sobota, 28 marca 2015

Rozdział dwudziesty czwarty


,,Odważny nigdy się nie poddaje"

-Amanda!-Gdzieś w oddali ciemnego korytarza usłyszałam krzyk Akera. Szybko zerwałam się na równe nogi i podbiegłam do krat celi. W oddali dostrzegłam znajomą mi postać. Jego kroki odbijały się głuchym echem w lochach.
-Aker!-Wykrzyknęłam i mocniej zacisnęłam ręce na kratach.
Szybko podbiegł do mnie i chwycił moją twarz w objęcia.
-Całe szczęście, że nic ci nie jest-odparł patrząc na mnie tymi swoimi niebieskimi oczyma.
-Coś chyba poszło nie tak-odparłam, lekko się uśmiechając. Odparł tym samym i puścił moją twarz.
-Wszystko pod kontrolą. Już niczym się nie martw-odparł i nagle poczułam silny ból w okolicy brzucha. Szybko powędrowałam tam ręką i dostrzegłam krew. Podniosłam wzrok na Akera. Stał w tym samym miejscu co przedtem trzymając w ręce nóż, z którego na posadzkę skapywała moja krew. Łapczywie łapałam powietrze. Kolana się pode mną ugięły. Krew coraz szybciej wypływała z rany. Oczy się zamknęły, a moja głowa upadła na posadzkę z głucho rozchodzącym się echem.
Ostatnie co widziałam, to oddalający się anioł.
Wszystko skończyło się na zawsze.

***

Wzięłam głęboki oddech. Siedziałam w celi, w której zamknął mnie jeden z poddanych Glidii. Nigdzie nie było krwi.
-To tylko zły sen-odparłam przeczesując włosy.-Zły sen.
Powoli wstałam z podłogi i podeszłam do krat. W głębi korytarza niczego nie dostrzegłam. 
-I co ja mam tu robić?-Spytałam sama siebie, odchodząc od krat.
Chodziłam w kółku, myśląc o słowach Glidii. To ja jestem dziedzicem tego wszystkiego. Moi rodzice byli władcami i ... aniołami. W takim razie, czemu nie mam skrzydeł?
Dobra. Stop. Spawa skrzydeł nie jest teraz najważniejsza. Muszę w jakiś sposób skontaktować się z Akerem i Violin, bo nie sądzę, aby zamknięcie mnie w celi było częścią ich wspaniałego planu.
Myśl, myśl.
Gdybym mogła go tak po prostu wezwać, tak jak kiedyś. Ale nie, bo zaraz zlecielibysię wszyscy strażnicy, jacy tylko są w Aprilfall.
Nie mam bladego pojęcia jak się stąd wydostać. Usiadłam w rogu celi i czekałam.
Mijały sekundy, minuty, godziny i nic się nie działo.
Nagle w korytarzu usłyszałam kroki. Szybko wstałam i podeszłam do krat, czekając aż w oddali pojawi się jakaś postać.
-Odsuń się od krat!-Zza zakrętu wyłoniła się postać Akera.
-Aker!-Wykrzyknęłam i szybko odsunęłam się od krat, tak jak mi kazał.
Nagle z jego rąk wystrzeliła dziwna kula, która w mgnieniu oka zniszczyła kraty.
-Amanda!-Krzyknął i szybko do mnie podbiegł, tuląc mnie w ramiona.-Musimy się spieszyć. Rebecka i Nofeje już długo nie wytrzymają.
-Co?-Spytałam lekko rozkojarzona, ale Aker powiedział, że gdy będziemy bezpieczni wszystko mi wyjaśni. No okay. Chciałam zadać jeszcze pytanie, co to Nofeje? Ale gdy znaleźliśmy się nad lochami od razu się dowiedziałam.
Nofeje to ... elfy, a teraz toczyły bitwę z aniołami Glidii. Wszędzie dookoła latały różnorodne kule magiczne. Jak się okazało anioły też to potrafią. Nagle gdzieś w oddali dostrzegłam postać Rebecki. Była z Glidią. Obie miotały w siebie kule. Glidia posługiwała się zapewne magią, której nauczyła się w Upadłym Królestwie.
-Musimy iść-odparł Aker ciągnąc mnie do chmurnych wrót.
Ostatnie spojrzenie na chaos panujący w Aprilfall. Anioły walczące przeciwko elfom.

***

-Co tam się działo i dlaczego wylądowaliśmy w lesie?-Spytałam rozglądając się dookoła.
Aker jednak nie odpowiedział, tylko podszedł do mnie i mnie pocałował. To jednak nie trwało długo, ponieważ zaraz go odepchnęłam.
-Aker tak nie można. Nie po tym co się stało. 
-Amanda-odparł i zrobił krok w moją, a ja krok do tyłu.-To co powiedziała Rebecka o tym, że wszystko było udawane to nieprawda. No dobra. Na początku może tak, ale potem naprawdę się w tobie zakochałem. Pokochałem to jak bardzo jesteś niepoprawna. Na początku mnie to denerwowało, bo były z tobą same problemy. Po pewnym czasie nie mogłem bez ciebie wytrzymać nawet kilku minut.
-A, więc to dlatego mnie zostawiłeś i dałeś mi innego anioła.
-Po pewnym czasie nie mogłem już na ciebie donosić Glidii, dlatego dostałaś Tima. Najmniej gadatliwy anioł w całym świecie aniołów. 
-Ale po co była ta cała akcja z bitym dzieckiem?
-Glidia kazała mi się jakoś do ciebie zbliżyć. Pomysł z bitym dzieckiem to było najlepsze rozwiązanie. Jeszcze jak się dowiedziałaś , że jestem ,,człowiekiem", wtedy byliśmy prawie identyczni. 
-Super-odparłam i odwróciłam się do niego plecami. Rozpościerał się teraz przede mną olbrzymi las.
-Nofeje i Rebecka niedługo tu będą.
-Czemu akurat elfy? Czemu naszymi sprzymierzeńcami mają być elfy?
-Uwierz mi. Sam tego nie ogarniam. Rebecka zresztą nie miała zbyt czasu. Za sześć dni będzie Dzień Księżyca i Upadłe Królestwo powstanie. 
-I na ziemi zapanuje chaos-odparła Rebecka wynużająca się z chmurnych wrót.-Tu u Nofejów jesteś bezpieczna Amanda. Ani upadły anioł, ani żaden z nas nie może się dostać do Prejli. 
-Pre, co?
-Prejli. Świat elfów.
-A dlaczego anioły nie mogą tam wchodzić?
-To zupełnie inny świat. Chroni go magiczna bariera tak jak wszystkie inne kraje. Elfy mogą mieszać się między sobą, bez przeszkód, tak samo jak światy aniołów. Ale anioł nie może wejść bez pozwolenia do świata Nofejów i na odwrót.
-Dużo jest jeszcze takich światów?
-Około szesnastu. Aprilfall, Krempel, Prejli, Manguster-Królestwo Nimf, Limprak-Królestwo Bieli i wiele innych, ale nie pora na lekcję.
-Musimy ruszać-odparł jeden z Nofejów. Był niższy ode mnie, ze spiczastymi uszami, ubrany w zielone spodnie, lnianą koszulę i kamizelkę. Za nim stało jeszcze około dziesięciu identycznych stworzeń.
-Prowadź-odparła Rebecka i ruszyła za zgrają elfów. Szyliśmy dobrych kilka godzin przez las, aż w końcu dotarliśmy do Prejli. Było to niewielkie miasto położone w lekkim dole. Było tu kilka chatek, na wzór iglo. Spora część domków znajdowała się również na drzewach. W całej wiosce tętniło życie.
-To obłęd-odparłam stojąc na wzgórzu i patrząc na Prejle.
Będąc już na dole doszłam do wniosku, że domki wcale nie są takie małe. Są doskonałe dla normalnych ludzi. 
Po środku wioski rosła olbrzymia wierzba, pod którą prawdopobnie znajdowało się miejsce spotkań dla wszystkich Nofejów.
-Wasze domki znajdują się w północnej części naszego miasta.
Tak, jak powiedział jeden z elfów, ruszyliśmy do naszych domków. Stały bardzo blisko obok siebie i trochę dalej od domków innych elfów. To nawet dobrze. 
Rebecka i Aker zdecydowali, abym wzięła domek stojący po środku. W ten sposób, będą mogli mnie łatwiej pilnować. Nie kłóciłam się, tylko posłusznie weszłam do mojego tymczasowego domu.
Był całkiem spory. Salon z kanapą i dwoma fotelami, sypialnie z dwuosobowym łóżkiem, łazienka i kuchnia. To co zaciekawiło mnie najbardziej, to kwiaty rosnące na suficie w każdym pomieszczeniu.
Podeszłam do okna. Zachód słońca. 
Glidia nie może mnie znaleźć. 
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Rebecka i Violin.
-Amando, Violin dopiero przybyła z kilkoma naszymi sojusznikami z Aprilfall i nie ma domku. Może zostać z tobą?
-Jasne-odparłam bez zastanowienia, chociaż tak na prawdę chciałam być sama. No, ale trudno.
-Boisz się?-Spytała mnie po chwili.
-Tego, że na świecie zapanuje ciemność i my jesteśmy kluczem do tej ciemności?
Kiwnęła głową.
-Nie wiem-odparłam całkiem szczerze.
-Czasem to ty wybierasz swoją drogę, a czasem robi to los-odparła i obie wyjrzałyśmy przez okno podziwiając zachód słońca.


Szalona dziewczyna

sobota, 14 marca 2015

Rozdział dwudziesty trzeci


Stworzone, by siać chaos na Ziemi

Tak jak ustaliłam z Violin aniołowie dali mi spokój. Aker wmówił coś Glidii, że jeśli będę miała więcej czasu to przekonam się do proroctwa. Nie sądziłam, że ona jest aż tak naiwna, ale dzięki niej obowiązywał mnie Kodeks Bractwa. Żaden anioł nie mógł mnie porwać, czy nawet dotknąć, dopóki Glidii oczywiście nie wyjawi takiej woli.
Tak, więc przez chwilę mogłam żyć normalnie i wszystko sobie poukładać.
Aker jest aniołem i nigdy mnie nie kochał, Rebecka żyje, Violin jest córką diabła i obie miałyśmy zniszczyć świat, przez wspaniałomyślne pomysły Glidii.
I teraz nasuwa się pytanie. Która część z tego wszystkiego jest najbardziej szalona?
-Kress!-Usłyszałam nagle gdzieś za swoimi plecami. Sam. No oczywiście. Kogo można się spodziewać?
Szybko zamknęłam swoją szafkę i ruszyłam szkolnym korytarzem przed siebie. Ona jednak nie dała za wygraną.
-Kress!-Wykrzyknęła na cały głos i wszyscy momentalnie zrobili jej przejście przez środek hallu.
Nie chce i nie mam zamiaru z nią rozmawiać, bo wszyscy dobrze wiemy o co chodzi tej nadętej blondynce. Chodzi jej o Paula. Zapewne już jej ktoś doniósł, że byłam u niego w domu.
-Czy ty myślisz, że możesz sobie na to pozwolić?-Spytała naciskając na każde słowo.
Czy w jakim kolwiek świecie kiedyś znajdę święty spokój? Szkoła-nie, Aprilfall-nie. No ludzie. Chwila spokoju.
Powoli odwróciłam się w jej stronę i uśmiechnęłam się,co ją jeszcze bardziej zdenerwowała.
-Witaj Sam. Co u ciebie?-Odparłam spokojnie, rozglądając się po minach obserwujących nas uczniów.
-Ktoś zapomina się, co Kress? Już nie pamiętasz, że ja zawsze mam to co chce?
-Ja pamiętam o tym doskonale, ale inni chyba trochę mniej skoro nie chcą się podporządkować, nie?
Nagle wszyscy wstrzymali oddech. Postawiłam się Sam. No to nie był w sumie pierwszy raz, ale nigdy nie miałam takiej publiczności dookoła.
-Skończysz tak samo jak w poprzednich gimnazjach. Z tego też w końcu cię wyleją.-Odparła i odwróciła się na pięcie. Czy ona kiedykolwiek da mi spokój? Wątpię.
Powolnymi krokami wyszłam na szkolny dziedziniec. Nie panował tu zbytni tłok jak zwykle. Panoszyło się tylko kilku uczniów przywiązujących rowery do stojaków.
Nagle po plecach przebiegł mnie dreszcz. Czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Szybko się odwróciłam, ale nikogo nie dostrzegłam, chociaż byłam pewna, że ktoś za mną stał. Coś się dzieje. Dzień Proroctwa jest coraz bliżej.

***

Szybkim krokiem przemierzałam ulice, aby jak najprędzej dotrzeć do domu. Nadal miałam wrażenie, że ktoś mi się przygląda. 
Najszybciej jak tylko umiałam wpadłam do domu i już od progu spotkała mnie niespodzianka.
-Hej-odparłam, gdy zauważyłam Davida i Cynthię.-Co wy tu robicie?
-Hej. Muszę cię ostrzec-powiedział i po chwili dodał-proroctwo nie jest tym czym się wydaje.
A to mi nowość. Ten to ma wyczucie czasu. I co w ogóle robi z nim tu Cynthia?
-Wiem-odparłam.-Aker i Violin wszystko mi wyjaśnili. Po co przyprowadziłeś Cynthię?
Na chwile zaniemówił. Jego spojrzenie błądziło to ode mnie, to do Cynthi. Zupełnie tak jakby prosił o ratunek.
-Jesteśmy razem-powiedziała Cynhia podchodząc do niego i go przytulając.
No to teraz dali czadu. David i Cynhia. Kto by się spodziewał takiego związku? Ja na pewno w życiu bym nie wpadła na taki pomysł.
-Od kiedy wy ... tak razem?
-Od kilku tygodni-odparł David.-Przepraszam, że często nie odpierałem twoich telefonów, ale zazwyczaj dzwoniłaś zawsze, kiedy byłem z Cynthią.
-No dobra..., ale o co chodzi z tą akcją z proroctwem? Skąd wiesz?-Spytałam, a po chwili szybko dodałam-Czekaj! Powiedziałeś jej o wszystkim? O mnie i tak dalej?
Oboje pokiwali głowami.
-David! Teraz i ona jest w niebezpieczeństwie. Gratuluję pomysłu.
-Am, już tak nie przeżywaj. Nic jej nie będzie. 
-Nigdy nic nie wiadomo! Teraz ,kiedy sprawy mają taki obrót, wszystko może się wydarzyć.
-Amanda spokojnie.-Odparła, podeszła do mnie i położyła mi ręce na ramionach.-Wiem wszystko i pomogę ci się z tego wydostać. Pozbędziemy się tego daru.
I teraz przypomniały mi się słowa Davida. Jedyne rozwiązanie, aby pozbyć się daru, to zabicie swojego anioła stróża. Czy jestem wstanie się na to zdobyć?
-Damy radę-odparła uśmiechając się do mnie.
-Wiem-powiedziałam i przytuliłam się do niej.
Z uścisku wyrwał nas głoś Davida, który powiedział, że on i Cynthia powinni się zbierać, bo robi się ciemno. No cóż. Pożegnałam się ze swoimi przyjaciółmi  zostałam sama w domu. Rodzice jak zwykle pracują do późna nad jakimś ważnym projektem.
Do samotności można się przyzwyczaić.
Zeszłam do swojego pokoju i znowu poczułam, jakby ktoś mi się przyglądał. Dokładnie się obejrzałam. W całym domu nikogo oprócz mnie nie było. Jednak ...
Na ścianie mojego pokoju dostrzegłam przebiegający cień. Miałam rację. Nie byłam sama. Ktoś mnie obserwował.
Powoli obróciłam się wokół własnej osi, dokładnie obserwując każdy kąt. To nie mógł być anioł. Przecież od razu bym go zobaczyła.
Podmuch zimnego wiatru.
Oddech na mojej szyi.
Wstrzymałam oddech. Ktoś stała za mną. Powoli się odwróciłam. Stałam teraz twarzą twarz z jednym z mrocznych aniołów.
-Czego chcesz?-Spytałam z lekko drżącym głosem. Upadły anioł. Mam nadzieję, że nie przysłała go tu Glidia, bo jeśli tak to znaczy, że nadszedł już czas.
-Muszę cię zabrać do Aprilfall-odparł anioł i wyciągnął w moją stronę rękę.
Zamrugałam oczami i jeszcze raz spojrzałam na postać stojącą przede mną. Był to mężczyzna w wieku Glidii, ubrany cały na czarno, z skrzydłami w tym samym kolorze. Nie miał jakiś cech charakterystycznych.
Wzięłam głęboki oddech i chwyciłam jego dłoń. Nie mam zielonego jak działa pan Akera i Violin, ale to chyba nie jest jego część. Mam przeczucie, że będzie źle.
Stworzone, by siać chaos na Ziemi.

***

-I ponownie witamy pannę Kress.-Przywitał mnie głos Glidii po drugiej stronie chmurnych wrót.
-Po co te uprzejmości?-Spytałam głównie po to, aby ją zdenerwować. Ale chyba mi się nie udało. Z jej twarzy nie znikło opanowanie.
-Proroctwo wypełni się już za tydzień podczas Dnia Księżyca. Dnia, w którym wszystko się zaczęło.
-Co się zaczęło?-Odparłam, rozglądając się dookoła. Wszędzie panowała cisze. Nigdzie nie było nikogo oprócz mnie i Glidii. Upadły anioł, który mnie tu przyprowadził już gdzieś się ulotnił.
-Nie pamiętasz, co się stało 30 listopada?
Wiem. Już teraz wiem. Całkowicie zapomniałam o tym dniu. 30 listopada. Dzień, który miałam wpisany w kartę w Domu Dziecka jako dzień moich urodzin. Czyli ... Dzień, w którym wszystko się zaczęło. Urodziła się ja.
-Na czym w ogóle ma polegać proroctwo?-Spytałam. 
-Jak dobrze wiesz są dwa królestwa. Nasze-światła i Krempel-mroku. Dawno, dawno temu, gdy Aprilfall rządzili Mędrcy oba światy zawarły przymierze. Ale to dobro miało stać wyżej niż zło. Dla każdego był to dobry układ. Dla każdego z Aprilfall. Nikt nie pomyślał o ludziach z mroku. Krempel zgodziło się na tą umowę, tylko dlatego, że nie mieli ludzi, aby walczyć. Ale  pewnego razu czasy się zmieniły. Do Aprilfall wkradło się zło. I to ono objęło władzę, wmawiając poddanym o proroctwie, dla nich dobrym. Jednak ono jest tylko dla Upadłego Królestwa.
-Ty. Ty żyłaś w mroku, a potem obięłaś tron. Tutaj. W Aprilfall. To ty wciskasz kity o tym proroctwie każdemu komu popadnie.-Odparłam robiąc krok w jej stronę. 
-To przymierze było dobre tylko dla Elizabeth i Markusa. Byli słabymi władcami. I rodzicami zresztą też-powiedział, a w jej oku pojawił się dziwny błysk.-Tylko popatrz na siebie. No, ale włosy to masz po mamusi.
-Co?-To nie może być prawda. 
-Twoimi rodzicami byli władcy tego świata. Jesteś jakby dziedzicem tego wszystkiego. Szkoda, że nie mogłaś ich poznać-odparła i ruszyła prze siebie, a za mną pojawił się ten sam anioł, który mnie tu przyprowadził. 
-Pokaż pannie Kress nasze apartamenty więzienne.
Co? Rzuciłam się w jej stronę, jednak szybko została obezwładniona. 
-Co zrobiłaś moim rodzicom!?-Krzyczałam i szarpałam się, próbując uwolnić się uścisku anioła.
-Abym mogła mieć to co teraz, ktoś musiał się poświęcić. No cóż. Padło na twoich rodziców.-Odparła i zniknęła w chmurnych wrotach, a ja zostałam zaprowadzona do lochów.
Plan Akera chyba nie zadziałał. Gdzie on w ogóle się podziewa?
Stworzone,by siać chaos na Ziemi.
To bez sensu. Violin być może. W końcu jest córką diabła, ale ja? Ja jestem dziedziczką Aprilfall.
Moi rodzice byli aniołami, czyli ... Czemu ja nim nie jestem?
To robi się jeszcze bardziej szalone niż przedtem.
Mam nadzieję, że Aker i Violin mają jakiś inny pomysł. No, chyba, że to też część ich planu.
Już nie wiem co myśleć. Chciałabym, aby to wszystko się skończyło. Raz na zawsze.


Szalona dziewczyna

_____________________________________________________

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Najlepsza motywacja do pisania


piątek, 27 lutego 2015

Rozdział dwudziesty drugi


I co teraz? Nie mogę wrócić do domu, nie mogę iść do Davida, a Cynthia nie odbiera moich telefonów. Po prostu świetnie. Mam dwa rozwiązania. Albo od razu się zabić albo trzymać się z Paulem. Nie wiem, która z tych wersji jest gorsza.
-To co, zgadzasz się?- Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Paula.
-Co?
-Wpadniesz do mnie do domu?-Spytał z tym swoim uśmieszkiem.
-Co?-Powtórzyłam jeszcze raz. No tak. Przecież do szkoły też nie pójdę. Sobota. Czyli teraz mam iść z nim do domu. I może jeszcze poznam jego rodziców? Świetnie. Lepiej po prostu być nie może.
-Okej.
-Super. To już nie daleko.
Z ,,Tinley" do jego domu faktycznie nie było tak daleko. Najwyżej dziesięć minut.
I już po chwili stałam przed dużym, kremowym domem. Przed nim był mały podjazd, a obok śliczny ogródek.
Jego dom w środku niewiele różnił się od mojego. Duży hol prowadzący do salonu, a z lewej strony kuchnia. Po woli zdjęłam buty i powiesiłam kurtkę na wieszaku, Paul zrobił dokładnie to samo, a potem zaprowadził  mnie do salonu. Po drodze do niego minęliśmy sporych rozmiarów ścienne lustro. On wysoki, z tym swoim kolczykiem w uchu, a ja? Zwykła dziewczyna, jakich jest na pęczki. Może jedyne co mnie wyróżnia, to te czarne włosy, których nigdy nie mogę ogarnąć.
-Napijesz się czegoś?-Spytał, gdy już siedzieliśmy w salonie. Pokręciłam głową. I dopiero teraz do mnie dotarło. Co ja będę robić z Paulem u niego w domu? I jak sądziłam po tym pytaniu zapanowała cisza.
-Ładny dom-odparłam po chwili. Nie odpowiedział, tylko cały czas się na mnie gapił.
-Ładna to ty jesteś-i w tym momencie wybuchłam śmiechem. No po prostu nie wytrzymałam.-Co cię śmieszy?
-Ty-odparłam powoli się opanowując.
-Czemu ty taka jesteś? Taka zamknięta w sobie?
Ta. I jeszcze będę mu się tu zwierzać z mojego życia.
-Nie chcesz słyszeć tej nudnej historii, o dziewczynce z Domu Dziecka. I jej dalszych potyczkach w różnorodnych szkołach. Zamknęłam się w sobie właśnie po tym. Moja dusza straciła wszelkie kolory. Życie jest brutalne, a ludzie ranią najbardziej. Dlatego zamknęłam się na wszelkie uczucia. Jeśli nie dopuścisz nikogo do siebie nikt cię nie zrani. Filozofia życia.
Po moim monologu lekko zaniemówił. No cóż. To były mocne słowa. Zazwyczaj się tak nie rozwodzę na temat swojego marnego życia. Ono i tak skrywa jeszcze wiele mrocznych tajemnic, o których nie chcę wspominać.
-Nie możesz się tak zamykać-odparł po chwili.
-Mogę. I już to zrobiłam-odparłam patrząc mu w oczy.
-A gdyby ktoś powiedział, że cię kocha? Co w tedy?
A gdyby ktoś powiedział mi, że mnie kocha. Haha. Aker to zrobił i co z tego wyszło? Jestem ścigana przez anioły, a on sam stanął po stronie Glidi i nawet nie próbował rotować Rebecki przed straceniem. I jeszcze się okazało, żę wszystko co robił było udawane. Miłość pierwsza klasa.
-Miłości nie ma. Miłość to iluzja.-Odparłam. I taka była prawda. Przynajmniej dla mnie. Nigdy nie poznałam czegoś takiego jak miłość. Nawet Emma i Harry nie adoptowali mnie dlatego, że coś do mnie czuli. Po prostu musieli.
-Nie możesz tak mówić. To egoistyczne do reszty świata-chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Możesz mnie wpuścić?-Usłyszałam drobny głos w progu drzwi, jednak nie dostrzegłam postaci wyglądając z salonu.
-Jesteś pewna?
I w tym momencie do salonu weszła Violin. Ubrana w biały sweterek i czarną rozkloszowaną spódnicę. Skrzywiłam się nieco na jej strój. W życiu bym się tak nie ubrała. Chwila. Co ona w ogóle tu robi!?
-Co tu robisz? -Spytałam wstając z kanapy bez żądnych gwałtownych ruchów. Jeśli ona tu jest i mnie znalazła, to anioły też muszą tu być. I Aker.
-Spokojnie.-Odparła podnosząc ręce do góry.-Jestem sama.
-O co tu chodzi?-Spytał Paul stojący za Violin. Chyba każdy byłby zaskoczony. Przychodzi do twojego domu dziewczyna, której nie znasz i każe ci się wpuścić.
-Możesz nas zostawić na chwilę?-Spytałam, a Paul udał się do kuchni.
-Czego chcesz?
-Przyszłam porozmawiać-odparła siadając na kanapie.
-To oni cię przysłali? - Spytałam wściekła.
-Nie-poprawiła tę swoją spódnicę.-Przysłał mnie Aker.
I na te słowa. Moje serce przestało bić. Po co ten dupek mi tu ją przysłał? Chyba tylko po to, abym ją mogła zabić pierwszą, a potem jego.
-Uspokój się-powiedziała widząc moją minę.
-Po co tu przylazłaś?-Wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-To co widziałaś w Aprilfall... To nie była prawda.
Kolejny kit z tego przeklętego miejsca.
-Aker przysłał mnie, abym uzgodniła umowę. Masz kartkę i długopis?
Co!? Ta laska serio twierdzi, że cś ode mnie dostanie? No to się grubo pomyliła.
Violin widząc moją reakcje powoli wstała i ruszyła w stronę drzwi. Już sądziła, że sobie idzie, ona jednak podeszła do wieszaków i ze swojej torebki wyjęła kartkę i długopis, a potem znowu wróciła na kanapę w salonie.
-Ty chyba jesteś śmieszna! Nic nie podpiszę!-Krzyczała, ale ona na nic nie zwracała uwagi , tylko pisała coś na kartce.
-Oto umowa-odparła po chwili i podała mi kartkę papieru.
,, Tu nie możemy rozmawiać. Glidia nas podsłuchuje. Musimy stąd wyjść. Znam miejsce, gdzie nas nikt nie usłyszy. To nie mój plan. Aker ma wszystko pod kontrolą. Musisz nam zaufać, a teraz zachowuj się tak jak przedtem." 

 Spojrzałam na nią. Zaufać? Im? Aker ma wszystko pod kontrolą. Znowu on.
Zachowuj się tak jak zwykle. No dobra.
Zacznijmy przedstawienie.
-Ty chyba oszalałaś! Ty i ten cały Aprilfall!-Krzyczałam i oddałam kartkę Violin.
,,Prowadź"
Violin pokiwała głową. Nie wierzę, że to robię. Po raz drugi zaufałam Akerowi. Temu popieprzonemu aniołowi.

***

Violin zaprowadziła mnie do małej kamienicy przeznaczonej do rozbiórki. Szłyśmy i żadna z nas nie odezwała się ani słowem. W końcu zatrzymałyśmy się na drugim piętrze.
-Tu nas nie usłyszy.-Odparła i odwróciła się do mnie.-Mój tata się o to postarał, ale mamy mało czasu.
-Twój tata?-Spytałam nie wiedząc o co może jej chodzić.
-Tak, ale to bez znaczenia. Aker bardzo się cieszy, że uciekłaś z Aprilfall. W sumie to nie była część planu, ale nie szkodzi. Wszystko w najlepszym porządku.
-Część planu?
-Nie mamy czasu na rozmowę o starym planie. Czas na nowy. Po pierwsze, Aker jest aniołem. Okłamał cie, bo musiał. Po drugie, Rebecka życie i ma się dobrze. 
Co za ulga, ale nadal nie mam zielonego pojęcia co się tu dzieje. I jaki udział ma w tym wszystkim Violin? W sumie o to samo co dziennie pytam siebie. Dlaczego ja? Dlaczego nie Sam z mojej szkoły? Ona świetnie byś odnalazła w całej tej spawie. A nie taka zwykła Amanda Kress.
-Nowy plan jest taki. Za wszelką cenę musisz się trzymać przy osobach, które nie wiedzą o aniołach. Inaczej cię porwą, a my z Akerem nie dopuścimy do wypełnienia się proroctwa.
-Przecież już od tak dawna czekają, aż się wypełni. Czemu mieli by przestać?-Spytałam lekko oszołomiona.
-Bo inne anioły nie wiedzą, co z tego proroctwa będzie miała Glidia. Jeśli proroctwo się wypełni to nie anioły z Aprilfall będą górą, tylko Upadłe Królestwo powstanie. 
-Skąd macie takie dane?
-Zbieraliśmy je od dawna. I wszystko się poukładało. Kilka lat temu Glidia zawarła pakt z Vercerem, królem upadłych aniołów, i zobowiązała się do zrobienia wszystkiego co w jej mocy, aby to on stał się władcą. Dlatego wymyśliła proroctwo, które miało być na korzyść Aprilfall. Mówiła, że znalazła je w kronikach Starego Ludu, a tak na prawdę, to proroctwo końca świata, tylko Glidia zmieniła słowa na korzyść Vercera.
-Czyli obie jesteśmy przeznaczone na koniec świata?-Spytałam powoli wszystko rozumiejąc.
-Dokładnie tak. Obie miałyśmy skazać ludzi na śmierć.
-Zgromadziłaś te informacje z Akerem?-Spytałam z ciekawości i chyba czując lekką zazdrość.
-Po część. Większość zgromadziłam z ojcem.
I znowu ten ojciec. 
-A kim on jest?-Spytałam i obserwowałam jej reakcje. Jej oczy nie patrzyły już na mnie tylko na swoje czarne kozaczki do kolan.
Wzięła głęboki oddech.
-Jestem córką diabła-wyszeptała.
Co!? Violin jest córką diabła. Ale to niemożliwe. Przecież... 
Na ta wiadomość zabrakło mi słów. 
Córka diabła.
-Jak to?-Tylko te słowa udało mi się wypowiedzieć.
-Po prostu. Moim ojcem jest diabeł. Zostałam zesłana na ziemię, aby siać zamęt, ale ja nie jestem taka jak on. Nie potrafię, a zresztą los chciał inaczej. Dostałam dar widzenia aniołów. Tak wyszło.
-Okey-Odparłam. Kurczę. A to niespodzianka.
-Też tak uważam. Kończy nam się czas. Musimy się zbierać i dotrzeć gdzieś, gdzie będzie masa ludzi. 
-,,Tinley" powinno się nadać.
-W takim razie teraz ty prowadź.-Odparła i uśmiechnęła się szeroko. Kto by pomyślał, że ta dziewczyna może być córką diabła?
Teraz jestem już prawie pewna, że Violin odegra ważną role w całej tej sprawie. Może nawet większą niż moja.

Szalona dziewczyna

____________________________________________________

I znowu to samo : Przepraszam, że tak długo nie pisałam.
Postaram się pisać częściej.
Obiecuję.


sobota, 7 lutego 2015

Rozdział dwudziesty pierwszy


 Wielka miłość. A to tylko była taka gra.
Kto pierwszy się zakocha - przegrywa.


-Amanda wstawaj-odparł Aker potrząsając moim ramieniem.
Przekręciłam się na drugi bok.
-Am-powiedział trochę głośniej.
-Aker przestań. Jest piąta rano- odparłam kątem oka patrząc na zegarek.
-Załatwiłem wizytę u Nakoriela. Zdejmie dar jeszcze dziś.
Na te słowa od razu się rozbudziłam.To było to czego od dawna tak bardzo chciałam. Nawet nie pytałam Akera jakim cudem to załatwił tylko szybko się przebrałam w pierwsze lepsze rzeczy wyciągnięte z szafki.
-Chodź nie mamy czasu-odparł Aker i trzymając mnie za rękę poprowadził do chmurnych wrót.
Nagle się zatrzymałam.
-Nie przejdziemy. Nie jesteś aniołem. Zapomniałeś?
-Am-odparł i położył mi ręce na ramionach-nie przejmuj się. Wszystko jest załatwione.
,,Wszystko jest załatwione"-te słowa dźwięczały mi aż do momentu przekroczenia chmurnych wrót. Miałam złe przeczucia... I się nie myliłam...
-Witamy pannę Kress.
Spojrzałam na osobę wypowiadającą te słowa. Glidia. Stała po środku sali w swojej idealnej fryzurze, w doskonałym stroju i z pięknymi skrzydłami. Na początku nie wiedziałam co się dzieje. Glidia, kilka innych aniołów ze skrzydłami i nieznana mi dziewczyna. Śniada cera, rude włosy, okulary, koszula i czarna spódnica. W życiu bym się tak nie ubrała. To musi być ta cała Violin, o której opowiadał mi Aker.  I teraz dopiero wszystko do mnie dotarło. 
-Nie...-Odparłam i spojrzałam się na niego. Szybko zaczęłam się cofać. Nagle się podknęłam. Teraz zaczęłam odpychać się nogami, aż nie dotknęłam ściany.
Aker ... Aker... On miał skrzydła. Aker był ... aniołem. 
-Nie...-Odparłam jeszcze raz.-To niemożliwe.
-Spokojnie-powiedziała Glidia.-Nasza Amanda lekko zakłopotana?
Nic nie odpowiedziałam. Siedziałam przy ścianie patrząc na nich wszystkich, zwłaszcza na Akera i Violin. Oboje stali i nic nie mówili. Nawet się nie poruszali.
-Pozwól, że ci wszystko kochanie przybliżę-powiedziała i zaczęła się przechadzać po pokoju Aprilfall. -Jak wiesz ty i twój przyjaciel David odgrywaliście różne role w tym świecie. Jednak on nie był nam tak potrzebny jak ty. On miał tylko chronić ciebie i odwrócić uwagę, dlatego nie wgłębialiśmy się w większą ochronę. Z tobą było dużo inaczej. Ty jesteś w proroctwie, na które czekamy już tak wiele lat, dlatego ciebie trzeba było mieć na oku. I tym dobrze zajął się nasz najlepszy anioł.-Nasze wzroki powędrowały na Akera.-Jeden z najlepszych jakich mam w Aprilfall. Doskonale się tobą zajął. 
-Ale ... Ja ... Ja widziałam papiery, a ta cała akcja ze straceniem, historia z bitym i poniżanym dzieckiem?-Zapytałam bardziej wściekła niż przerażona.
-Amando jaka ty jesteś naiwna-odparła dalej przemierzając pokój.-Wszystko było doskonale zaplanowane. Wszystko to miało was zbliżyć. Ty też miałaś trudne dzieciństwo, dlatego chłopak z podobnymi problemami był doskonały. To miało być takie zabezpieczenie, abyś nie zrobiła niczego głupiego, na przykład tak jak ostatnio. Co to za pomysł z oddaniem daru? 
Sama widzisz. Aker miał odwieść cię od tego pomysłu, ale ponieważ mu się nie udało musiałaś znaleźć się tu jak najszybciej. Podobnie jak Violin.
-Nie wierzę, że to zrobiłeś-odparłam patrząc na Akera.
-Każdy musi kiedyś dokonać odpowiedniego wyboru.
-Ja ci ufałam! Znamy się szesnaście lat! Jak mogłeś !?
-Przestań go dręczyć Amando. To dobry i posłuszny chłopak-odparła Glidia.
To jedna wielka paranoja. Wszyscy, którym ufałam wykorzystali mnie. Wszyscy mnie zostawili. Jaka ja byłam głupia. Anioł i człowiek. Wielka miłość. A to była tylko taka gra. Kto pierwszy się zakocha - przegrywa. No cóż. Przegrałam.
-Rebecka by mi tego nie zrobiła! Ona była lepsza od was wszystkich! - Wykrzyknęłam zdając sobie sprawę z tego, że jej tu nie ma.
-Ach Rebecka. Na prawdę myślisz, że tego nie zrobiła? Kto dał ci fałszywe papiery, kto powiedział, że Aker to człowiek? 
-Rebecka taka nie jest! Czemu kazałaś jej to zrobić?
-Jak już chcesz o niej mówić to w trybie przeszłym. -Odparła Glidia stojąc tyłem do mnie.
-Nie zrobiłaś jej tego. To twoja siostra. Nie mogłaś jej stracić. Nie ...
Nagle Glidia podeszła do mnie i pochyliła się nade mną.
-Ty nie wiesz co to życie. Rebecka była tylko nędznym pół aniołem. Nie zasługiwała na bycie tu, w Aprilfall.
-Rebecka była wspaniała. To ty nie zasługujesz na życie w takim miejscu- odparłam i odepchnęłam ją kopiąc ją w brzuch. Gdy tylko upadła rzuciłam się o ucieczki. Chmurne wrota. Jedyne ratunek.
-Łapać ją, bo może przejść!
Wszyscy nagle ożyli. Jakiś anioł zabrał Violin, a reszta zaczęła mnie gonić prze korytarze Aprifall. Że te drzwi cały czas zmieniają miejsce.
Biegłam tak szybko, że nie mogłam oddychać. Skręciłam za róg. Są. 
Nagle gdzieś za moimi plecami usłyszałam strzał. Ja jednak byłam już w swoim pokoju.
Jednak to nie wystarczyło. Szybko musiałam znaleźć się wśród ludzi. W innym wypadku mogą mnie porwać. Przy świadkach tego nie zrobią. Wydział Do Spraw Wiecznych by im nie darował. Zostaliby straceni jeszcze tego samego dnia. Tak jak Rebecka ...
Szybko wybiegłam z pokoju, przedarłam się prze salon i wybiegłam na ulicę. Nikogo nie było.
-Nie dobrze, nie dobrze...
Zaczęłam szybko biec przed siebie od czasu do czasu się oglądając. Nagle w coś uderzyłam, a właściwie w kogoś.
-Paul- odparłam będąc w jego ramionach.
-Gdzie tak pędzisz?-Spytał z tym swoim uśmieszkiem.
-Muszę...-Sama nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiem nawet czy mogę mu ufać.
-Jesteś roztrzęsiona-odparł.-No to co? Gorąca czekolada w ,,Tileney"?
Spojrzałam na niego. Jeszcze kilka godzin temu powiedziałabym ,,nie". Ale teraz? Teraz za wszelką cenę muszę być w śród ludzi. Przy kimś kto nie wie, co się dzieje.

***

-To powiesz mi co się stało?-Spytał po kilku minutach siedzenia w tych samych fotelach, co podczas naszego pierwszego spotkania.
-Nic. Prostu chciałam sobie pobiegać, zagapiłam się i na ciebie wpadłam.-Odparłam tak trochę bez zastanowienia.
-W taką pogodę? I dlaczego jesteś taka roztrzęsiona?
-Ty też byś był, gdybyś wpadł na kogoś kogo nie lubisz.
-Czy na prawdę musisz być taka mało wierna?- Spytał nie odrywając ode mnie wzroku.
-Ty tez byś taki był, gdybyś przeżył to co ja.
W tym momencie zadzwonił mi telefon. Nawet nie wiedziałam, że mam go ze sobą.
Odeszłam kilka kroków od Paula i zaczęłam rozmowę.
-Hallo?
-Hej, tu David. Wiem co się stało.
-Skąd? -Spytałam zdziwiona.
-Wiem co zrobić, by zdjąć dar. Ale to nie jest łatwe.-Odparł zmieniając temat.
-Mów-powiedziałam mechanicznie. 
-Trochę poszperałem i dawniej też byli ludzie tacy jak ty. Zazwyczaj zamykani w szpitalach psychicznych. Jednak oni znaleźli rozwiązanie swoich problemów.
-David. Szybciej.
Wziął głęboki oddech.
-Zabijali swoich stróży. Tak pozbywali się daru. I ty też możesz?
-To jedyne wyjście?
-Tylko tyle na razie udało mi się znaleźć. Dar został ci nadany przez anioła i tylko zabijając go możesz stać się normalna.
-Dzięki-odparłam i rozłączyłam się. Nawet nie spytałam się co u niego. 
Ale miałam większe problemy.
Muszę zabić człowieka, którego znam szesnaście lat.
Człowieka, który mnie oszukał.
Człowieka, który mnie kochał.
Muszę zabić człowieka, który jest aniołem.
Nie wytrzymałam. Po policzku spłynęła mi łza.
Pomyślałam o wszystkich naszych wspólnych chwilach. 
Jazda do szkoły, ratowanie Davida, pocałunki, spacery, kłótnie.
Wszystko co nas łączyło.
Wielka miłość..
Spojrzałam na Paula przez oczy pełne łez. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Kiedyś- nie do pomyślenia. Teraz-wszystko jest możliwe. 


Szalona dziewczyna 

_________________________________________
Niestety już niedługo kończymy. 
To jest jeden z końcowych rozdziałów. A potem?
A potem zaczniemy od nowa.
Serdecznie zapraszam na mojego NOWEGO BLOGA  Życie potrafi dać w kość ...



poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział dwudziesty


Rozejrzałam się dookoła, by zorientować się, czy w pobliżu nikogo nie ma. Podniosłam bukiet z wycieraczki i wróciłam do swojego pokoju. Gdy usiadłam na łóżku zauważyłam, że wśród róż znajduję się jakaś karteczka. Do tego momentu byłam prawie pewna, że kwiaty są od Akera, że chce mnie przeprosić.
Jednak się pomyliłam. Ten piękny, czerwony bukiet był od Paula.
,,Mam nadzieję, że nasz randka wypali"
Przeczytając to szybko wyrzuciłam bukiet wraz z liścikiem do kosza i z powrotem usiadłam na łóżku.
Znowu ktoś zapukał do drzwi. Tym razem był to Aker.
-Hej-odparł stojąc w drzwiach.
-Hej. Wejdź-powiedziałam i poszliśmy do kuchni.
-Am. To dla twojego dobra.
-Dla mojego dobra-powtórzyłam siadając przy wyspie kuchennej.-Dla mojego dobra mam mieć to przekleństwo i walczyć z upadłymi? Zastanów się co mówisz.
-To nie tak.
-A jak ?!-Wykrzyknęłam i uderzyłam pięścią w blat.
-Ostatnio wszystkie nasze rozmowy to kłótnie-zauważył i miał rację.
-A jak myślisz, czyja to wina?-Odparłam i zerwałam się z krzesła.
-Sądzisz, że to moja wina?
Przewróciłam oczami.
-A kto zawsze wszystko mi każe? Kto zawsze mi rozkazuje?
-Myśli, że to takie widzimisię?!-Odparł i wstał z krzesła.
-A nie?-Byłam coraz bardziej zła.
-Am ja się o ciebie troszczę-odparł i podszedł bliżej mnie.-Ja cię kocham.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Nigdy nie powiedział mi tego tak prosto z mostu.
Aker podszedł do mnie i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego i zapomniałam o naszej kłótni.
-Ufasz mi?-Zapytał po chwili.
-Tak-odparłam bez wahania i spojrzałam w jego błękitne oczy.-Ufam ci, ale mi nie rozkazuj.
Uśmiechnął się.
-A co z tą drugą dziewczyną z proroctwa?
-Rebecka się tym zajmuje. Już niedługo wszystko będzie wiadomo, a do tego czasu żyj normalnie. Tak jak zawsze chciałaś.
Spojrzałam na niego oczy, a potem na usta i go pocałowałam.
Nasz pocałunek był dość długi, bo przerwał go dopiero dzwonek do drzwi. Teraz to na pewno rodzice. Poszłam więc otworzyć drzwi. Otrzymałam po dwa całusy w policzek i rodzice dalej pogrążyli się w rozmowie na temat swojej pracy. Nawet nie zauważyli w kuchni Akera. On jednak musiał już iść. Tłumaczył się ważnymi sprawami.
Odprowadziłam go do drzwi i wróciłam do swojego pokoju.
-O co może mu chodzić?-Spytałam sama siebie patrząc na bukiet od Paula.

***

Dźwięk budzika to najgorsze co można usłyszeć o szóstej czterdzieści. Powoli, jak co dzień, wygramoliłam się spod ciepłej kołdry i zaczęłam się ubierać. Potem pokonałam schody na górę i zjadłam śniadanie. Rodziców już nie było. Pewnie znowu wyjechali do pracy przed szóstą. Ostatnio często się to zdarzało, bo rodzice pracowali na jakimś ważnym projektem dla Szwajcarii. Wszystko musiało być doskonałe. 
Po bardzo obfitym śniadaniu, czyli dwóch kanapkach, wróciłam do pokoju, wzięłam torbę, ciepło się ubrałam, zamknęłam dom i ruszyłam na przystanek autobusowy.
Przez całą drogę wyglądałam przez okno, aż w końcu autokar się zatrzymał.
Wysiadłam i ruszyłam do szkoły. Przemierzając korytarz miałam nadzieję, że nie spotkam Paula, ale to było mało prawdopodobne. Mieliśmy szafki obok siebie.
-Hej-odparł, gdy otworzyłam szafkę.-I co?
-To zły pomysł, a zresztą ja mam chłopaka-odparłam myśląc, że się odczepi.
-W takim razie to nie będzie randka, tylko spotkanie koleżeńskie.
Zaśmiałam się.
-Ty nigdy nie odpuszczasz, co?
Pokręcił głową. W tym momencie zauważyłam Sam stojącą na końcu korytarza. Była wściekła.
-Czemu ja?
-Już wczoraj ci to mówiłem. Jesteś inna. Lepsza. 
Że jestem inna to ja wiem, ale że lepsza?
-Rozmawiałeś z Sam?-Spytałam zmieniając temat.
-To ta z blond włosami? Rozmawiałem z nią tylko kilka minut. Powiedziała mi, bym na ciebie uważał i nie zawracał sobie tobą głowy., bo nie warto.
-To jej posłuchaj-odparłam zatrzaskując szafkę i ruszając do sali.
-Amanda-wyprzedził mnie i złapał mnie za ramiona, jednak ja szybko się wyspowodziłam.-Jedno spotkanie. Co ci szkodzi?
-A dlaczego tobie tak zależy?
Szybko go wyminęłam i ruszyłam w stronę sali od języka polskiego. Gdy weszłam do klasy nikogo jeszcze nie było, jednak zaraz po mnie zaczęli się zbierać inni i oczywiście Paul. Czemu musieliśmy trafić do jednej klasy?
Dzisiejszy dzień strasznie się ciągnął. Jedyne o czym marzyłam to wrócić do domu.
          Po skończonych lekcjach szybko wyszłam ze szkoły, ale oczywiście Paul musiał mi towarzyszyć.
-Amanda. Jedno spotkanie. Już cię nawet nie proszę. Ja cię błagam-powiedział, gdy tylko znaleźliśmy się na dziedzińcu.
Ludzie...
Już dłużej nie wytrzymam. Nie zniosę codziennej serii tych samych pytań z jego strony.
-Dobrze-odparłam i gwałtownie się odwróciłam. Stałam teraz dokładnie pięć centymetrów od niego, a nasze oddechy się mieszały. Moje ciało przeszł przyjemny dreszcz.
-Jutro po szkole?-Odparł i uśmiechnął się. Ku mojemu zdziwieni coś było w tym chłopaku. Coś co mnie przyciągało i odpychało zarazem.
Staliśmy tak blisko siebie dość długo, aż nie usłyszałam swojego imienia, gdzie za moimi plecami.
-Aker?-Spytałam, gdy go ujrzałam.
-Richardson?-Powiedział Paul i zaczął się śmiać zasłaniając usta ręką.
-Evans-odparł Aker przez zaciśnięte zęby.
-To wy się znacie?-Spytałam oszołomiona i przeniosłam wzrok z Akera na Paula.
-To ja już pójdę-odparł.
-Najlepsze rozwiązanie, nie Evans?-Odparł Aker nie zmieniając tonu.-Ty chyba się z nim nie zadajesz?-Spytał, gdy Paul już odszedł.
-Ja nie, ale on raczej ze mną tak.
Aker nic nie odpowiedział, tylko objął mnie ramieniem i poprowadził w stronę bramy.
-Masz wieści z Aprilfall?-Spytałam po kilku minutach drogi do mojego domu i bardziej się w niego wtuliłam.
Na dworze było dość zimno. No, ale czego można się spodziewać po jesieni. Krótkie dni, długie noce, masa liści ma ulicach i ten okropny mróz.
-Zapomniałbym ci powiedzieć. Mamy ją już w Aprilfall. Nazywa się Violin i jest o rok starsza od ciebie.
Zatrzymałam się i spojrzałam mu w oczy.
-Hej-odparł i położył mi ręce na ramionach.-Nie będziesz musiała wracać do Aprilfall i spełniać proroctwa.
-Jak to?
-Przemyślałem to co ostatnio mi powiedziałaś. Jeszcze nie wiem jak dostaniemy się do Nakroliela, ale coś wymyślę. Musimy jednak poczekać kilka dni, aż sprawa z tym twoim oddaniem daru przycichnie. Wtedy cię tam zabiorę.
-Aker!-Wykrzyknęłam radośnie. Niespodziewałam się takich słów z tego ust. Zarzuciłam mu ręce na szyję i go pocałowałam.
-Dziękuję-odparłam, gdy nasze usta się rozłączyły.
-Chodź. Odprowadzę cię do domu.
Szliśmy wtuleni do siebie przez ciemne uliczki spowite w listopadowej nocy, a dookoła fruwały wielobarwne liście.

                           ***

Kto wymyślił szkołę na ósmą? Czemu nie ma dziesiątą? Uczniowie by się wyspali, nauczyciele również. Każdy byłby szczęśliwy, ale nie. Nie traćmy dnia. Ósma to i tak pewnie za późno. Nienawidzę szkoły.
Zwlekłam się z łóżka i wyciągnęłam kilka rzeczy z szafy, ale za moment schowałam je z  powrotem. Spotkanie z Paulem. Nie chcę i nie mam zamiaru specjalnie dla niego się stroić, ale nie chcę też wyglądać jak totalny wyrzutek społeczeństwa.
Każda inna dziewczyna założyłaby miniówkę ledwo zakrywającą tyłek, ale ja w swojej szafie nie miałam żadnej sukienki ani spódnicy. Więc zostają spodnie. Czarne jak zwykle. Z bluzką będzie większy wybór. Posiadam czarne, czerwone i szare oraz kilka zielonych koszul w czarną kratę. Zdecyduję się chyba na szarą koszulkę z napisem ANGEL. Idealnie pasujacy do mojego życia.
       Gdy weszłam do kuchni ma lodówce zauważyłam kartkę pozostawioną przez rodziców.
,,Pojechaliśmy do Cristal. Wiemy, że nie chciałabyś z nami jechać. Wrócimy jutro wieczorem. Kochamy cię. Rodzice."
Uśmiechnięłam się pod nosem. Może zbyt często nie rozmawiałam z rodzicami, ale na prawdę ich lubiłam. Wszyscy inni ciągnęliby swoje dziecko do znienawidzonej kuzynki. A moi kochani? Zostawili mi cały dom i masę pysznego jedzenia, jak się później okazało, gdy otworzyłam lodówkę, by zjeść śniadanie.
Ostatnio zauważyłam, że każdy mój dzień wygląda tak samo. Dzwoni budzik, ja ledwo wstaję z łóżka, wybieram praktycznie te same rzeczy do szkoły, jem śniadanie i jadę do szkoły autobusem. Brakuje mi wypadów i różnych akcji w Aprilfall. Ale no cóż. Trzeba żyć.
       Powoli wysiadłam z autobusu i ruszyłam w stronę szkoły. Starałam się unikać Paula. Przynajmniej do naszego spotkania.
Dziś miałam dość mało lekcji. Polski, muzyka, matematyka, zajęcia artystyczne i chemię. Na każdym z tych przedmiotów siedzę dość daleko od Paula.
Po ostatniej lekcji chciałam czym prędzej wrócić do domu. Sądziłam, że zapomniał o naszej ,,randce", ale jednak nie. Dogonił mnie, gdy byłam już przy bramie.
-Co powiesz na kawę?-Spytał z tym swoim uśmieszkiem.
-Nie lubię i nie piję kawy-odparłam krzyżując ręce.
-To gorąca czekolada w ,,Tileney"
-Okay-westchnęłam.
Bo gdzie moglibyśmy iść? Preitown to małe miasteczko. Nic ciekawego, a ,,Tileney" to zwykła knajpa. Jednak w jej wyglądzie coś było. Przy dużych oknach stały dwa fioletowe fotele i mały, czarny stolik. Dalej w głębi lokalu stało pięć stolików po cztery krzesła przy każdym. Po przeciw ległej ścianie ciągnęła się lada, a za nią półki z masą ciast i innych smakołyków. W całym lokalu zawsze było przytulnie i pachniało cynamonem.
      Na miejsce dotarliśmy w jakieś pięć minut, ponieważ nie znajdowało się zbyt daleko od szkoły, oraz dlatego że na dworze panował straszny ziąb, a ja nie miałam zamiaru tulić się do Paula.
-Chcesz coś do tej gorącej czekolady?-Spytał, gdy usiedliśmy w dwóch fioletowych fotelach.
-Nie-odparłam.-Czekolada mi wystarczy.
O tak. Tego było mi trzeba w taki dzień. Gorąca czekolada.
-No więc. Powiedz mi coś o sobie-powiedział pomiędzy jednym, a drugim łykiem kawy.-Chyba, że chcesz usłyszeć to co ja wiem o tobie.
-To może być ciekawe. Ulubiony kolor?
-Czarny.
-Ulubione buty?
-Glany.
-Czego najbardziej nie lubię?
-Dziewczyn takich jak Sam i noszenia czapki.
-Na jaki kolor maluję paznokcie?
-Czarny albo bezbarwny.
-Dobry jesteś-odparłam i upiłam kolejny łyk gorącej czekolady.
-Wiem o tobie wszystko. Znam nawet każdy twój ruch.
-Doprawdy... -Uśmiechnięłam się pod nosem.-Czego słucham?
-Rock lub metal.
-Ulubiony przedmiot?-Pytania podobnie jak odpowiedzi wypływały coraz szybciej, a nasze twarze powoli się zbliżały.
Nagle przysunęłam swoją twarz tak blisko Paula, że nasze nosy prawie się stykały.
-A co zrobię teraz?
-Nie wiem-odparł i odstawił swój kubek z kawą.-Ale wiem co zrobię ja.
Paul powoli zaczął przybliżać swoje usta do moich jednak, gdy dzielił je zaledwie milimetr, ja szybko się odsunęłam.
-Ha!-Wykrzyknęłam triumfalnie.-Jesteś taki sam jak inni. Zależy ci tylko na jednym.
-Wcale tak nie jest. To ty zaczęłaś ze mną flirtować.
-Taa... Na pewno.-Odparłam i upiłam kolejny łyk pysznej czekolady.-Ja mam chłopaka, a te pytania to była czysta zabawa.
-Nie no proszę cię. Nie mów, że chodzisz z Richardsonem.
-A niby czemu nie? I skąd znasz Akera?
Paul upił ostatni łyk swojej kawy.
-Chodziliśmy razem do szkoły i trochę go znam. Jest inny niż ci się wydaje ...
Paul zapewne coś jeszcze chciał dodać jednak ja nie chciałam tego słuchać. Szybko wyszłam z ,,Tileney". On jednak jak zwykle nie dawał za wygraną.
-Czekaj-odparł i chwycił mnie za rękę.-Coś ci pokaże. Ustań na krąwężniku.
-Muszę?-Odparłam. Na prawdę miałam już dość przebywania z tym człowiekiem.
-Zamknij oczy... A teraz skocz.
Roześmiałam się.
-Co?-Odparłam ze śmiechem.-Mam skakać z krawężnika z zamkniętymi oczami? Ale dlaczego?
-Czasem trzeba zamknąć oczy i skoczyć. Zaufać. Bądź odważna, Amando Kress.
Ustałam na krawędzi krawężnika, zamknęłam oczy i ... Skoczyłam.
    Spojrzałam na Paula. Był wkurzający, ale z drugiej strony był również pociągający. Po prostu było w nim coś dziwnego. Coś co za razem odpychało i przyciągało.
-Muszę iść-powiedziałam dość szybko i ruszyłam w stronę domu. Tym razem nie poszedł za mną. Paul został na chodniku sam. Powoli zapadła zmrok, a zza chmur wyłaniał się księżyc.

Tym czasem w Aprilfall ...

-Kiedy sprowadzisz Amandę?-Spytała kobieta w brązowych włosach.
-Już niedługo.
-Chcę ją już jutro!
-Spokojnie-odparł szesnastoletni chłopak.-Wszystko idzie w najlepszym kierunku.
-Muszę ci powiedzieć..., że dobrze się spisałeś. Proroctwo wypełni się już niebawem, a ty zostaniesz nagrodzony.


Szalona dziewczyna
_________________________________

Jeden z najdłuższych rozdziałów ;)
Julka specjalnie dla Ciebie kochaniutka ;*
Czy dobry? To się okaże.
Dziękuję tym, którzy są ze mną od samego początku i mam nadzieję, że pozostaną jeszcze na długo.





piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział dziewiętnasty

Dedykuję ten rozdział Marcysi Danilewicz, Julce Klimkowskiej, Zuzce Urbańskiej, Weronice Białkowskiej, Marcie Pałac i Adrianowi Łosiowi
Wy moi wariaci 

Oddanie daru wcale nie było takie łatwe. Aker dobrze wiedział jak temu zapobiec. Sam przestał się do mnie odzywać i innym też zabronił. Czemu tak myślę? Idąc ulicą nie widziałam żadnego anioła stróża. Tak samo w szkole. Wszyscy opiekunowie znikali, gdy tylko byłam w pobliżu. Nawet Tim-mój były anioł nie reagował na wołanie. No cóż. Przy najmniej moje życie wyglądało normalnie.
-Amanda!-Głos mojej mamy stłumiony dotarł pod kołdrę.-Wstawaj! Już siódma. Spóźnisz się na autokar.
Kurczę. Teraz, gdy nikogo nie muszę ratować i o nikogo się martwić, lubię sobie dłużej pospać.
Niechętnie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy, przy okazji się przeglądając. Moje czarne włosy w życiu nie były tak pokołtunione. Szybko złapałam szczotkę próbując je ogarnąć. Potem wyjęłam czarną koszulę i spodnie w tym samym kolorze. Spojrzałam na zegarek. Siódma piętnaście. Wyjęłam torbę z pod biurka i wyszłam z pokoju.
Mama krzątała się w kuchni, a tata zakładał już kurtkę.
-Zjem coś w szkolę-odparłam zakładając swoje ulubione buty. Glany.
-Ubierz się ciepło-usłyszałam głos taty zanim  wyszedł.
-Jesienią najłatwiej się przeziębić-dodała mama i pośpieszyła mnie, byśmy razem wyszły z domu.
Szybko wsiadła do samochodu i ruszyła w przeciwnym kierunku niż przystanek autobusowy.
Droga do szkoły strasznie mi się dłużyła.
Powolnymi ruchami wysiadłam z autokaru i ruszyłam w stronę wejścia do szkoły. Dziedziniec był pełny, chociaż było całkiem zimno, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Wszyscy mówili tylko o jednym. O nowym uczniu, który miał dziś do nas dołączyć. Ja nie zamierzałam być w tej komisji powitalnej, więc czym prędzej weszłam do szkoły. Od razu przywitał mnie podmuch ciepłego wiatru i masa ludzi opierających się o szafki biegnące wzdłuż ścian.
Nie zwracałam na nikogo uwagi.
Przeszłam główny hol, minęłam gablotę z nagrodami i nagle zobaczyła jakiegoś chłopaka próbującego dostać się do mojej szafki.
-Czekaj-odparłam podchodząc do niego.-Pomogę ci.
Wykręciłam cztero cyfrowy kod i zaczęłam wyjmować potrzebne mi książki.
-Jak?-Spytał nie wiedząc co się dzieje.
-Ty jesteś ten nowy-odparłam nadal nie zwracając na niego uwagi.
-Tak-odparł i wyciągnął w moją stronę rękę-Jestem Paul.
-O mnie pewnie już słyszałeś. W tej szkole mam bardzo ciekawą opinię.
-Nie sądzę. Na razie słyszałem tylko, że mam uważać na jakąś kreskę, czy coś.
-Amanda Kress. To ja-odparłam przeglądając zeszyt.
-Co?-Spytał z niedowierzaniem.-To ty rozwalasz wszystkie szkolne imprezy, nie uczysz się i wszyscy się ciebie boją?
-Wow-kolejna książka do torby.-Na razie zepsułam tylko jedną imprezę, a ludzie raczej mnie gnębią niż boją.
W tym momencie podniosłam wzrok i spojrzałam na Paula.
Miał potargane,ciemne włosy, kolczyk w prawym uchu i podobnie jak ja, ubrany był na czarno.
Już wiem, czemu wszyscy na niego czekali, zwłaszcza dziewczyny. Był naprawdę przystojny.
-No, ale opinię masz ciekawą-dodał i uśmiechnął się.-Powiesz mi gdzie jest szafka numer 452?
Pokiwałam głową i wskazałam mu obok mojej. Spuścił głowę.
-Czemu te szafki nie mają napisanych żadnych numerków?
Zadzwonił dzwonek. Paul oczywiście od razu ruszył do klasy, a ja zostałam przy szafkach. Nagle ktoś zatrzasnął mi drzwiczki prosto przed nosem i strącił torbę z ramienia.
-Myślisz, że będzie twój?-Spytała pełna złości Sam. Ona potrafi być zabawna.
-A to jeszcze  z nim nie rozmawiałaś?-Spytałam.
-Ktoś tu zapomina, gdzie jego miejsce-odparła odrzucając do tylu te swoje idealne, blond włosy.
-Daj sobie spokój-odparłam i ruszyłam przed siebie. Ona jednak nie dała za wygraną. Szybko przycisnęła mnie do szafek.
-Nie wychodź prze szereg Kress. To może się źle skończyć.
-Gorzej niż ty raczej się nie stoczę-odparłam przez zaciśnięte zęby.
Sam mocniej mnie docisnęła i odeszła.
Czemu to zawsze mnie się przytrafia?
Z tą myślą ruszyłam stronę sali od angielskiego.
Gdy dotarłam na miejsce nauczycielki jeszcze nie było.
Ale to co ujrzałam w klasie ... Na moim miejscu siedział Paul, a obok  niego zgraja tych wymalowanych dziewczyn. Super. Teraz muszę sobie znaleźć inne miejsce.
Zajęłam miejsce w ostatniej ławce, podobnie jak poprzednio tylko w rzędzie od ściany.
-Witajcie-ozwała się nasza nauczycielka-Dziś będziemy pracować w parach.-Amanda pracuj z ...
Tylko nie Paul, tylko nie Paul.
-Z Paulem-dokończyła nauczycielka.
W tym momencie wszystkie dziewczyny oblegające Paula spojrzały w moją stronę.
Ja nie miałam zamiaru dosiadać się do niego. Niech on przyjdzie do mnie.
-I znowu się spotykamy-odparł zajmując miejsce obok mnie.
W życiu nie przeżyłam tak strasznej godziny języka angielskiego. Wszystkie dziewczyny patrzyły się na mnie, jakby przeze mnie złamały paznokieć. I jeszcze on co chwila na mnie spoglądał.
Po tych kilku lekcjach w końcu mogłam iść do domu.
-Umówisz się ze mną?-Spytał Paul stojąc przy mojej szafce.
-Spytaj lepiej  tamtej-odparłam i wskazałam na Sam.-Ona zgodzi się od razu.
-Ona nie jest w moim typie.
A to ciekawe. Sam. Najpopularniejsza i najładniejsza dziewczyna w szkole nie jest w jego typie.
-To co?
Zamknęłam szafkę i ruszyłam w stronę wyjścia. On jednak nie dawał za wygraną.
-Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?-Spytałam, gdy byliśmy już na dziedzińcu.-Znasz mnie dopiero jeden dzień.
-Ty jesteś inna niż te wszystkie laski z tej szkoły. Ciebie nie obchodzą ciuchy i makijaż. Jesteś sobą.
Rozejrzałam się po placu.
-Ty jesteś nienormalny-odparłam krzyżując ręce.
-To co? Umówisz się ze mną.
Odwróciłam się plecami i odeszłam kilka kroków.
-Zastanowię się.
Gdy wróciłam do domu tak szczerze nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Postanowiła zadzwonić do Davida.
-Hej
-Wiesz jak dostać się do Aprilfall bez anioła?-Spytałam prosto z mostu.
-Yyyy....Nie wiem...Poczekaj chwilę.
-Jasne-odparłam pod nosem.
-Słuchaj mam ważną sprawę.Muszę kończyć-odparł i rozłączył się.
-To po co kazałeś mi czekać?-Spytałam sama siebie.
Skoro David nie ma czasu to zadzwonie do Cynthi. Jak się okazało, to też nie był dobry pomysł, bo ona również nie miała czasu.
Rzuciłam się na łóżko. Była dopiero czwarta, a ja już umierałam z nudów.
Poszłabym na miasto, ale co mogę robić sama w takim mieście jak to?
Życie bez aniołów jest dość nudne.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Rodzice pewnie zapomnieli kluczy.
Poszłam na górę i otworzyłam drzwi, jednak nikogo nie było.
Na wycieraczce leżał jedynie bukiet czerwonych róż.

Szalona dziewczyna

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział osiemnasty

-Amanda!-Krzyczał za mną Aker-Stój!
Nie odwróciłam się, tylko pomachałam mu na pożegnanie. Od mojej niby śmierci minął już tydzień. Najgorsze było wytłumaczenie rodzicom co się ze mną wtedy dzieło. To było prawdziwe wyzwanie, ale nie dla mnie. Nie dla mistrzyni kłamstwa, którą byłam już od podstawówki. Wcisnęłam im kit, że przez te kilka dni byłam u nowo poznanej koleżanki w innym mieście i nie mogłam zadzwonić, bo rozładował mi się telefon. Dodałam jeszcze fakty iż wspominałam im o tym. Zawsze o czymś zapominali. Zawsze zapominali o mnie. Zastanawiam się, czemu oni w ogóle mnie zaadoptowali? Skoro zawsze żyliśmy osobno.
-Stój!
-Zostaw mnie!-Odkrzyknęłam idąc dalej. Szłam już dobre dziesięć minut przez miasto, mijając różnorodnych ludzi. Chciałam być jak najdalej. Jak najdalej od Akera i jego świata.
-Stój!-Wykrzyknął, wyminął mnie i złapał za ramiona.-O co ci chodzi?
Odwróciłam wzrok. Nie chciałam mu patrzeć w oczy.
-Amanda-odparł i potrząsnął mną.
-No co?-Spytałam zła na niego i na sama siebie. Nie. Przepraszam. Ja nie byłam zła. Ja byłam wściekła. Na niego za to, co ze mną zrobił. Przez Akera zmieniłam się. Nie byłam już tą samą dziewczyną co przedtem. Zbuntowaną, złą, nigdy się nie uczącą i mająca wszystko gdzieś. Teraz byłam taka jak wszystkie inne z mojej szkoły. Byłam słaba. Wszystko przez niego.
-O co ci chodzi?-Spytał ponownie puszczając moje ramiona.
-O to, że mam dosyć tego świata. Mam dość tego wszystkiego. Nie chcę tego i nigdy nie chciałam. Nie chciałam tego daru! Nawet nie wiem czego go mam. Żałuję, że się urodziłam na tym przeklętym świecie!
-Naprawdę aż tak bardzo się nienawidzisz za ten dar?-Spytał z lekką rozpaczą w głosie.-Naprawdę nie przyniósł ci nic dobro?
Dobrze wiem co miał na myśli zadawając to pytanie. Chodziło o niego. Chłopaka, z którym spędziłam szesnaście lat mojego życia.
-Nie-odparłam patrząc mu w oczy.
Dobrze wiem jak pozbyć się tego daru. Aker pewnego razu mi opowiadał jak to zrobić. Twój anioł stróż musi cię dobrać do Nakoriela - anioła dziewiątej godziny nocy. Tylko on potrafi odebrać różnorodne moce lub je ofiarować.
Wszystko wydaje się dosyć proste, a jednak jest kilka haczyków. Cała ceremonia musi się odbyć przy pełni księżyca i o dziewiątej godzinie.
-Chcesz tego?-Spytał odgadniając moje myśli.
-A zrobisz to dla mnie?-Spytałam z nadzieją w głosie.
Odwrócił wzrok. Nie zrobi tego.
-Nie mogę. Nawet Nakoriel tego nie zrobi. Nie teraz, gdy proroctwo się wypełnia i ty w nim jesteś.
-Ale ja tego nie chcę!-Wykrzyknęłam i dopiero teraz zauważyłam, że kilka przechodniów się zatrzymało i z uwagą przygląda się naszej rozmowie.
-Dziękujemy państwu z uwagę. Wraz z moim kolega chodzimy do szkoły aktorskiej i musieliśmy przećwiczyć nasze przedstawienie.
W tym momencie osoby, które nas obserwowały zaczęły klaskać. Ludzie jednak są bardzo łatwo wierni. Ukłoniłam się, złapałam Akera za rękę i zaciągnęłam w jakiś ciemny zaułek.
-Dobra jesteś-odparł odwracając się w stronę ulicy, sprawdzając czy nikt nas nie obserwuje.
-W czym?-Spytałam zaskoczona.
-W kłamaniu.
-Jeszcze tego nie wiedziałeś?-Spytałam z uśmiechem na twarzy.
-Nie zabiorą ci tego daru-odparł po chwili wpatrując się we mnie.-Nawet Rebecka na to nie pozwoli. Nie teraz kiedy proroctwo zaczęło się spełniać.
Odwróciłam się do niego plecami i zaczesałam włosy do tyłu przytrzymując je.
Moje myśli powędrowały w przyszłość. Jeśli w ogóle uda mi się przeżyć całą tą akcje.
-Poradzicie sobie sami z jedną...
-Ona umrze-przerwał mi Aker-pamiętasz?
"Jedna z dwóch umrzeć musi, ale nie ta co już tam była".
Odwróciłam się do niego.
-Wiesz co powiedziała mi Panatyka na Krawędzi?-Spytałam podchodząc do niego.
-To akurat nie jest tajemnica.
Spojrzałam na niego pytająco.
-To jest część proroctwa.
-Czy ktoś w końcu może mi wyjaśnić o co do jasnej cholery chodzi w tych proroctwach?-Spytałam podnosząc ręce do góry.
-Pierwsze to iluzja. Ma ono na celu obronę was. Ciebie i tej drugiej dziewczyny. Do was należy kolejne proroctwo, o którym mało kto pamięta, bo wszyscy są zafascynowani tym pierwszym. I tak było zawsze. Wszyscy czekali na Dziecko ze znamieniem, zapominając o dwóch dziewczynach. Aż do teraz i do twojego porwania. 
-Kto o tym wiedział?-Spytałam układając sobie w głowie wszystkie fakty. Od małego widziałam anioły i byłam wtajemniczana we wszystkie ich sekrety. 
-Amanda...
Rodzice, którzy nigdy nie zaglądali do mnie do pokoju i tak łatwo uwierzyli w mój wyjazd do koleżanki. 
-Kto o tym wiedział?-Spytałam z naciskiem na każde słowo.-Kto wiedział, że widzę anioły?! No kto!?
Błądził wzrokiem po chodniku lub ścianach budynków.
-Ja,  Rebecka, kilka aniołów ochroniarzy i ...-W tym momencie przerwał,  ale ja już dobrze wiedziała co chciał powiedzieć.
-I moi rodzice-dokończyłam za niego.-To dlatego nigdy się o mnie nie martwili. Bo nigdy mnie nie chcieli. 
-Am
-Przestań chrzanić! To wszystko wasza wina. Wasza i tego całego Aprilfall. Ale jak?
Aker nie dopowiedział tylko wpatrywał się we mnie tymi swoimi błękitnymi oczami.
-Mów!
-Wybrała ich Rebecka-mówił w pośpiechu.-Pewnego dnia się do nich udała, oczywiście wtedy była widzialna dla normalnych ludzi, bo jak wiesz...
-Przestań. Dobrze wiem, że możecie stać się widzialni-odparłam coraz bardziej zła.
-Rebecka namówiła ich, aby cie zaadoptowali. Oni oczywiście na początku się opierali, ale po kilku przekonaniach zgodzili się i już następnego dnia byłaś ich córką.
Przykucnęłam i plecami oparłam się o ścianę budynku. Twarz zasłoniłam dłońmi. Chciało mi się płakać tak jak zwykle podczas kilku ostatnich dni. 
-Przepraszam.
Nie odpowiedziałam tylko szybko wstałam i ruszyłam biegiem do domu, wpadając na przypadkowych przechodniów. Nigdy nie biegłam tak szybko jak tamtego dnia. 
Wpadłam niczym huragan. Mama była w kuchni, a ojciec siedział na kanapie w salonie.
Przykładna rodzina nie ma co.
-To co?-Spytałam wchodząc do salonu.-Chcecie mi może coś powiedzieć?
Mama wyjrzała z kuchni, a tata wyłączył telewizor.
-Czyli już wiesz?-Weszła do salonu wycierając ręce w czerwoną szmatkę.
-Wiem, o czym?-Spytałam udając, że o niczym nie wiem.
-A..y...,że robimy przemeblowanie-odparła zmieniając temat.
Tata siedział i nic nie mówił.
-Ach, doprawdy?-Spytałam krążąc po pokoju.-Bo ja mam trochę inne informacje.
W tym momencie mama nerwowo spojrzała na tatę. On jednak nie dawał niczego po sobie poznać.
Czyli bawimy się dalej. Okay.
-Ostatnio słyszałam fantastyczną historię. Chcecie posłuchać? Pewnego razu do zwyczajnego małżeństwa zawitał anioł i polecił im zaadoptowanie konkretnej dziewczynki. Oni oczywiście posłuchali. Jednak nie wiedzieli wszystkiego. Dziewczynka była chora na autoimmunologie, ale to nie był jedyny problem.
-Am-przerwał mi tata.
Odwróciłam się do niego i spojrzałam w jego wyniszczone codziennym trudem pracy oczy.
-Znasz tą historię? Niezwykle ciekawa. Tak, więc dziewczynka sprawiała wiele kłopotów. No wiecie. Bójki, wielokrotne wydalenie z różnych szkół. Ale nadszedł okres kiedy się zmieniła. Co było bardzo głupie. Pewnego dnia dziewczynka stała się częścią proroctwa.-Spojrzałam na nich.-Fantastyczne, prawda?
Nie odpowiedzieli. Siedzi obok siebie z przerażonymi twarzami, trzymając się za ręce. Dokładnie tak samo jak podczas dnia, kiedy mnie adoptowali.
-Zapomniałam jeszcze dodać imiona. Ale ze mnie gapa. Dziewczynka miała na imię Amanda, a jej rodzice Emma i Harry-Odparłam naciskając na każde z imion.
-Amando-zaczął nie pewnie tata.-Teraz pewnie uważasz, że zaadoptowaliśmy cie tylko dla tego, ponieważ tak nam kazano. To nie prawda. Pokochaliśmy cię od pierwszej chwili. A o cały proroctwie owszem wiedzieliśmy. Przepraszamy-odparł i mocniej ścisnął dłoń mamy.
-Już nie musicie się martwic o proroctwo. Mam zamiar oddać swój dar.
-Amanda!-Wykrzyknęli oboje-Nie możesz! Nie teraz. Wiesz ile lat czekali, aż spełni się proroctwo?
Odwróciłam się i spojrzałam w podłogę.
-Teraz właśnie przyszedł najlepszy czas.

Szalona dziewczyna

_______________________________________

Przepraszam, że tak długo czekaliście na nowy rozdział, ale kompletnie opuściła mnie wena.