piątek, 27 lutego 2015

Rozdział dwudziesty drugi


I co teraz? Nie mogę wrócić do domu, nie mogę iść do Davida, a Cynthia nie odbiera moich telefonów. Po prostu świetnie. Mam dwa rozwiązania. Albo od razu się zabić albo trzymać się z Paulem. Nie wiem, która z tych wersji jest gorsza.
-To co, zgadzasz się?- Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Paula.
-Co?
-Wpadniesz do mnie do domu?-Spytał z tym swoim uśmieszkiem.
-Co?-Powtórzyłam jeszcze raz. No tak. Przecież do szkoły też nie pójdę. Sobota. Czyli teraz mam iść z nim do domu. I może jeszcze poznam jego rodziców? Świetnie. Lepiej po prostu być nie może.
-Okej.
-Super. To już nie daleko.
Z ,,Tinley" do jego domu faktycznie nie było tak daleko. Najwyżej dziesięć minut.
I już po chwili stałam przed dużym, kremowym domem. Przed nim był mały podjazd, a obok śliczny ogródek.
Jego dom w środku niewiele różnił się od mojego. Duży hol prowadzący do salonu, a z lewej strony kuchnia. Po woli zdjęłam buty i powiesiłam kurtkę na wieszaku, Paul zrobił dokładnie to samo, a potem zaprowadził  mnie do salonu. Po drodze do niego minęliśmy sporych rozmiarów ścienne lustro. On wysoki, z tym swoim kolczykiem w uchu, a ja? Zwykła dziewczyna, jakich jest na pęczki. Może jedyne co mnie wyróżnia, to te czarne włosy, których nigdy nie mogę ogarnąć.
-Napijesz się czegoś?-Spytał, gdy już siedzieliśmy w salonie. Pokręciłam głową. I dopiero teraz do mnie dotarło. Co ja będę robić z Paulem u niego w domu? I jak sądziłam po tym pytaniu zapanowała cisza.
-Ładny dom-odparłam po chwili. Nie odpowiedział, tylko cały czas się na mnie gapił.
-Ładna to ty jesteś-i w tym momencie wybuchłam śmiechem. No po prostu nie wytrzymałam.-Co cię śmieszy?
-Ty-odparłam powoli się opanowując.
-Czemu ty taka jesteś? Taka zamknięta w sobie?
Ta. I jeszcze będę mu się tu zwierzać z mojego życia.
-Nie chcesz słyszeć tej nudnej historii, o dziewczynce z Domu Dziecka. I jej dalszych potyczkach w różnorodnych szkołach. Zamknęłam się w sobie właśnie po tym. Moja dusza straciła wszelkie kolory. Życie jest brutalne, a ludzie ranią najbardziej. Dlatego zamknęłam się na wszelkie uczucia. Jeśli nie dopuścisz nikogo do siebie nikt cię nie zrani. Filozofia życia.
Po moim monologu lekko zaniemówił. No cóż. To były mocne słowa. Zazwyczaj się tak nie rozwodzę na temat swojego marnego życia. Ono i tak skrywa jeszcze wiele mrocznych tajemnic, o których nie chcę wspominać.
-Nie możesz się tak zamykać-odparł po chwili.
-Mogę. I już to zrobiłam-odparłam patrząc mu w oczy.
-A gdyby ktoś powiedział, że cię kocha? Co w tedy?
A gdyby ktoś powiedział mi, że mnie kocha. Haha. Aker to zrobił i co z tego wyszło? Jestem ścigana przez anioły, a on sam stanął po stronie Glidi i nawet nie próbował rotować Rebecki przed straceniem. I jeszcze się okazało, żę wszystko co robił było udawane. Miłość pierwsza klasa.
-Miłości nie ma. Miłość to iluzja.-Odparłam. I taka była prawda. Przynajmniej dla mnie. Nigdy nie poznałam czegoś takiego jak miłość. Nawet Emma i Harry nie adoptowali mnie dlatego, że coś do mnie czuli. Po prostu musieli.
-Nie możesz tak mówić. To egoistyczne do reszty świata-chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Możesz mnie wpuścić?-Usłyszałam drobny głos w progu drzwi, jednak nie dostrzegłam postaci wyglądając z salonu.
-Jesteś pewna?
I w tym momencie do salonu weszła Violin. Ubrana w biały sweterek i czarną rozkloszowaną spódnicę. Skrzywiłam się nieco na jej strój. W życiu bym się tak nie ubrała. Chwila. Co ona w ogóle tu robi!?
-Co tu robisz? -Spytałam wstając z kanapy bez żądnych gwałtownych ruchów. Jeśli ona tu jest i mnie znalazła, to anioły też muszą tu być. I Aker.
-Spokojnie.-Odparła podnosząc ręce do góry.-Jestem sama.
-O co tu chodzi?-Spytał Paul stojący za Violin. Chyba każdy byłby zaskoczony. Przychodzi do twojego domu dziewczyna, której nie znasz i każe ci się wpuścić.
-Możesz nas zostawić na chwilę?-Spytałam, a Paul udał się do kuchni.
-Czego chcesz?
-Przyszłam porozmawiać-odparła siadając na kanapie.
-To oni cię przysłali? - Spytałam wściekła.
-Nie-poprawiła tę swoją spódnicę.-Przysłał mnie Aker.
I na te słowa. Moje serce przestało bić. Po co ten dupek mi tu ją przysłał? Chyba tylko po to, abym ją mogła zabić pierwszą, a potem jego.
-Uspokój się-powiedziała widząc moją minę.
-Po co tu przylazłaś?-Wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-To co widziałaś w Aprilfall... To nie była prawda.
Kolejny kit z tego przeklętego miejsca.
-Aker przysłał mnie, abym uzgodniła umowę. Masz kartkę i długopis?
Co!? Ta laska serio twierdzi, że cś ode mnie dostanie? No to się grubo pomyliła.
Violin widząc moją reakcje powoli wstała i ruszyła w stronę drzwi. Już sądziła, że sobie idzie, ona jednak podeszła do wieszaków i ze swojej torebki wyjęła kartkę i długopis, a potem znowu wróciła na kanapę w salonie.
-Ty chyba jesteś śmieszna! Nic nie podpiszę!-Krzyczała, ale ona na nic nie zwracała uwagi , tylko pisała coś na kartce.
-Oto umowa-odparła po chwili i podała mi kartkę papieru.
,, Tu nie możemy rozmawiać. Glidia nas podsłuchuje. Musimy stąd wyjść. Znam miejsce, gdzie nas nikt nie usłyszy. To nie mój plan. Aker ma wszystko pod kontrolą. Musisz nam zaufać, a teraz zachowuj się tak jak przedtem." 

 Spojrzałam na nią. Zaufać? Im? Aker ma wszystko pod kontrolą. Znowu on.
Zachowuj się tak jak zwykle. No dobra.
Zacznijmy przedstawienie.
-Ty chyba oszalałaś! Ty i ten cały Aprilfall!-Krzyczałam i oddałam kartkę Violin.
,,Prowadź"
Violin pokiwała głową. Nie wierzę, że to robię. Po raz drugi zaufałam Akerowi. Temu popieprzonemu aniołowi.

***

Violin zaprowadziła mnie do małej kamienicy przeznaczonej do rozbiórki. Szłyśmy i żadna z nas nie odezwała się ani słowem. W końcu zatrzymałyśmy się na drugim piętrze.
-Tu nas nie usłyszy.-Odparła i odwróciła się do mnie.-Mój tata się o to postarał, ale mamy mało czasu.
-Twój tata?-Spytałam nie wiedząc o co może jej chodzić.
-Tak, ale to bez znaczenia. Aker bardzo się cieszy, że uciekłaś z Aprilfall. W sumie to nie była część planu, ale nie szkodzi. Wszystko w najlepszym porządku.
-Część planu?
-Nie mamy czasu na rozmowę o starym planie. Czas na nowy. Po pierwsze, Aker jest aniołem. Okłamał cie, bo musiał. Po drugie, Rebecka życie i ma się dobrze. 
Co za ulga, ale nadal nie mam zielonego pojęcia co się tu dzieje. I jaki udział ma w tym wszystkim Violin? W sumie o to samo co dziennie pytam siebie. Dlaczego ja? Dlaczego nie Sam z mojej szkoły? Ona świetnie byś odnalazła w całej tej spawie. A nie taka zwykła Amanda Kress.
-Nowy plan jest taki. Za wszelką cenę musisz się trzymać przy osobach, które nie wiedzą o aniołach. Inaczej cię porwą, a my z Akerem nie dopuścimy do wypełnienia się proroctwa.
-Przecież już od tak dawna czekają, aż się wypełni. Czemu mieli by przestać?-Spytałam lekko oszołomiona.
-Bo inne anioły nie wiedzą, co z tego proroctwa będzie miała Glidia. Jeśli proroctwo się wypełni to nie anioły z Aprilfall będą górą, tylko Upadłe Królestwo powstanie. 
-Skąd macie takie dane?
-Zbieraliśmy je od dawna. I wszystko się poukładało. Kilka lat temu Glidia zawarła pakt z Vercerem, królem upadłych aniołów, i zobowiązała się do zrobienia wszystkiego co w jej mocy, aby to on stał się władcą. Dlatego wymyśliła proroctwo, które miało być na korzyść Aprilfall. Mówiła, że znalazła je w kronikach Starego Ludu, a tak na prawdę, to proroctwo końca świata, tylko Glidia zmieniła słowa na korzyść Vercera.
-Czyli obie jesteśmy przeznaczone na koniec świata?-Spytałam powoli wszystko rozumiejąc.
-Dokładnie tak. Obie miałyśmy skazać ludzi na śmierć.
-Zgromadziłaś te informacje z Akerem?-Spytałam z ciekawości i chyba czując lekką zazdrość.
-Po część. Większość zgromadziłam z ojcem.
I znowu ten ojciec. 
-A kim on jest?-Spytałam i obserwowałam jej reakcje. Jej oczy nie patrzyły już na mnie tylko na swoje czarne kozaczki do kolan.
Wzięła głęboki oddech.
-Jestem córką diabła-wyszeptała.
Co!? Violin jest córką diabła. Ale to niemożliwe. Przecież... 
Na ta wiadomość zabrakło mi słów. 
Córka diabła.
-Jak to?-Tylko te słowa udało mi się wypowiedzieć.
-Po prostu. Moim ojcem jest diabeł. Zostałam zesłana na ziemię, aby siać zamęt, ale ja nie jestem taka jak on. Nie potrafię, a zresztą los chciał inaczej. Dostałam dar widzenia aniołów. Tak wyszło.
-Okey-Odparłam. Kurczę. A to niespodzianka.
-Też tak uważam. Kończy nam się czas. Musimy się zbierać i dotrzeć gdzieś, gdzie będzie masa ludzi. 
-,,Tinley" powinno się nadać.
-W takim razie teraz ty prowadź.-Odparła i uśmiechnęła się szeroko. Kto by pomyślał, że ta dziewczyna może być córką diabła?
Teraz jestem już prawie pewna, że Violin odegra ważną role w całej tej sprawie. Może nawet większą niż moja.

Szalona dziewczyna

____________________________________________________

I znowu to samo : Przepraszam, że tak długo nie pisałam.
Postaram się pisać częściej.
Obiecuję.


sobota, 7 lutego 2015

Rozdział dwudziesty pierwszy


 Wielka miłość. A to tylko była taka gra.
Kto pierwszy się zakocha - przegrywa.


-Amanda wstawaj-odparł Aker potrząsając moim ramieniem.
Przekręciłam się na drugi bok.
-Am-powiedział trochę głośniej.
-Aker przestań. Jest piąta rano- odparłam kątem oka patrząc na zegarek.
-Załatwiłem wizytę u Nakoriela. Zdejmie dar jeszcze dziś.
Na te słowa od razu się rozbudziłam.To było to czego od dawna tak bardzo chciałam. Nawet nie pytałam Akera jakim cudem to załatwił tylko szybko się przebrałam w pierwsze lepsze rzeczy wyciągnięte z szafki.
-Chodź nie mamy czasu-odparł Aker i trzymając mnie za rękę poprowadził do chmurnych wrót.
Nagle się zatrzymałam.
-Nie przejdziemy. Nie jesteś aniołem. Zapomniałeś?
-Am-odparł i położył mi ręce na ramionach-nie przejmuj się. Wszystko jest załatwione.
,,Wszystko jest załatwione"-te słowa dźwięczały mi aż do momentu przekroczenia chmurnych wrót. Miałam złe przeczucia... I się nie myliłam...
-Witamy pannę Kress.
Spojrzałam na osobę wypowiadającą te słowa. Glidia. Stała po środku sali w swojej idealnej fryzurze, w doskonałym stroju i z pięknymi skrzydłami. Na początku nie wiedziałam co się dzieje. Glidia, kilka innych aniołów ze skrzydłami i nieznana mi dziewczyna. Śniada cera, rude włosy, okulary, koszula i czarna spódnica. W życiu bym się tak nie ubrała. To musi być ta cała Violin, o której opowiadał mi Aker.  I teraz dopiero wszystko do mnie dotarło. 
-Nie...-Odparłam i spojrzałam się na niego. Szybko zaczęłam się cofać. Nagle się podknęłam. Teraz zaczęłam odpychać się nogami, aż nie dotknęłam ściany.
Aker ... Aker... On miał skrzydła. Aker był ... aniołem. 
-Nie...-Odparłam jeszcze raz.-To niemożliwe.
-Spokojnie-powiedziała Glidia.-Nasza Amanda lekko zakłopotana?
Nic nie odpowiedziałam. Siedziałam przy ścianie patrząc na nich wszystkich, zwłaszcza na Akera i Violin. Oboje stali i nic nie mówili. Nawet się nie poruszali.
-Pozwól, że ci wszystko kochanie przybliżę-powiedziała i zaczęła się przechadzać po pokoju Aprilfall. -Jak wiesz ty i twój przyjaciel David odgrywaliście różne role w tym świecie. Jednak on nie był nam tak potrzebny jak ty. On miał tylko chronić ciebie i odwrócić uwagę, dlatego nie wgłębialiśmy się w większą ochronę. Z tobą było dużo inaczej. Ty jesteś w proroctwie, na które czekamy już tak wiele lat, dlatego ciebie trzeba było mieć na oku. I tym dobrze zajął się nasz najlepszy anioł.-Nasze wzroki powędrowały na Akera.-Jeden z najlepszych jakich mam w Aprilfall. Doskonale się tobą zajął. 
-Ale ... Ja ... Ja widziałam papiery, a ta cała akcja ze straceniem, historia z bitym i poniżanym dzieckiem?-Zapytałam bardziej wściekła niż przerażona.
-Amando jaka ty jesteś naiwna-odparła dalej przemierzając pokój.-Wszystko było doskonale zaplanowane. Wszystko to miało was zbliżyć. Ty też miałaś trudne dzieciństwo, dlatego chłopak z podobnymi problemami był doskonały. To miało być takie zabezpieczenie, abyś nie zrobiła niczego głupiego, na przykład tak jak ostatnio. Co to za pomysł z oddaniem daru? 
Sama widzisz. Aker miał odwieść cię od tego pomysłu, ale ponieważ mu się nie udało musiałaś znaleźć się tu jak najszybciej. Podobnie jak Violin.
-Nie wierzę, że to zrobiłeś-odparłam patrząc na Akera.
-Każdy musi kiedyś dokonać odpowiedniego wyboru.
-Ja ci ufałam! Znamy się szesnaście lat! Jak mogłeś !?
-Przestań go dręczyć Amando. To dobry i posłuszny chłopak-odparła Glidia.
To jedna wielka paranoja. Wszyscy, którym ufałam wykorzystali mnie. Wszyscy mnie zostawili. Jaka ja byłam głupia. Anioł i człowiek. Wielka miłość. A to była tylko taka gra. Kto pierwszy się zakocha - przegrywa. No cóż. Przegrałam.
-Rebecka by mi tego nie zrobiła! Ona była lepsza od was wszystkich! - Wykrzyknęłam zdając sobie sprawę z tego, że jej tu nie ma.
-Ach Rebecka. Na prawdę myślisz, że tego nie zrobiła? Kto dał ci fałszywe papiery, kto powiedział, że Aker to człowiek? 
-Rebecka taka nie jest! Czemu kazałaś jej to zrobić?
-Jak już chcesz o niej mówić to w trybie przeszłym. -Odparła Glidia stojąc tyłem do mnie.
-Nie zrobiłaś jej tego. To twoja siostra. Nie mogłaś jej stracić. Nie ...
Nagle Glidia podeszła do mnie i pochyliła się nade mną.
-Ty nie wiesz co to życie. Rebecka była tylko nędznym pół aniołem. Nie zasługiwała na bycie tu, w Aprilfall.
-Rebecka była wspaniała. To ty nie zasługujesz na życie w takim miejscu- odparłam i odepchnęłam ją kopiąc ją w brzuch. Gdy tylko upadła rzuciłam się o ucieczki. Chmurne wrota. Jedyne ratunek.
-Łapać ją, bo może przejść!
Wszyscy nagle ożyli. Jakiś anioł zabrał Violin, a reszta zaczęła mnie gonić prze korytarze Aprifall. Że te drzwi cały czas zmieniają miejsce.
Biegłam tak szybko, że nie mogłam oddychać. Skręciłam za róg. Są. 
Nagle gdzieś za moimi plecami usłyszałam strzał. Ja jednak byłam już w swoim pokoju.
Jednak to nie wystarczyło. Szybko musiałam znaleźć się wśród ludzi. W innym wypadku mogą mnie porwać. Przy świadkach tego nie zrobią. Wydział Do Spraw Wiecznych by im nie darował. Zostaliby straceni jeszcze tego samego dnia. Tak jak Rebecka ...
Szybko wybiegłam z pokoju, przedarłam się prze salon i wybiegłam na ulicę. Nikogo nie było.
-Nie dobrze, nie dobrze...
Zaczęłam szybko biec przed siebie od czasu do czasu się oglądając. Nagle w coś uderzyłam, a właściwie w kogoś.
-Paul- odparłam będąc w jego ramionach.
-Gdzie tak pędzisz?-Spytał z tym swoim uśmieszkiem.
-Muszę...-Sama nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiem nawet czy mogę mu ufać.
-Jesteś roztrzęsiona-odparł.-No to co? Gorąca czekolada w ,,Tileney"?
Spojrzałam na niego. Jeszcze kilka godzin temu powiedziałabym ,,nie". Ale teraz? Teraz za wszelką cenę muszę być w śród ludzi. Przy kimś kto nie wie, co się dzieje.

***

-To powiesz mi co się stało?-Spytał po kilku minutach siedzenia w tych samych fotelach, co podczas naszego pierwszego spotkania.
-Nic. Prostu chciałam sobie pobiegać, zagapiłam się i na ciebie wpadłam.-Odparłam tak trochę bez zastanowienia.
-W taką pogodę? I dlaczego jesteś taka roztrzęsiona?
-Ty też byś był, gdybyś wpadł na kogoś kogo nie lubisz.
-Czy na prawdę musisz być taka mało wierna?- Spytał nie odrywając ode mnie wzroku.
-Ty tez byś taki był, gdybyś przeżył to co ja.
W tym momencie zadzwonił mi telefon. Nawet nie wiedziałam, że mam go ze sobą.
Odeszłam kilka kroków od Paula i zaczęłam rozmowę.
-Hallo?
-Hej, tu David. Wiem co się stało.
-Skąd? -Spytałam zdziwiona.
-Wiem co zrobić, by zdjąć dar. Ale to nie jest łatwe.-Odparł zmieniając temat.
-Mów-powiedziałam mechanicznie. 
-Trochę poszperałem i dawniej też byli ludzie tacy jak ty. Zazwyczaj zamykani w szpitalach psychicznych. Jednak oni znaleźli rozwiązanie swoich problemów.
-David. Szybciej.
Wziął głęboki oddech.
-Zabijali swoich stróży. Tak pozbywali się daru. I ty też możesz?
-To jedyne wyjście?
-Tylko tyle na razie udało mi się znaleźć. Dar został ci nadany przez anioła i tylko zabijając go możesz stać się normalna.
-Dzięki-odparłam i rozłączyłam się. Nawet nie spytałam się co u niego. 
Ale miałam większe problemy.
Muszę zabić człowieka, którego znam szesnaście lat.
Człowieka, który mnie oszukał.
Człowieka, który mnie kochał.
Muszę zabić człowieka, który jest aniołem.
Nie wytrzymałam. Po policzku spłynęła mi łza.
Pomyślałam o wszystkich naszych wspólnych chwilach. 
Jazda do szkoły, ratowanie Davida, pocałunki, spacery, kłótnie.
Wszystko co nas łączyło.
Wielka miłość..
Spojrzałam na Paula przez oczy pełne łez. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Kiedyś- nie do pomyślenia. Teraz-wszystko jest możliwe. 


Szalona dziewczyna 

_________________________________________
Niestety już niedługo kończymy. 
To jest jeden z końcowych rozdziałów. A potem?
A potem zaczniemy od nowa.
Serdecznie zapraszam na mojego NOWEGO BLOGA  Życie potrafi dać w kość ...



poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział dwudziesty


Rozejrzałam się dookoła, by zorientować się, czy w pobliżu nikogo nie ma. Podniosłam bukiet z wycieraczki i wróciłam do swojego pokoju. Gdy usiadłam na łóżku zauważyłam, że wśród róż znajduję się jakaś karteczka. Do tego momentu byłam prawie pewna, że kwiaty są od Akera, że chce mnie przeprosić.
Jednak się pomyliłam. Ten piękny, czerwony bukiet był od Paula.
,,Mam nadzieję, że nasz randka wypali"
Przeczytając to szybko wyrzuciłam bukiet wraz z liścikiem do kosza i z powrotem usiadłam na łóżku.
Znowu ktoś zapukał do drzwi. Tym razem był to Aker.
-Hej-odparł stojąc w drzwiach.
-Hej. Wejdź-powiedziałam i poszliśmy do kuchni.
-Am. To dla twojego dobra.
-Dla mojego dobra-powtórzyłam siadając przy wyspie kuchennej.-Dla mojego dobra mam mieć to przekleństwo i walczyć z upadłymi? Zastanów się co mówisz.
-To nie tak.
-A jak ?!-Wykrzyknęłam i uderzyłam pięścią w blat.
-Ostatnio wszystkie nasze rozmowy to kłótnie-zauważył i miał rację.
-A jak myślisz, czyja to wina?-Odparłam i zerwałam się z krzesła.
-Sądzisz, że to moja wina?
Przewróciłam oczami.
-A kto zawsze wszystko mi każe? Kto zawsze mi rozkazuje?
-Myśli, że to takie widzimisię?!-Odparł i wstał z krzesła.
-A nie?-Byłam coraz bardziej zła.
-Am ja się o ciebie troszczę-odparł i podszedł bliżej mnie.-Ja cię kocham.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Nigdy nie powiedział mi tego tak prosto z mostu.
Aker podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego i zapomniałam o naszej kłótni.
-Ufasz mi?-Zapytał po chwili.
-Tak-odparłam bez wahania i spojrzałam w jego błękitne oczy.-Ufam ci, ale mi nie rozkazuj.
Uśmiechnął się.
-A co z tą drugą dziewczyną z proroctwa?
-Rebecka się tym zajmuje. Już niedługo wszystko będzie wiadomo, a do tego czasu żyj normalnie. Tak jak zawsze chciałaś.
Spojrzałam na niego oczy, a potem na usta i go pocałowałam.
Nasz pocałunek był dość długi, bo przerwał go dopiero dzwonek do drzwi. Teraz to na pewno rodzice. Poszłam więc otworzyć drzwi. Otrzymałam po dwa całusy w policzek i rodzice dalej pogrążyli się w rozmowie na temat swojej pracy. Nawet nie zauważyli w kuchni Akera. On jednak musiał już iść. Tłumaczył się ważnymi sprawami.
Odprowadziłam go do drzwi i wróciłam do swojego pokoju.
-O co może mu chodzić?-Spytałam sama siebie patrząc na bukiet od Paula.

***

Dźwięk budzika to najgorsze co można usłyszeć o szóstej czterdzieści. Powoli, jak co dzień, wygramoliłam się spod ciepłej kołdry i zaczęłam się ubierać. Potem pokonałam schody na górę i zjadłam śniadanie. Rodziców już nie było. Pewnie znowu wyjechali do pracy przed szóstą. Ostatnio często się to zdarzało, bo rodzice pracowali na jakimś ważnym projektem dla Szwajcarii. Wszystko musiało być doskonałe. 
Po bardzo obfitym śniadaniu, czyli dwóch kanapkach, wróciłam do pokoju, wzięłam torbę, ciepło się ubrałam, zamknęłam dom i ruszyłam na przystanek autobusowy.
Przez całą drogę wyglądałam przez okno, aż w końcu autokar się zatrzymał.
Wysiadłam i ruszyłam do szkoły. Przemierzając korytarz miałam nadzieję, że nie spotkam Paula, ale to było mało prawdopodobne. Mieliśmy szafki obok siebie.
-Hej-odparł, gdy otworzyłam szafkę.-I co?
-To zły pomysł, a zresztą ja mam chłopaka-odparłam myśląc, że się odczepi.
-W takim razie to nie będzie randka, tylko spotkanie koleżeńskie.
Zaśmiałam się.
-Ty nigdy nie odpuszczasz, co?
Pokręcił głową. W tym momencie zauważyłam Sam stojącą na końcu korytarza. Była wściekła.
-Czemu ja?
-Już wczoraj ci to mówiłem. Jesteś inna. Lepsza. 
Że jestem inna to ja wiem, ale że lepsza?
-Rozmawiałeś z Sam?-Spytałam zmieniając temat.
-To ta z blond włosami? Rozmawiałem z nią tylko kilka minut. Powiedziała mi, bym na ciebie uważał i nie zawracał sobie tobą głowy., bo nie warto.
-To jej posłuchaj-odparłam zatrzaskując szafkę i ruszając do sali.
-Amanda-wyprzedził mnie i złapał mnie za ramiona, jednak ja szybko się wyspowodziłam.-Jedno spotkanie. Co ci szkodzi?
-A dlaczego tobie tak zależy?
Szybko go wyminęłam i ruszyłam w stronę sali od języka polskiego. Gdy weszłam do klasy nikogo jeszcze nie było, jednak zaraz po mnie zaczęli się zbierać inni i oczywiście Paul. Czemu musieliśmy trafić do jednej klasy?
Dzisiejszy dzień strasznie się ciągnął. Jedyne o czym marzyłam to wrócić do domu.
          Po skończonych lekcjach szybko wyszłam ze szkoły, ale oczywiście Paul musiał mi towarzyszyć.
-Amanda. Jedno spotkanie. Już cię nawet nie proszę. Ja cię błagam-powiedział, gdy tylko znaleźliśmy się na dziedzińcu.
Ludzie...
Już dłużej nie wytrzymam. Nie zniosę codziennej serii tych samych pytań z jego strony.
-Dobrze-odparłam i gwałtownie się odwróciłam. Stałam teraz dokładnie pięć centymetrów od niego, a nasze oddechy się mieszały. Moje ciało przeszł przyjemny dreszcz.
-Jutro po szkole?-Odparł i uśmiechnął się. Ku mojemu zdziwieni coś było w tym chłopaku. Coś co mnie przyciągało i odpychało zarazem.
Staliśmy tak blisko siebie dość długo, aż nie usłyszałam swojego imienia, gdzie za moimi plecami.
-Aker?-Spytałam, gdy go ujrzałam.
-Richardson?-Powiedział Paul i zaczął się śmiać zasłaniając usta ręką.
-Evans-odparł Aker przez zaciśnięte zęby.
-To wy się znacie?-Spytałam oszołomiona i przeniosłam wzrok z Akera na Paula.
-To ja już pójdę-odparł.
-Najlepsze rozwiązanie, nie Evans?-Odparł Aker nie zmieniając tonu.-Ty chyba się z nim nie zadajesz?-Spytał, gdy Paul już odszedł.
-Ja nie, ale on raczej ze mną tak.
Aker nic nie odpowiedział, tylko objął mnie ramieniem i poprowadził w stronę bramy.
-Masz wieści z Aprilfall?-Spytałam po kilku minutach drogi do mojego domu i bardziej się w niego wtuliłam.
Na dworze było dość zimno. No, ale czego można się spodziewać po jesieni. Krótkie dni, długie noce, masa liści ma ulicach i ten okropny mróz.
-Zapomniałbym ci powiedzieć. Mamy ją już w Aprilfall. Nazywa się Violin i jest o rok starsza od ciebie.
Zatrzymałam się i spojrzałam mu w oczy.
-Hej-odparł i położył mi ręce na ramionach.-Nie będziesz musiała wracać do Aprilfall i spełniać proroctwa.
-Jak to?
-Przemyślałem to co ostatnio mi powiedziałaś. Jeszcze nie wiem jak dostaniemy się do Nakroliela, ale coś wymyślę. Musimy jednak poczekać kilka dni, aż sprawa z tym twoim oddaniem daru przycichnie. Wtedy cię tam zabiorę.
-Aker!-Wykrzyknęłam radośnie. Niespodziewałam się takich słów z tego ust. Zarzuciłam mu ręce na szyję i go pocałowałam.
-Dziękuję-odparłam, gdy nasze usta się rozłączyły.
-Chodź. Odprowadzę cię do domu.
Szliśmy wtuleni do siebie przez ciemne uliczki spowite w listopadowej nocy, a dookoła fruwały wielobarwne liście.

                           ***

Kto wymyślił szkołę na ósmą? Czemu nie ma dziesiątą? Uczniowie by się wyspali, nauczyciele również. Każdy byłby szczęśliwy, ale nie. Nie traćmy dnia. Ósma to i tak pewnie za późno. Nienawidzę szkoły.
Zwlekłam się z łóżka i wyciągnęłam kilka rzeczy z szafy, ale za moment schowałam je z  powrotem. Spotkanie z Paulem. Nie chcę i nie mam zamiaru specjalnie dla niego się stroić, ale nie chcę też wyglądać jak totalny wyrzutek społeczeństwa.
Każda inna dziewczyna założyłaby miniówkę ledwo zakrywającą tyłek, ale ja w swojej szafie nie miałam żadnej sukienki ani spódnicy. Więc zostają spodnie. Czarne jak zwykle. Z bluzką będzie większy wybór. Posiadam czarne, czerwone i szare oraz kilka zielonych koszul w czarną kratę. Zdecyduję się chyba na szarą koszulkę z napisem ANGEL. Idealnie pasujacy do mojego życia.
       Gdy weszłam do kuchni ma lodówce zauważyłam kartkę pozostawioną przez rodziców.
,,Pojechaliśmy do Cristal. Wiemy, że nie chciałabyś z nami jechać. Wrócimy jutro wieczorem. Kochamy cię. Rodzice."
Uśmiechnięłam się pod nosem. Może zbyt często nie rozmawiałam z rodzicami, ale na prawdę ich lubiłam. Wszyscy inni ciągnęliby swoje dziecko do znienawidzonej kuzynki. A moi kochani? Zostawili mi cały dom i masę pysznego jedzenia, jak się później okazało, gdy otworzyłam lodówkę, by zjeść śniadanie.
Ostatnio zauważyłam, że każdy mój dzień wygląda tak samo. Dzwoni budzik, ja ledwo wstaję z łóżka, wybieram praktycznie te same rzeczy do szkoły, jem śniadanie i jadę do szkoły autobusem. Brakuje mi wypadów i różnych akcji w Aprilfall. Ale no cóż. Trzeba żyć.
       Powoli wysiadłam z autobusu i ruszyłam w stronę szkoły. Starałam się unikać Paula. Przynajmniej do naszego spotkania.
Dziś miałam dość mało lekcji. Polski, muzyka, matematyka, zajęcia artystyczne i chemię. Na każdym z tych przedmiotów siedzę dość daleko od Paula.
Po ostatniej lekcji chciałam czym prędzej wrócić do domu. Sądziłam, że zapomniał o naszej ,,randce", ale jednak nie. Dogonił mnie, gdy byłam już przy bramie.
-Co powiesz na kawę?-Spytał z tym swoim uśmieszkiem.
-Nie lubię i nie piję kawy-odparłam krzyżując ręce.
-To gorąca czekolada w ,,Tileney"
-Okay-westchnęłam.
Bo gdzie moglibyśmy iść? Preitown to małe miasteczko. Nic ciekawego, a ,,Tileney" to zwykła knajpa. Jednak w jej wyglądzie coś było. Przy dużych oknach stały dwa fioletowe fotele i mały, czarny stolik. Dalej w głębi lokalu stało pięć stolików po cztery krzesła przy każdym. Po przeciw ległej ścianie ciągnęła się lada, a za nią półki z masą ciast i innych smakołyków. W całym lokalu zawsze było przytulnie i pachniało cynamonem.
      Na miejsce dotarliśmy w jakieś pięć minut, ponieważ nie znajdowało się zbyt daleko od szkoły, oraz dlatego że na dworze panował straszny ziąb, a ja nie miałam zamiaru tulić się do Paula.
-Chcesz coś do tej gorącej czekolady?-Spytał, gdy usiedliśmy w dwóch fioletowych fotelach.
-Nie-odparłam.-Czekolada mi wystarczy.
O tak. Tego było mi trzeba w taki dzień. Gorąca czekolada.
-No więc. Powiedz mi coś o sobie-powiedział pomiędzy jednym, a drugim łykiem kawy.-Chyba, że chcesz usłyszeć to co ja wiem o tobie.
-To może być ciekawe. Ulubiony kolor?
-Czarny.
-Ulubione buty?
-Glany.
-Czego najbardziej nie lubię?
-Dziewczyn takich jak Sam i noszenia czapki.
-Na jaki kolor maluję paznokcie?
-Czarny albo bezbarwny.
-Dobry jesteś-odparłam i upiłam kolejny łyk gorącej czekolady.
-Wiem o tobie wszystko. Znam nawet każdy twój ruch.
-Doprawdy... -Uśmiechnięłam się pod nosem.-Czego słucham?
-Rock lub metal.
-Ulubiony przedmiot?-Pytania podobnie jak odpowiedzi wypływały coraz szybciej, a nasze twarze powoli się zbliżały.
Nagle przysunęłam swoją twarz tak blisko Paula, że nasze nosy prawie się stykały.
-A co zrobię teraz?
-Nie wiem-odparł i odstawił swój kubek z kawą.-Ale wiem co zrobię ja.
Paul powoli zaczął przybliżać swoje usta do moich jednak, gdy dzielił je zaledwie milimetr, ja szybko się odsunęłam.
-Ha!-Wykrzyknęłam triumfalnie.-Jesteś taki sam jak inni. Zależy ci tylko na jednym.
-Wcale tak nie jest. To ty zaczęłaś ze mną flirtować.
-Taa... Na pewno.-Odparłam i upiłam kolejny łyk pysznej czekolady.-Ja mam chłopaka, a te pytania to była czysta zabawa.
-Nie no proszę cię. Nie mów, że chodzisz z Richardsonem.
-A niby czemu nie? I skąd znasz Akera?
Paul upił ostatni łyk swojej kawy.
-Chodziliśmy razem do szkoły i trochę go znam. Jest inny niż ci się wydaje ...
Paul zapewne coś jeszcze chciał dodać jednak ja nie chciałam tego słuchać. Szybko wyszłam z ,,Tileney". On jednak jak zwykle nie dawał za wygraną.
-Czekaj-odparł i chwycił mnie za rękę.-Coś ci pokaże. Ustań na krąwężniku.
-Muszę?-Odparłam. Na prawdę miałam już dość przebywania z tym człowiekiem.
-Zamknij oczy... A teraz skocz.
Roześmiałam się.
-Co?-Odparłam ze śmiechem.-Mam skakać z krawężnika z zamkniętymi oczami? Ale dlaczego?
-Czasem trzeba zamknąć oczy i skoczyć. Zaufać. Bądź odważna, Amando Kress.
Ustałam na krawędzi krawężnika, zamknęłam oczy i ... Skoczyłam.
    Spojrzałam na Paula. Był wkurzający, ale z drugiej strony był również pociągający. Po prostu było w nim coś dziwnego. Coś co za razem odpychało i przyciągało.
-Muszę iść-powiedziałam dość szybko i ruszyłam w stronę domu. Tym razem nie poszedł za mną. Paul został na chodniku sam. Powoli zapadła zmrok, a zza chmur wyłaniał się księżyc.

Tym czasem w Aprilfall ...

-Kiedy sprowadzisz Amandę?-Spytała kobieta w brązowych włosach.
-Już niedługo.
-Chcę ją już jutro!
-Spokojnie-odparł szesnastoletni chłopak.-Wszystko idzie w najlepszym kierunku.
-Muszę ci powiedzieć..., że dobrze się spisałeś. Proroctwo wypełni się już niebawem, a ty zostaniesz nagrodzony.


Szalona dziewczyna
_________________________________

Jeden z najdłuższych rozdziałów ;)
Julka specjalnie dla Ciebie kochaniutka ;*
Czy dobry? To się okaże.
Dziękuję tym, którzy są ze mną od samego początku i mam nadzieję, że pozostaną jeszcze na długo.





piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział dziewiętnasty

Dedykuję ten rozdział Marcysi Danilewicz, Julce Klimkowskiej, Zuzce Urbańskiej, Weronice Białkowskiej, Marcie Pałac i Adrianowi Łosiowi
Wy moi wariaci 

Oddanie daru wcale nie było takie łatwe. Aker dobrze wiedział jak temu zapobiec. Sam przestał się do mnie odzywać i innym też zabronił. Czemu tak myślę? Idąc ulicą nie widziałam żadnego anioła stróża. Tak samo w szkole. Wszyscy opiekunowie znikali, gdy tylko byłam w pobliżu. Nawet Tim-mój były anioł nie reagował na wołanie. No cóż. Przy najmniej moje życie wyglądało normalnie.
-Amanda!-Głos mojej mamy stłumiony dotarł pod kołdrę.-Wstawaj! Już siódma. Spóźnisz się na autokar.
Kurczę. Teraz, gdy nikogo nie muszę ratować i o nikogo się martwić, lubię sobie dłużej pospać.
Niechętnie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy, przy okazji się przeglądając. Moje czarne włosy w życiu nie były tak pokołtunione. Szybko złapałam szczotkę próbując je ogarnąć. Potem wyjęłam czarną koszulę i spodnie w tym samym kolorze. Spojrzałam na zegarek. Siódma piętnaście. Wyjęłam torbę z pod biurka i wyszłam z pokoju.
Mama krzątała się w kuchni, a tata zakładał już kurtkę.
-Zjem coś w szkolę-odparłam zakładając swoje ulubione buty. Glany.
-Ubierz się ciepło-usłyszałam głos taty zanim  wyszedł.
-Jesienią najłatwiej się przeziębić-dodała mama i pośpieszyła mnie, byśmy razem wyszły z domu.
Szybko wsiadła do samochodu i ruszyła w przeciwnym kierunku niż przystanek autobusowy.
Droga do szkoły strasznie mi się dłużyła.
Powolnymi ruchami wysiadłam z autokaru i ruszyłam w stronę wejścia do szkoły. Dziedziniec był pełny, chociaż było całkiem zimno, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Wszyscy mówili tylko o jednym. O nowym uczniu, który miał dziś do nas dołączyć. Ja nie zamierzałam być w tej komisji powitalnej, więc czym prędzej weszłam do szkoły. Od razu przywitał mnie podmuch ciepłego wiatru i masa ludzi opierających się o szafki biegnące wzdłuż ścian.
Nie zwracałam na nikogo uwagi.
Przeszłam główny hol, minęłam gablotę z nagrodami i nagle zobaczyła jakiegoś chłopaka próbującego dostać się do mojej szafki.
-Czekaj-odparłam podchodząc do niego.-Pomogę ci.
Wykręciłam cztero cyfrowy kod i zaczęłam wyjmować potrzebne mi książki.
-Jak?-Spytał nie wiedząc co się dzieje.
-Ty jesteś ten nowy-odparłam nadal nie zwracając na niego uwagi.
-Tak-odparł i wyciągnął w moją stronę rękę-Jestem Paul.
-O mnie pewnie już słyszałeś. W tej szkole mam bardzo ciekawą opinię.
-Nie sądzę. Na razie słyszałem tylko, że mam uważać na jakąś kreskę, czy coś.
-Amanda Kress. To ja-odparłam przeglądając zeszyt.
-Co?-Spytał z niedowierzaniem.-To ty rozwalasz wszystkie szkolne imprezy, nie uczysz się i wszyscy się ciebie boją?
-Wow-kolejna książka do torby.-Na razie zepsułam tylko jedną imprezę, a ludzie raczej mnie gnębią niż boją.
W tym momencie podniosłam wzrok i spojrzałam na Paula.
Miał potargane,ciemne włosy, kolczyk w prawym uchu i podobnie jak ja, ubrany był na czarno.
Już wiem, czemu wszyscy na niego czekali, zwłaszcza dziewczyny. Był naprawdę przystojny.
-No, ale opinię masz ciekawą-dodał i uśmiechnął się.-Powiesz mi gdzie jest szafka numer 452?
Pokiwałam głową i wskazałam mu obok mojej. Spuścił głowę.
-Czemu te szafki nie mają napisanych żadnych numerków?
Zadzwonił dzwonek. Paul oczywiście od razu ruszył do klasy, a ja zostałam przy szafkach. Nagle ktoś zatrzasnął mi drzwiczki prosto przed nosem i strącił torbę z ramienia.
-Myślisz, że będzie twój?-Spytała pełna złości Sam. Ona potrafi być zabawna.
-A to jeszcze  z nim nie rozmawiałaś?-Spytałam.
-Ktoś tu zapomina, gdzie jego miejsce-odparła odrzucając do tylu te swoje idealne, blond włosy.
-Daj sobie spokój-odparłam i ruszyłam przed siebie. Ona jednak nie dała za wygraną. Szybko przycisnęła mnie do szafek.
-Nie wychodź prze szereg Kress. To może się źle skończyć.
-Gorzej niż ty raczej się nie stoczę-odparłam przez zaciśnięte zęby.
Sam mocniej mnie docisnęła i odeszła.
Czemu to zawsze mnie się przytrafia?
Z tą myślą ruszyłam stronę sali od angielskiego.
Gdy dotarłam na miejsce nauczycielki jeszcze nie było.
Ale to co ujrzałam w klasie ... Na moim miejscu siedział Paul, a obok  niego zgraja tych wymalowanych dziewczyn. Super. Teraz muszę sobie znaleźć inne miejsce.
Zajęłam miejsce w ostatniej ławce, podobnie jak poprzednio tylko w rzędzie od ściany.
-Witajcie-ozwała się nasza nauczycielka-Dziś będziemy pracować w parach.-Amanda pracuj z ...
Tylko nie Paul, tylko nie Paul.
-Z Paulem-dokończyła nauczycielka.
W tym momencie wszystkie dziewczyny oblegające Paula spojrzały w moją stronę.
Ja nie miałam zamiaru dosiadać się do niego. Niech on przyjdzie do mnie.
-I znowu się spotykamy-odparł zajmując miejsce obok mnie.
W życiu nie przeżyłam tak strasznej godziny języka angielskiego. Wszystkie dziewczyny patrzyły się na mnie, jakby przeze mnie złamały paznokieć. I jeszcze on co chwila na mnie spoglądał.
Po tych kilku lekcjach w końcu mogłam iść do domu.
-Umówisz się ze mną?-Spytał Paul stojąc przy mojej szafce.
-Spytaj lepiej  tamtej-odparłam i wskazałam na Sam.-Ona zgodzi się od razu.
-Ona nie jest w moim typie.
A to ciekawe. Sam. Najpopularniejsza i najładniejsza dziewczyna w szkole nie jest w jego typie.
-To co?
Zamknęłam szafkę i ruszyłam w stronę wyjścia. On jednak nie dawał za wygraną.
-Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?-Spytałam, gdy byliśmy już na dziedzińcu.-Znasz mnie dopiero jeden dzień.
-Ty jesteś inna niż te wszystkie laski z tej szkoły. Ciebie nie obchodzą ciuchy i makijaż. Jesteś sobą.
Rozejrzałam się po placu.
-Ty jesteś nienormalny-odparłam krzyżując ręce.
-To co? Umówisz się ze mną.
Odwróciłam się plecami i odeszłam kilka kroków.
-Zastanowię się.
Gdy wróciłam do domu tak szczerze nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Postanowiła zadzwonić do Davida.
-Hej
-Wiesz jak dostać się do Aprilfall bez anioła?-Spytałam prosto z mostu.
-Yyyy....Nie wiem...Poczekaj chwilę.
-Jasne-odparłam pod nosem.
-Słuchaj mam ważną sprawę.Muszę kończyć-odparł i rozłączył się.
-To po co kazałeś mi czekać?-Spytałam sama siebie.
Skoro David nie ma czasu to zadzwonie do Cynthi. Jak się okazało, to też nie był dobry pomysł, bo ona również nie miała czasu.
Rzuciłam się na łóżko. Była dopiero czwarta, a ja już umierałam z nudów.
Poszłabym na miasto, ale co mogę robić sama w takim mieście jak to?
Życie bez aniołów jest dość nudne.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Rodzice pewnie zapomnieli kluczy.
Poszłam na górę i otworzyłam drzwi, jednak nikogo nie było.
Na wycieraczce leżał jedynie bukiet czerwonych róż.

Szalona dziewczyna

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział osiemnasty

-Amanda!-Krzyczał za mną Aker-Stój!
Nie odwróciłam się, tylko pomachałam mu na pożegnanie. Od mojej niby śmierci minął już tydzień. Najgorsze było wytłumaczenie rodzicom co się ze mną wtedy dzieło. To było prawdziwe wyzwanie, ale nie dla mnie. Nie dla mistrzyni kłamstwa, którą byłam już od podstawówki. Wcisnęłam im kit, że przez te kilka dni byłam u nowo poznanej koleżanki w innym mieście i nie mogłam zadzwonić, bo rozładował mi się telefon. Dodałam jeszcze fakty iż wspominałam im o tym. Zawsze o czymś zapominali. Zawsze zapominali o mnie. Zastanawiam się, czemu oni w ogóle mnie zaadoptowali? Skoro zawsze żyliśmy osobno.
-Stój!
-Zostaw mnie!-Odkrzyknęłam idąc dalej. Szłam już dobre dziesięć minut przez miasto, mijając różnorodnych ludzi. Chciałam być jak najdalej. Jak najdalej od Akera i jego świata.
-Stój!-Wykrzyknął, wyminął mnie i złapał za ramiona.-O co ci chodzi?
Odwróciłam wzrok. Nie chciałam mu patrzeć w oczy.
-Amanda-odparł i potrząsnął mną.
-No co?-Spytałam zła na niego i na sama siebie. Nie. Przepraszam. Ja nie byłam zła. Ja byłam wściekła. Na niego za to, co ze mną zrobił. Przez Akera zmieniłam się. Nie byłam już tą samą dziewczyną co przedtem. Zbuntowaną, złą, nigdy się nie uczącą i mająca wszystko gdzieś. Teraz byłam taka jak wszystkie inne z mojej szkoły. Byłam słaba. Wszystko przez niego.
-O co ci chodzi?-Spytał ponownie puszczając moje ramiona.
-O to, że mam dosyć tego świata. Mam dość tego wszystkiego. Nie chcę tego i nigdy nie chciałam. Nie chciałam tego daru! Nawet nie wiem czego go mam. Żałuję, że się urodziłam na tym przeklętym świecie!
-Naprawdę aż tak bardzo się nienawidzisz za ten dar?-Spytał z lekką rozpaczą w głosie.-Naprawdę nie przyniósł ci nic dobro?
Dobrze wiem co miał na myśli zadawając to pytanie. Chodziło o niego. Chłopaka, z którym spędziłam szesnaście lat mojego życia.
-Nie-odparłam patrząc mu w oczy.
Dobrze wiem jak pozbyć się tego daru. Aker pewnego razu mi opowiadał jak to zrobić. Twój anioł stróż musi cię dobrać do Nakoriela - anioła dziewiątej godziny nocy. Tylko on potrafi odebrać różnorodne moce lub je ofiarować.
Wszystko wydaje się dosyć proste, a jednak jest kilka haczyków. Cała ceremonia musi się odbyć przy pełni księżyca i o dziewiątej godzinie.
-Chcesz tego?-Spytał odgadniając moje myśli.
-A zrobisz to dla mnie?-Spytałam z nadzieją w głosie.
Odwrócił wzrok. Nie zrobi tego.
-Nie mogę. Nawet Nakoriel tego nie zrobi. Nie teraz, gdy proroctwo się wypełnia i ty w nim jesteś.
-Ale ja tego nie chcę!-Wykrzyknęłam i dopiero teraz zauważyłam, że kilka przechodniów się zatrzymało i z uwagą przygląda się naszej rozmowie.
-Dziękujemy państwu z uwagę. Wraz z moim kolega chodzimy do szkoły aktorskiej i musieliśmy przećwiczyć nasze przedstawienie.
W tym momencie osoby, które nas obserwowały zaczęły klaskać. Ludzie jednak są bardzo łatwo wierni. Ukłoniłam się, złapałam Akera za rękę i zaciągnęłam w jakiś ciemny zaułek.
-Dobra jesteś-odparł odwracając się w stronę ulicy, sprawdzając czy nikt nas nie obserwuje.
-W czym?-Spytałam zaskoczona.
-W kłamaniu.
-Jeszcze tego nie wiedziałeś?-Spytałam z uśmiechem na twarzy.
-Nie zabiorą ci tego daru-odparł po chwili wpatrując się we mnie.-Nawet Rebecka na to nie pozwoli. Nie teraz kiedy proroctwo zaczęło się spełniać.
Odwróciłam się do niego plecami i zaczesałam włosy do tyłu przytrzymując je.
Moje myśli powędrowały w przyszłość. Jeśli w ogóle uda mi się przeżyć całą tą akcje.
-Poradzicie sobie sami z jedną...
-Ona umrze-przerwał mi Aker-pamiętasz?
"Jedna z dwóch umrzeć musi, ale nie ta co już tam była".
Odwróciłam się do niego.
-Wiesz co powiedziała mi Panatyka na Krawędzi?-Spytałam podchodząc do niego.
-To akurat nie jest tajemnica.
Spojrzałam na niego pytająco.
-To jest część proroctwa.
-Czy ktoś w końcu może mi wyjaśnić o co do jasnej cholery chodzi w tych proroctwach?-Spytałam podnosząc ręce do góry.
-Pierwsze to iluzja. Ma ono na celu obronę was. Ciebie i tej drugiej dziewczyny. Do was należy kolejne proroctwo, o którym mało kto pamięta, bo wszyscy są zafascynowani tym pierwszym. I tak było zawsze. Wszyscy czekali na Dziecko ze znamieniem, zapominając o dwóch dziewczynach. Aż do teraz i do twojego porwania. 
-Kto o tym wiedział?-Spytałam układając sobie w głowie wszystkie fakty. Od małego widziałam anioły i byłam wtajemniczana we wszystkie ich sekrety. 
-Amanda...
Rodzice, którzy nigdy nie zaglądali do mnie do pokoju i tak łatwo uwierzyli w mój wyjazd do koleżanki. 
-Kto o tym wiedział?-Spytałam z naciskiem na każde słowo.-Kto wiedział, że widzę anioły?! No kto!?
Błądził wzrokiem po chodniku lub ścianach budynków.
-Ja,  Rebecka, kilka aniołów ochroniarzy i ...-W tym momencie przerwał,  ale ja już dobrze wiedziała co chciał powiedzieć.
-I moi rodzice-dokończyłam za niego.-To dlatego nigdy się o mnie nie martwili. Bo nigdy mnie nie chcieli. 
-Am
-Przestań chrzanić! To wszystko wasza wina. Wasza i tego całego Aprilfall. Ale jak?
Aker nie dopowiedział tylko wpatrywał się we mnie tymi swoimi błękitnymi oczami.
-Mów!
-Wybrała ich Rebecka-mówił w pośpiechu.-Pewnego dnia się do nich udała, oczywiście wtedy była widzialna dla normalnych ludzi, bo jak wiesz...
-Przestań. Dobrze wiem, że możecie stać się widzialni-odparłam coraz bardziej zła.
-Rebecka namówiła ich, aby cie zaadoptowali. Oni oczywiście na początku się opierali, ale po kilku przekonaniach zgodzili się i już następnego dnia byłaś ich córką.
Przykucnęłam i plecami oparłam się o ścianę budynku. Twarz zasłoniłam dłońmi. Chciało mi się płakać tak jak zwykle podczas kilku ostatnich dni. 
-Przepraszam.
Nie odpowiedziałam tylko szybko wstałam i ruszyłam biegiem do domu, wpadając na przypadkowych przechodniów. Nigdy nie biegłam tak szybko jak tamtego dnia. 
Wpadłam niczym huragan. Mama była w kuchni, a ojciec siedział na kanapie w salonie.
Przykładna rodzina nie ma co.
-To co?-Spytałam wchodząc do salonu.-Chcecie mi może coś powiedzieć?
Mama wyjrzała z kuchni, a tata wyłączył telewizor.
-Czyli już wiesz?-Weszła do salonu wycierając ręce w czerwoną szmatkę.
-Wiem, o czym?-Spytałam udając, że o niczym nie wiem.
-A..y...,że robimy przemeblowanie-odparła zmieniając temat.
Tata siedział i nic nie mówił.
-Ach, doprawdy?-Spytałam krążąc po pokoju.-Bo ja mam trochę inne informacje.
W tym momencie mama nerwowo spojrzała na tatę. On jednak nie dawał niczego po sobie poznać.
Czyli bawimy się dalej. Okay.
-Ostatnio słyszałam fantastyczną historię. Chcecie posłuchać? Pewnego razu do zwyczajnego małżeństwa zawitał anioł i polecił im zaadoptowanie konkretnej dziewczynki. Oni oczywiście posłuchali. Jednak nie wiedzieli wszystkiego. Dziewczynka była chora na autoimmunologie, ale to nie był jedyny problem.
-Am-przerwał mi tata.
Odwróciłam się do niego i spojrzałam w jego wyniszczone codziennym trudem pracy oczy.
-Znasz tą historię? Niezwykle ciekawa. Tak, więc dziewczynka sprawiała wiele kłopotów. No wiecie. Bójki, wielokrotne wydalenie z różnych szkół. Ale nadszedł okres kiedy się zmieniła. Co było bardzo głupie. Pewnego dnia dziewczynka stała się częścią proroctwa.-Spojrzałam na nich.-Fantastyczne, prawda?
Nie odpowiedzieli. Siedzi obok siebie z przerażonymi twarzami, trzymając się za ręce. Dokładnie tak samo jak podczas dnia, kiedy mnie adoptowali.
-Zapomniałam jeszcze dodać imiona. Ale ze mnie gapa. Dziewczynka miała na imię Amanda, a jej rodzice Emma i Harry-Odparłam naciskając na każde z imion.
-Amando-zaczął nie pewnie tata.-Teraz pewnie uważasz, że zaadoptowaliśmy cie tylko dla tego, ponieważ tak nam kazano. To nie prawda. Pokochaliśmy cię od pierwszej chwili. A o cały proroctwie owszem wiedzieliśmy. Przepraszamy-odparł i mocniej ścisnął dłoń mamy.
-Już nie musicie się martwic o proroctwo. Mam zamiar oddać swój dar.
-Amanda!-Wykrzyknęli oboje-Nie możesz! Nie teraz. Wiesz ile lat czekali, aż spełni się proroctwo?
Odwróciłam się i spojrzałam w podłogę.
-Teraz właśnie przyszedł najlepszy czas.

Szalona dziewczyna

_______________________________________

Przepraszam, że tak długo czekaliście na nowy rozdział, ale kompletnie opuściła mnie wena.

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział siedemnasty

Leżałam z rękami wzdłuż ciała. Nic nie czułam. Nic nie widziałam. Oddychałam bardzo powoli.
Spod zamkniętych powiek do moich oczu docierało ostre światło. Otworzyłam oczy. Teraz już nie leżałam, ale stałam. Stałam po środku niczego. Dookoła mnie rozpościerała się biała przestrzeń. Obróciłam się kilka razy. Nigdzie nikogo nie było. Czy tak własnie niebo?
Nagle usłyszałam szelest za swoimi plecami. Teraz przede mną stał anioł. Była nim kobieta w średnim wieku. Jej włosy były brązowe i lekko kręcone, a oczy zielone. Miała na sobie długą, dość skromna, błękitną sukienkę i była tym aniołem, którego widziałam dopiero trzeci raz. Kobieta, która przede mną wylądowała miała skrzydła. Duże, szeroko rozpostarte. Były naprawdę piękne.
Trochę minęło zanim się ozwała.
-Witaj. Czy już wybrałaś?
-Wybrałam, co?
-Czy chcesz żyć czy umrzeć-odparła-tutaj jeszcze możesz wybrać. To miejsce jest nazywane Krawędzią, a ja jestem Panatyka i pomagam dokonać wyboru. Odpowiedniego wyboru.
-Chcę umrzeć-odparłam od razu.
-Jesteś pewna?
-Tak. Od dawna tego chcę. Tam na ziemi nie jestem nikomu do niczego potrzebna. Cały czas stwarzam tylko problemy.
-Spójrz-odparła Panatyka i wyczarowała coś w rodzaju lustra. Zobaczyłam siebie samą leżącą na łóżku. Widziałam ludzi biegających wokół mnie, próbujących mnie ratować. Widziałam Akera cały czas trzymającego mnie za rękę. Potem obraz się zmienił zobaczyłam swoich rodziców rozmawiających z policją. No tak. Wyszłam jednego dnia do szkoły i do tej pory nie wróciłam. Mama płakała, a tata obejmował ją ramieniem. Potem zobaczyłam Cynthie rozwieszającą plakaty z moim zdjęciem i napisem "ZAGINIONA". Obraz znowu się zmienił. Teraz zobaczyłam Davida. Davida! On żyje, wiedziałam. On podobnie jak Cynthia rozwieszała plakaty i rozdawał ulotki związane ze mną. Łzy napłynęły mi do oczy. Jedna pociekła po policzku.
-Przestań!-Wykrzyknęłam.-Przestań.
-Jesteś dla ludzi ważna-odparła Panatyka-ludzie cię kochają.
-Daj mi umrzeć. Czemu mi nie pozwalasz?
-Masz potencjał i nie dla ciebie taka śmierć. Jedna z dwóch umrzeć musi, ale nie ta co już tam była.
-Co? Jedna z dwóch? Chodzi o proroctwo?
-W naszym świeci są dwa proroctwa, które spełnienia czekają już od dwóch tysięcy lat. Jedno to tylko wskazówka, zmyłka dla innych. Dla ludzi pragnących twojej śmierci.
-Czekaj...Co? Ludzie...Co?
-Jeśli jesteś wybraną, wkrótce się dowiesz. Losy tej przepowiedziano od początku do końca.
-Nie mam z tym nic wspólnego. Chcę po prostu umrzeć-odparłam.
-Śmierć nie jest zbawianiem. Myślisz, że jesteś bohaterką, bo ratujesz innych przed samą sobą, bo nie będziesz sprawiać im problemów. Myślisz, że to trudne, bo ich zostawiasz samych sobie. Myślisz, że umieranie jest trudne? Nie jest. To życie jest trudne. Zaciśnij pięści i walcz. Walcz o to co ważne i piękne.
-Życie nie jest piękne-odparłam dokładnie myśląc nad tym co przed chwilą powiedziała Panatyka. Miała rację. Od zawsze sądziłam, że śmierć jest trudna, bo to zmiana, bo trzeba zostawić wszystko co się do tej pory znało. Ale to nie prawda. To co powiedziała Panatyka było prawdą. Trzeba zacisnąć pięści i walczyć. Będę żyć. Poznam piękno świata.
-Jak mogę to przerwać?-Spytałam.-To znaczy, jak mogę się obudzić?
Panatyka się uśmiechnęła.
-Wszystko zależy od ciebie. Musisz tego bardzo chcieć. Musisz obudzić w sobie siłę walki.
Tylko jak? Odwróciłam się tyłem do Panatyki i przeczesałam ręką włosy.
"Obudź się. Obudź się. Obudź się"
Nic. Nadal stałam na Krawędzi.
-Jak mam to zrobić?-Spytałam nie odwracając się.
-Przypomnij sobie to co jest ważne. To co przeżyłaś.
Dobra. Spróbujmy.
Przez moją głowę przebiegała masa obrazów. Wygłupy z Davidem, nocne rozmowy z Akerem, wizyty w Aprilfall. W sumie nie miałam wielu miłych wspomnień. Byłam raczej z tych osób, które maja więcej tych złych i własnie z nimi są kojarzone. Całe swoje życie spędziłam na uprzykrzaniu życia innym. Nauczycielom, rodzicom, a nawet aniołom.
Moje życie od samego początku było skazane na porażkę. Dziewczyna, która widzi anioły, ma tylko dwójkę przyjaciół, a własna matka porzuciła ją w Domu Dziecka.
-Nie umiem-odparłam po chwili-nie dam rady.
-Dasz. Nie ważne co daje nam wszechświat. Ważne co ty mu ofiarujesz.
Spojrzałam na Panatyke. Czemu anioły zawsze muszą być takie radosne?
Nie ważne co daje nam wszechświat. Ważne co ja mu ofiaruję.
Tylko, że ja nic mu nie dałam. No bo co mogę mu ofiarować?
-Dobrze pomyśl.
Nie mam już nad czym myśleć.
-Boże. Daj mi szansę. Pozwól mi wrócić-wyszeptałam podnosząc oczy.
Nagle dookoła zapanowała ciemność.
-Panatyka! Co się dzieje?!
-Przechodzisz.
-Gdzie!
-Na druga stronę, ale nie wiem czy wracasz do żywych!
-Panatyka!
Nie odpowiedziała mi już. Dookoła panował mrok. Nagle do moich uszu dotarło pikanie jakiejs maszyny i krzyki osób.
-Wraca!
-Niemożliwe! Jeszcze przed chwilą była martwa!
-Musiała wybierać na Krawędzi!
-Nie możliwe, żeby wróciła!
Wróciłam. Poczułam, że ktoś trzyma mnie za rękę. Uścisnęłam ją. Muszę otworzyć oczy.
-Amanda-odparł Aker, gdy tylko otworzyła oczy. Jedna równie szybko musiałam je zamknąć, ponieważ oślepiło mnie słup światła.-Dziękuję.
-Proroctwo się spełnia-usłyszałam, gdzieś w oddali sali szepty innych aniołów.
-Nie ściemniaj. To, że wróciła to czysty fart.
Przypomniałam sobie słowa Panatyki  "Jedna z dwóch umrzeć musi, ale nie ta co już tam była".
-Jaki fart?! Dobrze wiesz, że nie wszyscy wracają-dalej kłóciły się dwa anioły.
Czyli Panatyka miała rację. Jestem jedną z proroctwa. Jedną. Czyli jest ktoś jeszcze? Jedna z dwóch.
I znając zasadę proroctw zgaduję, że to ja muszę odnaleźć tą drugą.
Ciekawe tyko jak.
-Mamy ją!-Nagle ktoś wbiegł do sali, w której leżałam.
-Niemożliwe. Dopiero co znaleźliśmy jedną-odparł ktoś z zebranych w sali przy moim łóżku.
-Jest w naszej głównej siedzibie w Pirenejach. Beno Prait ją znalazł.
-Ale jak?-Dalej dopytywały anioły.
-Hmm...-odparła anioł trochę zniecierpliwionym tonem-Może ona tez widzi anioły, a jak wszyscy wiemy nie ma dużo takich osób.
-To nie wiedzieliście o tym wcześniej?
-Nie. Za dobrze to ukrywała. Beno powiedział żeby do Pireneji poleciała Rebecka.
Z sali ktoś wyszedł, a ja usnęłam. Byłam zbyt zmęczona. A teraz musiałam być gotowa na to co mnie czekało w związku z proroctwem i jego wypełnieniem.


Szalona dziewczyna
______________________________________

Jej! Jednak udało mi się napisać to jeszcze przed świętami :)
I mam świetny pomysł.
Chciałabym zacząć pisać niektóre rozdziały jako Aker, a nie Amanda.
Co wy na to?
Jeszcze raz Wesołych Świąt!

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział szesnasty


Wzięłam głęboki oddech. Zimne powietrze. Powoli otworzyłam oczy.
Obudziłam się z głową na zimnej i mokrej posadzce. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Auł-wyszeptałam dotykając miejsca, gdzie zostałam uderzona. Miała guza na karku.
Rorzejrzałam się dookoła i powoli podniosłam się z podłogi. Wszędzie panował mrok. Nigdzie nie dostrzegłam nawet jednego blasku światła. Zmrużyłam oczy.
-Nie no-odparłam podchodząc do krat, które w ciemności ledwo dostrzegłam. Zamknęli mnie w celi. Tak jakbym była seryjnym mordercą. Ta cała historia zaczyna się robić coraz ciekawsza.
-Czego chcecie?!-Wykrzyknęłam i kopnęłam kraty. Czemu zawsze mi przytrafia się coś takiego?
Nikt i nic mi nie odpowiedziało. Tak jakbym była tu sama, bo prawdo podobnie tak właśnie było.
-Jesteś naszym zagrożeniem-odparł nagle jakiś głos, gdzieś dosyć blisko.
Rozłożyłam ręce i spojrzałam do góry.
-Ja zagrożeniem? Nie no. Jestem zwykłą dziewczyną chorą na autoimmunologie. Uważasz, że jestem niebezpieczna?-Spytałam i usiadłam po turecku, krzyżując ręce na piersi.
Nie chcę tu być. Nie mam po co tu być. W ogóle nie chce mieć nic wspólnego z tym miejscem tak samo jak z Aprilfall. Chcę, żeby moje życie było normalne. Chcę być normalną nastolatką.
-Nie znasz proroctwa?-Spytał głos w ciemności. Czy w tych światach są same proroctwa, które nic nie mówią? Mam tego dość!
-O tym Dziecku, które posiada znamię? Tak znam i to nie ja-odparłam.-Mogę teraz iść do domu?
Głos się zaśmiał.
-To dziecko już nie żyje.
Czas się zatrzymał. Serce przestało bić. Krew w moich żyłach przestała krążyć. To co powiedział upadły nie może być prawdą. David musi żyć. Przecież cały czas był z nim Aker. Nie. To jest kłamstwo. Chcą mnie złamać. Nie. Tak łatwo im nie pójdzie. Nikomu jeszcze się to nie udało.
-O jakie proroctwo w takim razie chodzi?-Spytałam.
Odpowiedział mi podmuch wiatru. Znikąd nie dobiegał żaden głos. I to jest najlepsze rozwiązanie. Odejść nie wiadomo gdzie. Położyłam się na podłodze, bo co innego mogę robić?
Leżałam tak kilka godzin, gdy w oddali dostrzegłam jakąś postać. Powoli wstałam i podeszłam do krat. Postać była wysoka, z kapturem na głowie i workiem w ręce. Twarzy niestety nie mogłam dostrzec. Postać była coraz bliżej, gdy nagle się zatrzymała.
-Kim jesteś?-Spytałam coraz bardziej przerażona.
-To Łapacz Snów-odparł ten sam głos, z którym rozmawiałam wcześniej.
-I co w związku ze mną?-Spojrzałam na mroczną postać.
-Jeśli dasz nam to czego chcemy nie zrobi ci krzywdy.
Przełknęłam ślinę.
-Czego chcecie?
Usłyszałam drugi głos. Bardziej piskliwy niż poprzedni.
-Jedno wspomnienie.
Nie. Niech wezmą wszystko tylko nie wspomnienia. Już wiem do czego dążą. Chcą mnie zabić w jeden z najprostszych sposobów.
-Nie!-Wykrzyknęłam i gwałtownie się cofnęłam.
-Dlaczego?-Spytałam oba głosy na raz.
-Wiem jakie chcecie wspomnienie-odparłam-chcecie mi zabrać dzień, w którym się urodziłam. Wtedy nie będę już zagrożeniem. Nigdy!
Nagle poczułam zimną dłoń na moim policzku. Głowa gwałtownie przekrzywiła się w bok. Szybko złapałam się w miejsce, w które zostałam uderzona i szerzej otworzyłam oczy. Spojrzałam na rękę, którą przyłożyłam do twarzy. Była na niej krew.
Zapanowała cisza. Spojrzałam na Łapacza Snów. Nadal się nie ruszył.
-Jesteś głupia-odparł głos ze złością.-Oddasz wspomnienie, albo umrzesz.
Ponownie zostałam uderzona ciężkim przedmiotem w kark.
Ocknęłam się dobre kilka godzin później. Znowu miałam ogromnego guza, a cała moja twarz była obolała i prawdo podobnie sina.
Po moim policzku spłynęła łza.
-Oddaj wspomnienie-odparł głos, gdzieś bardzo blisko.
-Nigdy go nie oddam!-Wykrzyknęłam nadal leżąc na podłodze.-Nie znam nawet proroctwa!
-Oddaj wspomnienie.
Teraz to do mnie dotarło. Czemu upadli sami nie mogą zabrać jednego mojego wspomnienie? Czemu sama "dobrowolnie" muszę je im oddać?
-Nigdy go nie dostaniecie!
W tym momencie znowu zostałam uderzona w twarz. Tym razem w drugi policzek. Popłynęła z niego krew.
-Nigdy-wyszeptałam i moja głowa ponownie upadła na posadzkę.
Czy wszystkie dni, które będę musiała spędzi w tym przeklętym Krampel będą wyglądały tak samo? Wstaję, krótka rozmowa, dostaję w twarz i znowu wszystko od początku?
I o jakie proroctwo chodzi. Tego również muszę się dowiedzieć. Chcę wiedzieć kim lub czym jestem.
-Powiedz jakie proroctwo! Powiedzcie mi to, albo...
-Albo co zrobisz?-Odpowiedział mi głos w ciemności.
-Albo sama się zabije!
Z ciemności dobiegł śmiech.
-Jak niby to zrobisz? Jesteś w ciemnej celi bez żadnych narzędzi.
-Niedługo i tak umrę.
-I o to właśnie chodzi.
Poczułam podmuch wiatru. Zupełnie tak jak podczas dnia, kiedy szłam do szkoły i zostałam porwana. Po policzku spłynęła mi łza. Nie chcę tu być. Nie chcę tego cholernego daru. Nigdy go nie chciałam. Niech to wszystko się skończy! Jeśli oddam im tylko to jedno wspomnienie moje życie dobiegnie końca. Skończą się wszystkie problemy.
-Zgoda!-Wykrzyknęłam.-Weźcie je! Weźcie wszystkie.
W tym.samym momencie znowu pojawił się Łapacz Snów.
Zakapturzona postać podchodziła coraz bliżej, a ja coraz bardziej się cofałam.
Łapacz Snów wyjął z worka szklaną kulę. Domyśliłam się, że to na moje wspomnienie.  Nagle z kuli wydobył się szary wir, który porwał mnie kilka centymetrów nad ziemię. Powoli czułam jak jakaś cząsteczka opuszcza moje ciało. Powoli oczy zaczęły mi się zamykać. Powoli uchodziło ze mnie życie. Nagle wir wrócił do szklanej kuli, a ja upadłam na podłogę. Nie mogłam się poruszać, ostatnie co widziałam to Łapacz Snów odchodzący z moim wspomnieniem, a ostatnie co słyszałam to śmiech upadłych.
Potem moje oczy się zamknęły, a oddech coraz bardziej spowalniał.
Leżałam na podłoże kilka godzin, jak nie dłużej. Byłam pewna, że już nie żyłam, jednak nagle usłyszałam swoje imię. Dochodziło do mnie z daleka. Bardzo daleka.
-Amanda-pomiędzy palcami poczułam ciepło. Zupełnie tak jakbym trzymała kogoś za rękę.
-Wróć. Proszę.-Teraz bez problemu rozpoznałam ten głos. Aker.-Otwórz oczy Am.
Nie chcę. Nie chcę wracać. Nienawidzę tego świata. Tego daru. Nie chcę.
Mój oddech powrócił do normy. Słaby ten Łapacz Snów, skoro nie może zabić dziewczyny chorej na autoimmunologie.
-Amanda. Otwórz oczy. Proszę...Proszę.
Spróbowałam podnieść powieki. Nie dam rady. Są zbyt ciężkie, a ja zbyt słaba. Zbyt słaba by żyć. Oddech znowu zaczął słabnąć.
-Rebecka!-Usłyszałam krzyk Akera-przestaje oddychać!
Nagle do pokoju wbiegło kilka osób. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Ktoś podszedł do urządzenia, do którego byłam podłączona i zaczął coś wpisywać.
Czemu nikt nie chce mi pozwolić umrzeć?
-Wszystko w porządku-odparła Rebecka-stan jest w normie.
-Dzięki-odparł Aker i znowu chwycił mnie za rękę. On jest nie normalny. Najpierw mówi, że ma mnie dość, teraz trzyma mnie za rękę i nie pozwala mi umrzeć.
Nagle poczułam ciepły dotyk na swoich ustach. Aker mnie pocałował. Nienawidzę go. Nienawidzę. Pod powiekami zgromadziły mi się łzy. Boże czemu ja nie mogę umrzeć!?
Teraz. Proszę.
-Am-odparł Aker-przepraszam. Przepraszam za to co wtedy powiedziałem. Nie chciałem. Byłem zły.
Znowu spróbowałam podnieść powieki. Delikatnie oślepiło mnie światło panujące w pomieszczeniu. Z powrotem je zamknęłam. Druga próba. To na nic. Nagle poczułam kolejny pocałunek. Po moim ciele rozeszło sie przyjemne ciepło. On mnie kocha, ale czy ja kocham jego?
Nie obchodzi mnie to. Przez tyle lat spędzonych w Domu Dziecka nauczyłam się, że nie ma czegoś takiego jak miłość. Miłość nie istnieje. Miłość to coś pochopnego, coś co szybko przemija.
-Am, proszę-usłyszałam znowu głos Akera.
Nie. Nie chcę. Skończmy to raz na zawsze.
Mój oddech ponownie zwolnił. Usłyszałam krzyk i pikanie aparatu, do którego byłam podłączona. Udało się. Jestem wolna. Nagle ujrzałam światło. Udało się. Wszystkie problemy dobiegły końca.


Szalona dziewczyna

-----------------------------------------------------

Wesołych Świąt!!!
Wiem trochę wcześnie, ale nie wiem, czy uda mi się wstawić następny rozdział przed świętami.
Tak, więc życzę wam dużo książek do czytania, dużo zdrowia, odwagi, oraz abyście byli dobrymi obserwatorami, ponieważ anioły są wszędzie(ja już kilku spotkałam) i szukajcie Amandy. Ona też jest całkiem blisko.
Wesołych Świąt!!!