przestała się posuwać na przód, ale również mogłam się dowiedzieć, że  jest coraz gorzej...
Tak jak obiecała doktor Preit, obserwacja potrwała tylko dzień. Kilka prześwietleń, rozmów z innymi lekarzami. Tak jak zwykle. Potem mogłam wrócić do domu. W szpitalu oczywiście nie byłam sama. Cały czas siedzieli przy mnie rodzice, David i Cynthia. W takich miejscach jak szpital nigdy nie jest się samemu.
Zaraz po przekroczeniu progu szpitala rodzice zapakowali moje torby do samochodu. Ja jednak nie chciałam jechać. Wolałam się przejść. Póki jeszcze mogłam.
Droga trochę mi zajęła, jednak ja się nie zmęczyłam. Przed domem zastałam Akera.
-Hej-odparł-co się stało?
-Tylko trochę bolała mnie głowa-odparłam i błagałam, aby więcej nic nie mówił.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu. A łzy coraz bardziej się we mnie zbierały.
-Będzie dobrze.
Po policzku spłynęła mi łza. Takie pocieszenia słyszę już od sześciu lat. Gwałtownie się odwróciłam.
-Nie chrzań! -Wykrzyknęłam.
-Co?-Spytał zdezorientowany.
-Nie chrzań-po policzku spłynęła mi kolejna łza.
Aker położył mi rękę na ramieniu, ale ja ją zrzuciłam.
-Am...
-Przestań-odparłam płacząc.-Nie wiesz jak to jest, gdy każdego dnia umiera cząstka ciebie. Nie wiesz jak to jest słysząc płacz twoich rodziców, którzy chcą pomóc, ale nie mogą. Nie znasz uczucia, gdy wieczorem kładziesz się spać i boisz się, że rano się nie obudzisz.
Już nawet nie panowała nad tym co mówię. Nie widziałam reakcji Akera. Łzy zalały mi całą twarz. W końcu mogłam komuś powiedzieć co czuję.
Aker stał i nic nie mówił, jednak po chwili podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało.
-Na co jesteś chora Am?
Wzięłam głęboki oddech. Muszę mu powiedzieć.
-Mam autoimmunologie. Stąd ten ból głowy. Choroba każdego dnia zabija moje mięśnie.
Aker odsunął się ode mnie.
-Czemu mi nie powiedziałaś?-Spytał kręcąc głową.-I jak chodziłaś do lekarzy, skoro cały czas z tobą byłem jako twój anioł?
Schowałam twarz w dłoniach.
-Pamiętasz kiedy wysyłałam cię do Rebecki? Ona wiedziała, że jestem chora i miała z tobą rozmawiać tak długo, aż nie wrócę od lekarza.
Na ulicy zapanowała cisza. Było słychać tylko szum wiatru. Aker stał i wpatrywał się we mnie. Był smutny, że mu nie powiedziałam, że mu nie zaufałam.
-Przepraszam-dodałam po chwili i weszłam do domu zostawiając Akera samego ma ulicy spowitej w mrok. Nie chciałam go zostawić, ale już się przyzwyczaiłam, że jestem sama. Kiedyś mi to nie pasowało. Teraz? Teraz to jest konieczne, aby nikogo nie skrzywdzić. Zostało mi nie dużo czasu, chociaż nikt nie wie ile. Tej choroby nie da się kontrolować. Mam może dzień? Tydzień? Miesiąc? Rok?
-Am-usłyszałam krzyk mamy z kuchni-zjesz z nami kolację?
-Nie-odkrzyknęłam-położę się już lepiej.
Nie usłyszałam już odpowiedzi, więc poszłam do pokoju i położyłam się spać. Z tym samym uczuciem już od sześciu lat. Byleby się jutro obudzić. To jest mój cel życiowy. To jest to czego zawsze pragnę...

Szalona dziewczyna


--------------------------------------------------------------

Dwie sprawy:
Po 1: Tak, wiem. Rozdział jak zwykle krótki, ale ja nie przepadam za długimi tekstami.Łatwo się pogubić.
Po 2: Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, więc prośba do tych, którzy mnie znają; nie pytajcie się mnie codziennie kiedy nowy rozdział!